Jako, że nie samą pracą się żyje i słowo się rzekło, rozszerzyłem formułę „rozmowy na 4 nogi” . Ponieważ poziom zdenerwowania niektórych osiągnął apogeum (po rozmowie z Arturem Kurasińskim), było też sporo mało merytorycznej rozmowy, postanowiłem iść chwilowo w inny format. A może nie? Co jakiś czas, odważniejsi wpadną w moje sidła, albo ja w ich. Dzisiaj o pieniadzach i kreacji, agencji i wizji lub jej braku. Pierwszymi odważnymi są Dawid Szczepaniak – dyrektor kreatywny oraz Piotr Friedberg, dyrektor zarządzający agencji Pride&Glory Interactive. Proszę o „oklaski uszami” albo podanie lewej nogi ;) Natomiast, z tego miejca, zapraszam też kolejnych odważnych do rozmowy, tematyka – dowolna, jeśli jest tylko interesujaca dla czytelników Interaktywnie.com
Jacek: Pytanie pierwsze, tak od razu prosto z mostu. Co wam „odbiło” z odchodzeniem z Opcomu? Przecież stanowiliście naprawdę dobry zespół?Piotr: Mieliśmy bardzo podobną wizję nowej firmy, jej zarządzania, klimatu, ludzi, których chcieliśmy pozyskać. Mniejsza agencja daje ogromne możliwości. Jest elastyczna, łatwiej stworzyć ciekawe miejsce pracy.
Dawid: Bo ja od małego marzyłem o własnej agencji reklamowej. Stworzonej od podstaw. Od zera. Gdzieś po drodze zobaczyłem jeszcze “What Woman Want” i tak mi już zostało. Jesienią zeszłego roku tak po prostu podczas luźnej rozmowy z Piotrem uznaliśmy, że raz kozie śmierć.
Jacek: Po opublikowaniu komunikatu, pojawiły się pogłoski i zarzuty, o „wbijaniu noża w plecy”, przy tak „niespodziewanym odejściu”. Wiesz, ja nie znam tej sytuacji… ale patrząc z boku, gdy dostajesz (wykupujesz/obejmujesz) udziały w firmie a później odchodzisz z niej, coś może wydawać się „nie halo”. Sporo tam nauczyłeś się, awansowałeś, skorzystałeś. Z drugiej strony… odejście Piotra, po tym jak nie zagrzał tam długo miejsca. To jest niespójne…
Dawid: Co do noża w plecy - owszem, byłem udziałowcem agencji od czerwca 2008 roku. Niemniej odsprzedałem udziały za identyczną kwotę, za jakie je nabyłem. Nie zyskałem na tym złotówki. Nie chciałem zarobić w taki sposób. Starałem się, jak tylko mogłem, by był to tylko plastikowy scyzoryk w plecy - a nie maczeta między żebra. Opcom miał zresztą świetnych ludzi - zarówno na miejsce Piotra, jak i moje.
Piotr: Zobowiązaliśmy się też przez pewien okres nie dotykać klientów poprzedniej agencji.
Dawid: No.... Piotra było oczywiście nietrudno zastąpić :)
Piotr: Pieprz się :)
Jacek: Pride& Glory, lub inaczej „P&G”. Przerost ambicji, megalomania, czy chęć wyróżnienia się na rynku? No fajnie, budujecie markę (jako agencja – jesteście w ten sposób może wiarygodniejsi?), ale tylko ciekawe, skuteczne i efektywne biznesowo realizacje pokażą, gdzie będzie Wasze miejsce na rynku.
Dawid: Początkowo myśleliśmy o -68m. Jeśli pamiętasz Wielki Błękit Luca Bessona, na pewnych głębokościach podczas nurkowania mózg zaczyna podobno funkcjonować zupełnie inaczej. Halucynacje, euforia, brak mechanizmów obronnych, poczucie swobody, wszystko wokół wydaje się piękniejsze niż jest. Słowem - prawie jak po dobrej reklamie. Wybraliśmy sobie umownie głębokość -68m i był tonaprawdę mocny kandydat na nazwę agencji.
Piotr: W ostatniej chwili uznaliśmy jednak, że nazwa jest zbyt blisko 180HB. Liczba, skrót, zmiany w organiźmie, tam przyśpieszone bicie serca, tu halucynacje.
Dawid: Szukaliśmy nazwy tak silnej jak People Can Fly. I zostało Pride&Glory. My wiemy, że ta nazwa kojarzy się z prawicowymi bojówkami. Znaku “&” nie można zastosować w domenie. Pod koniec roku pojawił się niezbyt udany film o tym samym tytule, który mąci nam wyniki w google. Wiemy też, że zapadamy w pamięć. Świadomie wpisaliśmy w pozycjonowanie pewność siebie, czy narcyzm (jak wolą inni), odrobinę prowokacji.
