21.01.2009 / Wyszukiwarki / ePR
Google - pan życia i śmierci
Maciej Makuszewski
Account Manager
 

Prasa przechodzi ewolucję pod wpływem internetu. Tylko, że nie wiem czy ta ewolucja idzie w dobrym kierunku. Wczoraj, czytając przy śniadaniu artykuł "Artura Boruca siedem grzechów głównych" w Polska The Times natknąłem się na... linki do serwisów video. Rozumiecie to? Linki w gazecie? Tak to wyglądało:



Szczerze mówiąc, widząc pierwszy link, nie wiedziałem co mam zrobić. Odłożyć swoją kanapkę z twarożkiem, podbiec z gazetą do komputera i stracić cenną minutę na przepisywanie 'krzaczastego' adresu www? Czy może czytać dalej nie wiedząc co się pod nim kryje i czując niedosyt informacyjny? Wybrałem drugą opcję i po kolejnych 30 sekundach natknąłem się na... kolejny link. A potem był następny i następny. Razem było ich pięć. Gdybym nawet chciał wszystkie te filmiki obejrzeć, w życiu nie poświęciłbym 10 minut na przepisywanie adresów do przeglądarki.

Lektura tego tekstu była mimo wszystko pożyteczna. Przede wszystkim uświadomiła mi, że dziennikarz chyba zdaje sobie sprawę z tego, że ludzie czytający jego artykuł (konsumenci mediów tradycyjnych) najprawdopodobniej są jednocześnie użytkownikami sieci i korzystają z niej codziennie. Po drugie artykuł jest doskonałym przykładem na to jak blogi zmieniły naszą rzeczywistość. Prasa zaczęła czerpać z blogowych zwyczajów. Dostrzegła, że blog ma nad gazetą tę przewagę, że w sekundę może połączyć nas z zupełnie innymi mediami - audio, video.

No i w końcu pomyślałem sobie, że to jak dużo jest internetu w prasowym artykule jest znakiem czasów i cenną wskazówką dla PRowców. Dziennikarz pisząc tekst naszpikowany linkami odkrywa przed nami źródła swojej inspiracji. A może nie źródła tylko źródło - liczba pojedyncza? Bo chodzi przecież o Google. Dziennikarz mógł wejść do Google, wpisać "Artur Boruc", przejrzeć pierwsze 20 stron wyszukiwania i BUM - artykuł gotowy. Czy tak było? Nie wiem. Ale nikt nie zaprzeczy, że tak można pisać artykuły:)

Jaki z tego wniosek? Im więcej nas w Google, tym więcej nas w mediach tradycyjnych. Prochu nie wymyśliłem, ale wiem, że wielu PRowców wciąż tego nie rozumie. A wystarczy, że potraktujemy dziennikarza jak człowieka takiego jak my. Co robimy kiedy chcemy znaleźć jakąś informację? Googlujemy. Czemu dziennikarz miałby postępować inaczej?

Google jest dla mediów tradycyjnych, podstawowym narzędziem pracy. Jednocześnie jest ich największą konkurencją. Bo po co szukać informacji o lokatach bankowych w prasie (iść do kiosku, wydawać pieniądze?) skoro można wpisać w Google: najlepsze lokaty i w sekundę mamy pełen obraz sytuacji? Genialne wynalazki odsuwają w niebyt tak samo genialne, ale trochę starsze.

Takie życie.

Podziel się! |
Tag arrow
Chmura tagów

Tagi: Google, PR, media, prasa


Komentarze (19)
« Poprzednia  2 / 2 
Jacek Gadzinowski
11. Jacek Gadzinowski 21.01.2009 / 22:01
Gazety lub magazynu... nie kupiłem chyba od 3-4 lat.
W Empiku lub w kawiarni ogladam, jako eksponaty :)

95% informacji szukanych i przetwarzanych u mnie to internet, reszta - WOM :)
Łukasz Skalik
12. Łukasz Skalik 22.01.2009 / 01:01
Musze przyznać, że mnie martwi absolutyzacja Googla w kontekscie zasobów informacji. Dowiedziałem się ostatnio od uznanego eksperta naprawdę grubego kalibru, ktory zajmuje sie badaneim sieci na jednej z szanowanych uczelni wyzszych i z którym zgadza się spora grupa 'badaczy' działających w tym kierunku, iż to co widać w Sieci przez Googla to niecały 1% (sic!) wszystkich informacji dostępnych w necie. Tyle udaje się przeindeksować. Jeden procent... w tym kontekscie hasełko "nie ma cię w google - nie istniejesz" jest tak samo trafioną tezą co fakt istnienia sporych pokładów ropy nafotwej na Saskiej Kepie czy w centrum Pcimia.

Co do prasy drukowanej - możecie śmiać się panowie, ale kiedy jadąc PKP bateria padnie Wam w laptopie nieoczekiwanie, a gniazdko elektryczne okaże się jak Yeti (tj. chodzą legendy, że istnieje, ale brakuje takich co widzieli) - wtedy zatęsknicie za gazetką
Maciej Gałecki
13. Maciej Gałecki 22.01.2009 / 10:01
iż to co widać w Sieci przez Googla to niecały 1% (sic!) wszystkich informacji dostępnych w necie


A czy jest jakies szersze badanie na ten temat udostepnione w sieci?

