15.12.2009 / Social media
Mikroblogi, czyli dyskretny szelest gotówki
 
Twitter to cały biznesowy ekosystem, który daje zatrudnienie i zarobek już dziesiątkom tysięcy ludzi.
Twitter to cały biznesowy ekosystem, który daje zatrudnienie i zarobek już dziesiątkom tysięcy ludzi.
Dwa wydarzenia rozkołysały w ostatnich dniach dyskusję w, traktowanym wciąż niezbyt poważnie przez tzw. media mainstreamu, świecie mikrobloggingu. Pierwsze oznaczało, że na Twitterze zarobić może, i to przyzwoicie, użytkownik, drugie - że, dzięki wejściu do wyszukiwarki Google, zarabiać, i to nieźle, będzie sam Twitter.
REKLAMA

Sukces Della to przede wszystkim argument do wykorzystania przez wszystkich entuzjastów social-media i social-marketingu. Jak wiadomo firmy, nie tylko polskie, najdelikatniej mówiąc, nie oszalały na punkcie społeczności, mediów społecznych, blogów i mikroblogów.

Oczywiście ostrożność świata korporacyjnego, nie jest zachowaniem nieracjonalnym w sytuacji, gdy tak wciąż tak mało jest wiedzy o tym, jak wszystkie owe narzędzia wykorzystać do wzrostu znajomości marki i zainteresowania nią, nie mówiąc już o sprzedaży.

Przykład firmy Dell jest więc miłą niespodzianką i ma w sobie nieodparty magnetyzm pobrzękującej monety.

Zaś wydarzenie numer dwa jest istotne dla tych, wszytkich, którzy angażują się w komercyjną aktywność z wykorzystaniem mikrobloggingu. Daje bowiem nadzieję, że Twitter i podobne serwisy nie są efemerydami czy przemijalnymi módkami, że staną sie trwałą odnogą internetowej rzeki informacji i danych. Poza tym wprowadzenie treści mikrobloggingowych do wyszukiwarek może mieć pewne konsekwencje dla technik SEO i SEM, które firmy świetnie już znają i wykorzystują.

Jak troll Della społeczności uczył

Gdy mówimy o Dellu, powiedzonko Avinash Kaushika, zacytowane przez Dawida Trzeciaka: “Social media są jak seks nastolatków...”, albo traci aktualność albo wymaga rozwinięcia i trawestacji, bowiem amerykański wytwórca komputerów jest już seks-ekspertem i raczej nie ma wątpliwości, że jest to świetne.

Dla Della warta 6,5 mln dolarów sprzedaż z wykorzystaniem marketingu i promocji w serwisie Twitter to zaledwie ok. 0,1 proc. rocznych globalnych przychodów, ale dla chciwie wypatrującego monetyzacyjnych szans świata social media to wielki news.

Zwłaszcza, że inicjacja firmy Michaela Della w social mediach nie była zbyt zachęcająca - w 2005 r. firma stała się obiektem ostrego ataku ze strony Jeffa Jarvisa z BuzzMachine, którego niektórzy członkowie kampanii o kulturze w Internecie, mogliby okreslic jako agresywnego trolla. Jego wpis wywołał burzę w na blogach i forach dyskusyjnych. Paradoksalnie miało to dobry wpływ na producenta komputerów - Dell musiał zrozumieć, dlaczego blogosfera jest dla niego ważna, dlaczego ważne jest słuchanie opinii użytkowników w Internecie, dialog z nimi i wsłuchiwanie się w ich potrzeby.

Dość wcześnie (w porównaniu do większości innych wielkich korporacji) powstał blog Direct2Dell, który z czasem przekształcił się w rozbudowaną, wielowątkową i żywą społeczność. Firma utworzyła też skoncentrowany na nasłuchu potrzeb i pomysłów klientów serwis IdeaStorm. Według Richarda Binhammera, zarządzającego w Dellu wizerunkiem korporacyjnym i działaniami typu social media, już samo zaangażowanie się te formy komunikacji zmniejszyło liczbę negatywnych wpisów i komentarzy o 30 proc.

Działo się to wszystko, jak na internetowe miary czasu, dość dawno, bo cztery do dwóch lat temu, ale warto o tym wiedzieć, by móc umieścić dokonania Della w odpowiedniej perspektywie czasowej i biznesowej. A mówiąc prościej - fakt, że firma ta sprzedaje obecnie przez Twittera za miliony dolarów to nie przypadek, Filip z konopi ani deus ex machina, lecz długofalowa, przemyślana strategia plus konsekwencja.

Kwoty generowane przez różne formy obecności Della na Twitterze (m. in. @DellOutlet, @DellHomeOffers itd. - pełna lista tutaj: Dell.com/Twitter), tak, jak wspomniano, nie są jeszcze znaczące w całym wolumenie sprzedaży korporacji, ale z kolei, gdy się spojrzy na tempo ich wzrostu, to zaczyna wyglądać to całkiem obiecująco.

Jak wynika z danych opublikowanych przez Lionela Menchaca, głównego blogera korporacyjnego w Direct2Dell, w ciągu ok. półrocza, czyli od czerwca 2009 roku wartość sprzedaży przy wykorzystaniu Twittera podwoiła się.

Można wciąż kręcić głową, że to odsetki od dużo większej całości i mało znaczące kwoty. Nie warto jednak zapominać o naukach z niedawnej zgoła historii ekspansji reklamy internetowej i, jak zaskoczone tym zostały tradycyjne media, w których przez lata z lekceważeniem mówiono o jakimś tam marginalnym Internecie, e-reklamie i sprzedaży online.

I z tego uśpienia media zostały brutalnie wyrwane, gdy okazało się, że rynek reklamy internetowej prześcignął sprzedaż prasową i w dodatku to nie społki prasowe bynajmniej są głównym beneficjentem tego wzrostu.