Piotr: Natomiast wszystko będzie na nic, o ile nie obronimy się pomysłami. Przyjęliśmy proste założenie, że będziemy chwalić się tylko i wyłącznie projektami, które pasują nam do wizerunku. Co oczywiście nie oznacza, że nic innego nie robimy. Zarobić trzeba, szczególnie, kiedy dopiero buduje się swoją pozycję. Ale oczywiście celowo więcej mówimy o takich projektach jak kampania dla programu Równe Szanse, której koncepcja powstała u nas.
Jacek: Start w auto-lansie mieliście dobry. Mówiło się o was, były wywiady, komiks „odpaliliście”, grupę na GL i bloga. Teraz jakoby to siadło. Proza życia, zapieprz z robotą a może brak pomysłów?
Dawid: Małe bomby PR-owe (jak komiks na blogu Maćka) odpala się, kiedy są potrzebne. Zamieszanie w mediach na początku roku było nam niezbędne, by zwrócić na siebie uwagę. Wiem, prościej byłoby po prostu po cichu postarać się o któregoś z poprzednich klientów.
Piotr: Model przejmowania marek z poprzedniej agencji u niektorych sprawdza się całkiem dobrze :) Ale w naszym wypadku nie wchodziło to w grę.
Jacek: Patrząc tak z perspektywy to buzz wygenerowany czy komunikaty które “głosicie światu” nie są niczym szokujacym ani odkrywczym. Może to zabrzmi obrazobójczo, ale nie jest to nic co “zagina pałę”. Bo krowa która dużo ryczy... mało mleka daje.
Piotr: Ale tu nie chodzi o zaginanie pały, tylko o konsekwentne tworzenie pożądanego wizerunku, tak? Staramy się zachować w miarę zdrowy balans między buzzem wynikającym z naszych projektów a robieniem wokół siebie szumu.
Dawid: Mam w zanadrzu kilka kolejnych pomysłów, mniej lub bardziej obrazoburczych. Z jednym z nich noszę się już od dawna. Kilka osób go poznało i nikt nie wierzy, że to zrobię. Może latem.
Jacek: Czym chcecie „zbawić świat”. W czym będziecie lepsi na rynku od butików kreatywnych, czy większych agencji? Nie chcę być złośliwy, ale czy chcecie dołączyć do klubu adoracji-nagrodami?
Piotr: Nie chcemy zbawiać świata. Chcemy zaoferować markom obsługę solidnej jakości, a sami dobrze zarabiać, dobrze płacić, dobrze bawić się naszymi kampaniami, jeździć całą firmą nad ocean czy w góry. W tym roku wyślemy małą reprezentację na Offf Festival w Portugalii. A w lipcu wyjazd całą firmą na tydzień doładowania baterii, miejsce jeszcze dogrywamy. Atmosfera w firmie jest świetna.
Dawid: Z xbox-day zrobił nam się xbox-month.
Piotr: Każdy jednak zna priorytety. Najpierw skończyć zadania na dany dzień, potem zlać programistów w piłkę na konsoli. Nie wiem, czy taki klimat można wytworzyć w dużej agencji. I naprawdę wierzę, że taka atmosfera przekłada się potem na zaangażowanie w projekty. A zdolni i zaangażowani ludzie dadzą świetny efekt.
Jacek: Zainwestowała w Was agencja Heureka. Ok, fajnie – wygląda to na dostawianie klocków w strategii zintegrowanej obsługi marek tej agencji. Albo też… że jesteście „wyrobnikami” u starszego brata. Zdementujesz?
Dawid: Dementuję. To Heureka pracuje dla nas :) A poważnie. Wybraliśmy Heurekę z dwóch powodów. Pierwszy powód ma na imię Michał. Drugi Darek. Bardzo szanuję ich doświadczenie i wizję marketingu. Chcę się od nich nauczyć tak dużo, jak to jedynie możliwe.
Piotr: Oczywiste jest to, że działając w grupie pracuje się także nad projektami, w których koncepcja powstaje po stronie agencji ATL, a agencja interaktywne przenosi ją do sieci. Można to nazwać “wyrobnictwem”, ja bym to określił dobrym modelem biznesowym. Jednak równolegle pracujemy też nad własnymi projektami lub tworzymy koncept, który następnie jest adaptowany na potrzeby tradycyjnych kanałów komunikacji. Dokładnie tak, jak było w przypadku kampanii dla Fundacji Batorego.
Jacek: Pierwszą widoczną przez Was realizacją była własnie spot do kampanii społecznej dla fundacji Batorego. Wiesz, to fajny start, ale jak się mówi „kasa misiu, kasa”. Czyżby brak projektów komercyjnych?