Ciekawi mnie rowniez jak definiowane sa "wszystkie informacje dostepne w Sieci".

wtedy link taki wyglądałby znacznie lepiej i wpisanie go do przeglądarki zajęłoby kilkakrotnie mniej czasu, np. www.polskatimes.pl/tnij/107
Można? Można.


...no i w dowolnym systemie statystycznym mozna by sledzic ile osob wpisalo adres "z palca" lub rozdystrybuowalo go wsrod znajomych - czyli sile generowania trafficu... Proste? Proste :)
Dominik Kaznowski
14. Dominik Kaznowski 22.01.2009 / 10:06
Macieju: to proste, acz nieoczywiste i wymaga rozumienia sieci.
Maciej Makuszewski
15. Maciej Makuszewski 22.01.2009 / 10:31
Jeden procent... w tym kontekscie hasełko "nie ma cię w google - nie istniejesz"


Nawet jeśli jest w tym ziarnko prawdy (w co osobiście nie uwierzę dopóki nie poznam metody badawczej:) to z Googlem jest chyba trochę tak jak z kapitalizmem. Ma swoje wady, ale nikt nic lepszego nie wymyślił:P
Krzysztof Adamus
16. Krzysztof Adamus 22.01.2009 / 10:53
Googlem jest chyba trochę tak jak z kapitalizmem
Chodziło Ci raczej o demokrację, ale faktycznie to prawda. Cuil.com jak na razie Google Killerem nie jest. I się nie zanosi.
Maciej Makuszewski
17. Maciej Makuszewski 22.01.2009 / 11:02
Chodziło Ci raczej o demokrację


Ups:P
Ale w zasadzie do kapitalizmu też powiedzonko pasuje... szczególnie teraz:)
Bolesław Drapella
18. Bolesław Drapella 22.01.2009 / 18:25
Konwersja (liczona w przejściach) z papieru do gazety jest bardzo mała. Niemniej jednak choćby z szacunku do 'przepisywacza' tinyrula można by zrobić w każdej z gazet, która się decyduje na - o dziwo - nieklikalne linki w papierze (nie e-papierze;) ). Gdybym był decydentem biznesowym w takim projekcie gazety papierowej w sieci, zleciłbym taki projekt. I to szczególnie ze śledzeniem konwersji... Co do Googla, nie bycia w nim i konsekwentnego 'nieistnienia', to również ciężko mi uwierzyć w ten 1%, ale nawet jeśli, to fakt że Google ma tak duży zasięg (i na to badania są, choćby i nasze niedoskonałe - jak demokracja/kapitalizm - PBI), że rzeczywiście nie bycie w Google można sprowadzić do nieistnienia, w nieolbrzymiej przenośni... Co z tego, że jest o jakimś tam Persie w Bibliotece Aleksandryjskiej... jeśli nie ma go w Googlu, to raczej mało osób będzie go znało...
Łukasz Skalik
19. Łukasz Skalik 22.01.2009 / 20:16
w sprawie kontrowersji wokół '1%' - postaram się przedstawić wiecej danych po wizycie na uczelni w najbliższym czasie. Podkreslam ze do sprawy podchodziłem z dystansem do momentu az trafiłem na coś dystynktywnego:

"Z okazji obchodów swych 10 urodzin Google udostępnia wersję wyszukiwarki sprzed 7 lat. Wyszukiwarka Google z 2001 r. indeksuje 1 326 920 000 stron internetowych. Zabawa z nią dostarcza ciekawych wyników uświadamiających szybki upływ czasu oraz zmiany w środowisku sieciowym oraz życiu społeczno-gospodarczym."

Artykuł za "Internet Standard" z 1 października 2008 ('Google: powrót do przeszłości'), całość dostępna o tutaj: http://www.internetstandard.pl/news/168946/Google.powrot.do.przeszlosci.html

wpisałem z ciekawości swoje imie i nazwisko (skąd my to znamy). w wynikach wyskoczyły mi konkursy z czasów szkoły średniej, w ktorych brałem udział. strony te istnieją do dzisiaj. 'współczesny' google ich nie widzi.

daje do myślenia, prawda?
« Poprzednia  2 / 2 
Trwa zapisywanie komentarza
Dodaj komentarz
Nie bądź anonimowy. Zarejestruj się! Otrzymasz profil dzięki, któremu Twoje komentarze będą bardziej wiarygodne. Będziesz miał również dostęp do newslettera, ofert pracy, forum dyskusyjnego oraz kontaktu do innych zarejestrowanych osób.
wymagane
 
 
wymagane,niepublikowane
 
obrazek nieczytelny
 
 
Po dodaniu komentarza, Twój adres IP będzie widoczny obok nicka.
wyślij
Arrow
newsletter
 
Arrow
Loader
ostatnie komentarze
więcej
 

 
 
© 2012 interaktywnie.com. All rights reserved.