Sukces Della to przede wszystkim argument do wykorzystania przez wszystkich entuzjastów social-media i social-marketingu. Jak wiadomo firmy, nie tylko polskie, najdelikatniej mówiąc, nie oszalały na punkcie społeczności, mediów społecznych, blogów i mikroblogów.
Oczywiście ostrożność świata korporacyjnego, nie jest zachowaniem nieracjonalnym w sytuacji, gdy tak wciąż tak mało jest wiedzy o tym, jak wszystkie owe narzędzia wykorzystać do wzrostu znajomości marki i zainteresowania nią, nie mówiąc już o sprzedaży.
Przykład firmy Dell jest więc miłą niespodzianką i ma w sobie nieodparty magnetyzm pobrzękującej monety.
Zaś wydarzenie numer dwa jest istotne dla tych, wszytkich, którzy angażują się w komercyjną aktywność z wykorzystaniem mikrobloggingu. Daje bowiem nadzieję, że Twitter i podobne serwisy nie są efemerydami czy przemijalnymi módkami, że staną sie trwałą odnogą internetowej rzeki informacji i danych. Poza tym wprowadzenie treści mikrobloggingowych do wyszukiwarek może mieć pewne konsekwencje dla technik SEO i SEM, które firmy świetnie już znają i wykorzystują.
Jak troll Della społeczności uczył
Gdy mówimy o Dellu, powiedzonko Avinash Kaushika, zacytowane przez Dawida Trzeciaka: “Social media są jak seks nastolatków...”, albo traci aktualność albo wymaga rozwinięcia i trawestacji, bowiem amerykański wytwórca komputerów jest już seks-ekspertem i raczej nie ma wątpliwości, że jest to świetne.
Dla Della warta 6,5 mln dolarów sprzedaż z wykorzystaniem marketingu i promocji w serwisie Twitter to zaledwie ok. 0,1 proc. rocznych globalnych przychodów, ale dla chciwie wypatrującego monetyzacyjnych szans świata social media to wielki news.
Zwłaszcza, że inicjacja firmy Michaela Della w social mediach nie była zbyt zachęcająca - w 2005 r. firma stała się obiektem ostrego ataku ze strony Jeffa Jarvisa z BuzzMachine, którego niektórzy członkowie kampanii o kulturze w Internecie, mogliby okreslic jako agresywnego trolla. Jego wpis wywołał burzę w na blogach i forach dyskusyjnych. Paradoksalnie miało to dobry wpływ na producenta komputerów - Dell musiał zrozumieć, dlaczego blogosfera jest dla niego ważna, dlaczego ważne jest słuchanie opinii użytkowników w Internecie, dialog z nimi i wsłuchiwanie się w ich potrzeby.
Dość wcześnie (w porównaniu do większości innych wielkich korporacji) powstał blog Direct2Dell, który z czasem przekształcił się w rozbudowaną, wielowątkową i żywą społeczność. Firma utworzyła też skoncentrowany na nasłuchu potrzeb i pomysłów klientów serwis IdeaStorm. Według Richarda Binhammera, zarządzającego w Dellu wizerunkiem korporacyjnym i działaniami typu social media, już samo zaangażowanie się te formy komunikacji zmniejszyło liczbę negatywnych wpisów i komentarzy o 30 proc.
Działo się to wszystko, jak na internetowe miary czasu, dość dawno, bo cztery do dwóch lat temu, ale warto o tym wiedzieć, by móc umieścić dokonania Della w odpowiedniej perspektywie czasowej i biznesowej. A mówiąc prościej - fakt, że firma ta sprzedaje obecnie przez Twittera za miliony dolarów to nie przypadek, Filip z konopi ani deus ex machina, lecz długofalowa, przemyślana strategia plus konsekwencja.