Piotr: Po pierwsze nie spot, tylko kampania wykorzystująca telewizję, prasę, display, e-mailing i blogosferę. Po drugie, chęć zrobienia tej kampanii nie wynikała bynajmniej z braku pracy. Tej mamy nadmiar. Szukamy obecnie kolejnego art directora.
Jacek: Nie mam nic przeciwko działaniu „pro publico bono”, w końcu warto wspomagać szczytny cel a takim niewątpliwie jest wyrównywanie szans młodych ludzi z talentami. Powiedz kilka słów o kampanii Batorego.
Dawid: Cóż, przegrałem zakład o butelkę wina - nie udało się wciągnąć stu blogów, które przyłączą się do akcji Pokażmy Siłę Blogosfery i zachęcą do oddania 1% podatku na program Równe Szanse Fundacji Batorego. Nie miałem złudzeń, że będzie łatwo. I dziękuję wszystkim, którzy dołożyli swoją cegiełkę - razem zebraliśmy ponad dwadzieścia blogów, w tym kilka bardzo poczytnych.
Jacek: Dość tego waszego autolansu, bo rozmowa traci tempo. Może trochę emocji… jak postrzegacie rodzimy rynek agencji. Czy jest on już w miarę zagospodarowany, czy też jest jeszcze cały czas w drodze do normalizacji i profesjonalizacji?
Dawid: Ja się nie znam :) Nudne to pytanie.
Piotr: Widać już na rynku pełny przekrój agencji - od wielkich i dobrze zorganizowanych firm, po małe elastyczne agencje, często z określonymi specjalizacjami. W moim odczuciu jednak zbyt często, kiedy zaglądamy głębiej, nie jest już tak różowo. Popatrzmy chociażby na rotację w niektórych agencjach. Z czegoś ona przecież wynika.
Jacek: Czy pomysłem na sukces na rynku, powinna być specjalizacja czy konglomeraty agencyjne? Biznesowość, skuteczność czy też kreacja i łamanie standardów starych form reklamowych?
Dawid: Wymyśliłem sobie ostatnio nazwę dobrze opisującą skuteczny marketing w internecie, moim zdaniem oczywiście: “SEM + scandal marketing”. Czyli z jednej strony skuteczne narzędzia budująca ruch - jak google ppc. Z drugiej silne big idee, często ocierające się o kontrowersję, wychodzące poza internet, generujące naturalne zainteresowanie.
Jacek: Wiesz, tak zastanawiam się po co otworzyliście swoją agencję. Może to tylko i wyłącznie merkantylna potrzeba zarobienia przysłowiowego miliona? To nie jest trudne, rynek kreacji jest wart z pewnością ok. 200 mln PLN. Wykrajasz z niego tylko niewielka część i …. ? Jak mnie przekonasz, że macie to coś, co wniesie fajne pomysły i skuteczne realizacje w świat marek?
Dawid: Co oznacza słowo merkantylna? :)
Jacek: Narzyzm oraz podejscie tylko na kase, a nie na kreacje lub budowanie “fajnej agencji”.
Piotr: No to jesteśmy tylko po części merkantylni, bo pieniądze, jak każdy - lubimy :)
Jacek: Nie uwierze, ze nie dorabiacie ideologii mowiąc o filmach, IQ czy xbox lub śniadaniach. Przekonaj mnie. Zarobisz swój milion i bedziesz się dobrzy przy tym bawił?
Dawid: Jeśli kiedykolwiek odłożę na tym interesie milion, to dalej będę chodził w t-shirtach z bohaterami Ulicy Sezamkowej. Być może zainwestuję też w inną branżę. Ale na pewno będzie to coś sprawiającego mi przyjemność.
Jacek: Znowu powrócę do tematu P&G - by nie było tak lekko, łatwo i przyjemnie. Co będzie Waszą pierwszą realizacją? No i kiedy?
Piotr: Realizujemy teraz projekt, który ujrzy światło dzienne najprawdopodobniej już po długim weekendzie. Ponadto pracujemy też nad trzema większymi realizacjami, które może nie są na tyle sexy, żeby się o nich rozpisywać w mediach, ale mają za zadanie skuteczne budowanie zasięgu i lojalności w dość trudnej grupie celowej. No i czekamy na kolejne rozstrzygnięcia przetargów.
Jacek: Zobaczymy – ocenimy. Ale, patrząc szerzej... kiedy wreszcie polskie realizacje i kampanie interaktywne, przebiją się do świadomości na zachodzie – czego realnym odzwierciedleniem będą nagrody na festiwalach (za skuteczność i sprzedaż)?