O tej nauczce sobie przypomnieć, zanim machnie się ręką na “marginalne” kanały marketingu i sprzedaży, na jakieś tam “twittery” czy “śledziki”.

1 | 2 | 3 | następna
Podziel się! |
Tag arrow
Chmura tagów

Tagi: dell, mikroblogi, pieniądze, social media, twitter


wizytówki firm
szukasz klientów dla firmy?
Komentarze (8)
mikeelrapido
1. mikeelrapido, 79.187.237.*, 15.12.2009 / 13:09
Bardzo fajny, przeglądowy artykuł. Zgadzam się z autorem co do tego, że Twitter jeszcze namiesza, choć wielu "starych wyjadaczy" spisuje go na straty i nazywa modą emo dzieciaków i osób lansujących się.. Twitter może zwolnił tempo, ale to prawdopodobnie oznacza, że na wiosnę zaskoczy użytkowników czymś nowym, widać bowiem że cały czas szuka możliwości wykorzystania tego potencjału, który zbudował. W Polsce też w końcu w końcu ktoś użyje Twittera jak należy, odniesie spory sukces i zarazi tą ideą innych.
Mirosław Usidus
2. Mirosław Usidus 15.12.2009 / 14:09
@mikeelrapido Jestem naprawdę aktywnym użytkownikiem Twittera (http://twitter.com/Usidus) choć w jęz. angielskim, bo po polsku w nim na razie nic ciekawego się nie dzieje.

Nie bardzo mogę się zgodzić z ta opinią o emo dzieciakach. Wręcz przeciwnie, panuje przekonanie i nawet takie socjologiczne analizy czytałem, że młodzież nie przepada za Twitterem aż tak bardzo, bo nie może tam liczyć na prawdziwą popularność.
Twitter ma taką cechę, wynika z moich obserwacji, że, jesli ktoś nie jest Ashtonem Kutscherem, Britney Spears lub podobnym celebrytą, to tylko jakość, niepowtarzalność i wartość kontentu, który tam publikuje, pozwala zdobyć większy zasięg (mierzony np. liczbą followers).

Zaś dzieciaki siłą rzeczy nie mają do powiedzenia nic, co zaciekawiłoby i przyciągnęło osoby spoza wąskiego grona ich kolegów i rówieśników.
mikeelrapido
3. mikeelrapido, 79.187.237.*, 15.12.2009 / 14:24
Zgadzam się w pełni, tak jak napisałem, jest to zdanie z którym często się spotykam ze strony osób uznających się za jakieś autorytety w kwestiach internetu, sam go nie podzielam, bo znam te badania, o których piszesz. Moim zdaniem Twitter nie jest atrakcyjny dla dzieciaków z tego powodu, że nie pozwala na zamieszczanie multimediów tak jak FB czy popularny w Polsce Pinger, nie pozwala na mówiąc dosyć ogólnikowo lansowanie się.
Mirek Połyniak
4. Mirek Połyniak 15.12.2009 / 14:57
też staram się korzystać z Twittera w miarę możliwości, a niedawno przekroczyłem już pierwszy tysiąc tweet'ów
krótkie podsumowanie moich wrażeń PolishJedi @ Twitter
1) Twitter to ciekawa aplikacja, która daje mi pewne korzyści, a za najważniejszą uważam dostęp do wielu ciekawych informacji;
2) niestety rzadko zdarza mi się brać udział w prawdziwych konwersacjach;
3) osobiście staram się bardzo mocno ograniczać ilość ‘followersów’, by nie zostać zalanym przez informacyjne tsunami – nie ilość, ale jakość;
4) myślę, że może to być ciekawe narzędzie ‘call to action’ dla firm e-commerce, dużych marek oraz interesujący kanał ePR dla B2B.
np. w USA Twitter to potężne narzędzie komunikacji społeczności, o czym niedawno przekonała się marka Motrin - #motrinmoms
Mirosław Usidus
5. Mirosław Usidus 15.12.2009 / 15:42
Szanowny Imienniku,
IMHO, tzw. konwersacja to tylko jedno z wielu zastosowań Twittera czy innych mikroblogów. Np. gdy weźmiemy pod uwagę wartość treści z punktu widzenia Google'a, to wymiany półsłówek pomiędzy użytkownika Twittera niekoniecznie będą cenione.
Inne dające się pomyśleć zastosowania, np. po prostu wymiana ciekawych informacji, linków, promocja, branding, w przypadku dużych zasięgów - generowanie trafiku, czy wreszcie badania, bo i do tego mikroblogging się nadaje.

Czasami mam wrażenie, że ludzie nie wprowadzeni w temat, opierający się na zasłyszanych, obiegowych opiniach, traktują mikroblogi jednostronnie, jako coś mającego tylko jedna funkcję i z tego punktu widzenia mało wartościowego.

A gdy wchodzisz do Twittera, zanurzasz się w oceanie mozliwości i od ciebie zależy, za którymi popłyniesz.
 
Trwa zapisywanie komentarza
Dodaj komentarz
Nie bądź anonimowy. Zarejestruj się! Otrzymasz profil dzięki, któremu Twoje komentarze będą bardziej wiarygodne. Będziesz miał również dostęp do newslettera, ofert pracy, forum dyskusyjnego oraz kontaktu do innych zarejestrowanych osób.
wymagane
 
 
wymagane,niepublikowane
 
obrazek nieczytelny
 
 
Po dodaniu komentarza, Twój adres IP będzie widoczny obok nicka.
wyślij
Arrow
newsletter
 
Arrow
Loader
ostatnie komentarze
więcej
 

 
 
© 2012 interaktywnie.com. All rights reserved.