Kwoty generowane przez różne formy obecności Della na Twitterze (m. in. @DellOutlet, @DellHomeOffers itd. - pełna lista tutaj: Dell.com/Twitter), tak, jak wspomniano, nie są jeszcze znaczące w całym wolumenie sprzedaży korporacji, ale z kolei, gdy się spojrzy na tempo ich wzrostu, to zaczyna wyglądać to całkiem obiecująco.
Jak wynika z danych opublikowanych przez Lionela Menchaca, głównego blogera korporacyjnego w Direct2Dell, w ciągu ok. półrocza, czyli od czerwca 2009 roku wartość sprzedaży przy wykorzystaniu Twittera podwoiła się.
Można wciąż kręcić głową, że to odsetki od dużo większej całości i mało znaczące kwoty. Nie warto jednak zapominać o naukach z niedawnej zgoła historii ekspansji reklamy internetowej i, jak zaskoczone tym zostały tradycyjne media, w których przez lata z lekceważeniem mówiono o jakimś tam marginalnym Internecie, e-reklamie i sprzedaży online.
I z tego uśpienia media zostały brutalnie wyrwane, gdy okazało się, że rynek reklamy internetowej prześcignął sprzedaż prasową i w dodatku to nie społki prasowe bynajmniej są głównym beneficjentem tego wzrostu.
O tej nauczce sobie przypomnieć, zanim machnie się ręką na “marginalne” kanały marketingu i sprzedaży, na jakieś tam “twittery” czy “śledziki”.
Nie bardzo mogę się zgodzić z ta opinią o emo dzieciakach. Wręcz przeciwnie, panuje przekonanie i nawet takie socjologiczne analizy czytałem, że młodzież nie przepada za Twitterem aż tak bardzo, bo nie może tam liczyć na prawdziwą popularność.
Twitter ma taką cechę, wynika z moich obserwacji, że, jesli ktoś nie jest Ashtonem Kutscherem, Britney Spears lub podobnym celebrytą, to tylko jakość, niepowtarzalność i wartość kontentu, który tam publikuje, pozwala zdobyć większy zasięg (mierzony np. liczbą followers).
Zaś dzieciaki siłą rzeczy nie mają do powiedzenia nic, co zaciekawiłoby i przyciągnęło osoby spoza wąskiego grona ich kolegów i rówieśników.
krótkie podsumowanie moich wrażeń PolishJedi @ Twitter
1) Twitter to ciekawa aplikacja, która daje mi pewne korzyści, a za najważniejszą uważam dostęp do wielu ciekawych informacji;
2) niestety rzadko zdarza mi się brać udział w prawdziwych konwersacjach;
3) osobiście staram się bardzo mocno ograniczać ilość ‘followersów’, by nie zostać zalanym przez informacyjne tsunami – nie ilość, ale jakość;
4) myślę, że może to być ciekawe narzędzie ‘call to action’ dla firm e-commerce, dużych marek oraz interesujący kanał ePR dla B2B.
np. w USA Twitter to potężne narzędzie komunikacji społeczności, o czym niedawno przekonała się marka Motrin - #motrinmoms
IMHO, tzw. konwersacja to tylko jedno z wielu zastosowań Twittera czy innych mikroblogów. Np. gdy weźmiemy pod uwagę wartość treści z punktu widzenia Google'a, to wymiany półsłówek pomiędzy użytkownika Twittera niekoniecznie będą cenione.
Inne dające się pomyśleć zastosowania, np. po prostu wymiana ciekawych informacji, linków, promocja, branding, w przypadku dużych zasięgów - generowanie trafiku, czy wreszcie badania, bo i do tego mikroblogging się nadaje.
Czasami mam wrażenie, że ludzie nie wprowadzeni w temat, opierający się na zasłyszanych, obiegowych opiniach, traktują mikroblogi jednostronnie, jako coś mającego tylko jedna funkcję i z tego punktu widzenia mało wartościowego.
A gdy wchodzisz do Twittera, zanurzasz się w oceanie mozliwości i od ciebie zależy, za którymi popłyniesz.
Zobacz co piszą na Flakerze: Wicc
Dodaj komentarz
Podobne tematy