Piotr: Sposobem na zdobycie nagrody jest zrobienie czegoś, co się wyróżnia. Nie zawsze jest to jednoznaczne ze skutecznością kampanii. Prawdziwym sukcesem, jest połączenie tych czynników. Zrób coś wyróżniającego w Polsce, dostaniesz Webstara, KTR lub Orła. Zrób coś, co wyróżni Cię na świecie i będzie zrozumiałe poza polskim kontekstem, dostaniesz Lwa w Cannes. Ja naprawdę wierzę, że w Polsce jest sporo agencji, które mają pomysły i zdolności realizacyjne na miare światowych sukcesów. Ale pomysł to nie wszystko - trzeba jeszcze czasu, staranności, zaangażowania, by go zrealizować. A potem odrobiny szczęścia.
Dawid: I nie ma co się okłamywać - trzeba to jeszcze umieć sprzedać jury. Np zrobić fajny film, kiedy cała reszta przesyła prezentację ppt na ostatnią chwilę. I nagroda murowana.
Piotr: Często trzeba być po prostu pierwszym. Dobrym przykładem jest zastosowanie augmented reality w projekcie Smart Grid przez North Kingdom. Teraz augmented reality jest w stanie zrobić właściwie każdy. Oni byli po prostu pierwsi.
Jacek: Trywialnie zapytam: jako agencja, czy chcecie isc w obrazki, video – czyli typowy online, czy coś ponad to? Np. Spolecznosci, kampanie blogowe-mikroblogowe, wom? Wyjaśnie - brakuje mi na rynku polskim agencji ktora rozumie te narzędza, jak sprzedać tam markę/brand i zaangażować klienta. Sprzedaje się strony, bannery, media i....?
Piotr: Nieprawda. Po pierwsze jest kilka agencji, które doskonale rozumieją media społeczne i często proponują je w swoich strategiach. Często problemem są sami klienci, szczegółnie ci najbardziej ustrukturyzowani. SEMu nie będzie, bo nie. Bo jeszcze nam na poziomie europejskim nie pozwolili używać AdWords.
Dawid: Wśród brand managerów nie ma głębszej wiedzy na temat social mediów, nie znają case studies, nie wygenerowano wśród nich potrzeby ani zainteresowania tym tematem. Widzę ogromną potrzebę konferencji przedstawiającej najlepsze studia przypadku z wykorzystaniem mediów społecznych. Narobienia szumu w tym temacie. Tak, by wykreować potrzebę podobną do sytuacji z web 2.0 w swoim czasie. Każdy chciał wtedy web2.0, serwis społecznościowy.
Piotr: Poza tym jest to tendencyjne pytanie. Pewne marki są idealne do sprzedania w social mediach, inne mniej. Pewne marki wciąż będą potrzebować bannerów, większość mogłaby z nich już śmiało zrezygnować. W co chcemy pójść my? W silne big idee wychodzące poza internet, budzące naturalne zainteresowanie. I wykorzystanie tych narzędzi, które sprawdzą się akurat dla danego klienta.
Jacek: Dziekuje za rozmowe i czekam na pierwsze efekty rynkowe waszej pracy. Wtedy zweryfikuje z chęcią to co padło w tym wywiadzie, z rzeczywistością. Czytelnicy, zatem po czynach ich poznacie. Czy tylko lans, czy dobra jakość na rynku.



Hehe
Czy istnieje szansa na wywiady audio? Podcast? Chętnie słuchałbym wywiady robiąc swoje zadania :-)
@Zbyszek - z checia, moze byc twitterview albo blipview [bedzie szybciej] ;)
Żałosna wypowiedź, ale rozumiem, niechętnie spoglądasz na firmy, które nie zlecają Ci projektów.
Nie przejmuj się z Tobą też kiedyś zrobią wywiad.
MG
Start P&G z projektami może narazie niezbyt suty ale poczekajmy, podejrzewam że będzie jeszcze szczęka na podłodze.
@Artur: daruj sobie to podjudzanie i niecenzuralny język... czemu to ma służyc?
Zacytuje wikipedie:
Aktu masturbacji dokonują w sposób mimowolny (we śnie lub na granicy snu) bardzo małe dzieci (w wieku ok. 3-5 lat). Następnie zazwyczaj (choć nie zawsze) następuje przerwa, aż do okresu pokwitania młodzieży, który jest głównym okresem uprawiania masturbacji przez człowieka, a który kończy się zazwyczaj wraz z rozpoczęciem regularnego życia płciowego z partnerem.
Robecie W, pokaż na co cie stać ale nie jeden raz! Słuchaj, słuchaj aja ja jaj!
MT, szacunek!
Proponuję w formularzu dodać pole wiek, wprowadzi to znaczą oszczędność czasu! Wracając do P&G, szczerze życzę wam sukcesu, tylko do roboty się w końcu musicie zabrać!
i jeszcze:
"merkantylny - taki, który jest nastawiony na zysk, na uzyskanie korzyści materialnych; handlowy, kupiecki" (slownik jezyka polskiego).
pozdrawiam
Dodaj komentarz
Wpisy tego samego autora