Właśnie przeczytałem całkiem ciekawy (i chyba całkiem wiarygodny) artykuł na ten temat, prezentujący dane z rynku amerykańskiego - "Dave to ad agencies: Do your homework or get out of my office". O wrażenia zapytano kluczowych pracowników ds. marketingu ze 150 amerykańskich korporacji (a więc klientów).
Co się okazuje?
(...)But here’s the scandalous part: Eighty-five percent of the survey respondents believe that the agencies pitching them do a lousy job of researching their basic business issues before making their pitch. Astonishingly, 61 percent believe that the agency did no research at all.(...)
Cały tekst nawiązuje również do obszaru marketingu w wyszukiwarkach, gdzie problem może być bardzo podobny - bo to nie pisanie o wielkości firmy i jej stażu na rynku, ilości zarządzanych kampanii / słów kluczowych jest wyznacznikiem jakości usług, tylko zrozumienie rzeczywistych potrzeb klienta. Dlatego oferty "z pudełka" (wciąż jeszcze bardzo popularne) mają małe szanse powodzenia w przyszłości, na rzecz indywidualnego podejścia i bardzo regularnej współpracy z klientem.
Jestem ciekaw, jak to wygląda wśród agencji interaktywnych? Czy badanie przedstawia tylko pobożne życzenia firm - klientów?
Co się okazuje?
(...)But here’s the scandalous part: Eighty-five percent of the survey respondents believe that the agencies pitching them do a lousy job of researching their basic business issues before making their pitch. Astonishingly, 61 percent believe that the agency did no research at all.(...)
Cały tekst nawiązuje również do obszaru marketingu w wyszukiwarkach, gdzie problem może być bardzo podobny - bo to nie pisanie o wielkości firmy i jej stażu na rynku, ilości zarządzanych kampanii / słów kluczowych jest wyznacznikiem jakości usług, tylko zrozumienie rzeczywistych potrzeb klienta. Dlatego oferty "z pudełka" (wciąż jeszcze bardzo popularne) mają małe szanse powodzenia w przyszłości, na rzecz indywidualnego podejścia i bardzo regularnej współpracy z klientem.
Jestem ciekaw, jak to wygląda wśród agencji interaktywnych? Czy badanie przedstawia tylko pobożne życzenia firm - klientów?
Przylaza na prezentacje i czesto myla marki z nasza konkurencja a potem sie dziwia, ze wolimy pracowac z dotychczasowa agencja - ta przynajmniej juz czuje blusa i nie myli Coca-Coli z Pepsi (nazwy marek podane jako przyklad - ja tam nie pracuje :-)
A ściślej rzecz biorąc - koncepcji relacji pomiędzy klientem a jego końcowymi odbiorcami...
Natomiast problemem jaki się często pojawia w przypadku "nieuświadomionych" klientów to niechęć do pomocy, brak zrozumienia potrzeby takiej analizy lub też po prostu niewyasygnowanie odpowiedniej ilości czasu.
Ale odczuwamy bardzo mocno pozytywne zmiany na rynku w tym względzie...
2. Pierwotne konsultacje wg. formularza analizy potrzeb - oczywiście formularze są pogrupowane wg. przedmiotu oferty
3. W ofercie zawsze znajdują się czasami wybrane fragmenty z słownika ofert - to co się powtarza, i dobrze jest powiedzieć/napisać lepiej jest skopiować z już sprawdzonego wzorca
4. Analiza konkurencji Klienta - podstawa, często można znaleźć to co Klient już widział, podobało mu się ale nie wspomniał o tym na spotkaniu - a tu miła niespodzianka z naszej strony.
Reasumując, jak rozumiem post odnosi się tylko do indywidualnych ustaleń z Klientem, czy też zapytań o ofertę. Bo przetargi to zupełnie inna bajka. Zatem faktycznie, indywidualne podejście dla mnie jest normą, ale nie wyobrażam sobie pisania od podstaw pewnych fragmentów :)
W wielu przypadkach tak. W wielu przypadkach nie. Jak ja kocham uogólnienia.
Nowa agencja ma coś do udowodnienia sobie i klientowi - siłą rzeczy przyłoży się mocniej, niż agencja która kolejny rok z rzędu obsługuje markę. Jeśli techniczny poziom agencji będzie zbliżony to zmiana powinna wyjść in plus. Oczywiście nowa agencja musi poznać markę, potrzeba jej więcej czasu na pierwszym etapie współpracy, czasami może strzelić jakąś gafę itp... Mimo wszystko, jeśli klient jest "grubą rybą" to najczęściej ma agencję sieciową która i tak koordynuje/prostuje poczynania lokalnej agencji interaktywnej, więc nic strasznego przy takiej zmianie stać się nie powinno
No i wszystko zależy również od czasu na przygotowanie oferty. Gdy mam go więcej - chętnie czytam o branży, o Kliencie, jego konkurencji, pozycji na rynku, dopytuję specjalistów, zaczytuję się branżowymi pismami, czy forami. Gdy mniej - ha, no własnie - pewnie wszyscy robimy to samo, tylko już poprzez osoby, którym taki research zlecamy.
Wartość tego reaerchu zależy jednak od kilku parametrów:
1) Kultury organizacyjnej agencji: wewnętrznych wymagań stawianych pracy, procedur wewnętrznych, organizacji pracy,
2) Zasobów wiedzy zgromadzonej przez agencję lub zakupionym dostępom do danych i baz wiedzy marektingowej,
3) Wiedzy, odpowiedzialności i umiejętności pracowników.
4) Obciążenia pracowników projektami,
5) OD RANGI KLIENTA I PROJEKTU.
Ja osobiście robie reaserch, gdy;
1) Klient poda budżet w briefie (szkoda, czasu jak okaże się, że dysponuje budżetem rzędu 10k, bo to ledwo starczy na pokrycie kosztów np. 2 ludzi x 40 h x 100 pl = 8.000 zł netto)
2) Klient nie zbriefował więcej niż 3-5 agencji (i jest skłonny podać ich nazwy)
I tyle. Generalnie nie będę marnował czasu na reaserch, gdzie jest wysokie prawdopodobieństwo, że klient nie będzie miał środków na realizację projektu, jaki zostanie zaproponowany przez nas po reaserchu. Klient zrobił sobie przegląd ofert z wielu agencji, żeby strzelali pomysłami, a potem sobie doprecyzuje, co chce i zbriefuje najtańszą, korzystając pracy wielu. To często notoryczne.
Dodaj komentarz
Wpisy tego samego autora