Właśnie, jak to jest? Nie potrafię tego zrozumieć. Czy to aby na pewno fair? Dosyć często można spotkać się z kampaniami emitowanymi w modelu akcyjnym, na których znajduje się np. logo firmy. Przecież to również (lub w ogóle) kampania brandingowa.
Rozumiem, że czasy ciężkie, klient to klient, ale jest jakiś punkt przegięcia. W moim odczuciu emitowanie takich kampanii to "psucie powierzchni" i dewaluacja powierzchni serwisów w ogóle.
Ponadto kampanie emitowane w takim modelu rodzą dla klienta potencjalne ryzyko podatkowe (zaniżanie wartości świadczeń). A na pewno w sytuacji, w której w wyniku emisji takiej kampanii nie doszło do wykonania żadnej akcji. Innymi słowy - prezentacja logotypu konsumentom, ma określoną wartość finansową, a jeśli w jej wyniku nie pojawiają się wpływy - jest problem. Przecież na zamieszczenie logotypu "trzeba" podpisywać umowę barterową w oparciu o "jakąś" wycenę?
Problematyczne może okazać się również, wyemitowanie umownego miliona odsłon kreacji (rozliczanej teoretycznie w modelu CPA czy CPC) i uzyskanie kilkuzłotowego wpływu (kilka, kilkanaście klików). Wartość kampanii, czy też wartość powierzchni jest wielokrotnie wyższa.
Nie wiem jakie jest wasze zdanie, ale moim zdaniem sytuacja ta powinna znaleźć jakieś odzwierciedlenie w standardach performance marketingowych.
Przepraszam za to uproszczenie, ale pewne analogie można mam nadzieje dostrzec :)
Ale to naturalna kolej rzeczy, jeżeli kupuję to po co mam płacić wysokie CPM jeżeli pod pewnym względem (nie licząc priorytetów serwowania kreacji + kilku innych szczegółów) mam w CPC ten sam produkt ale kilkukrotnie taniej.
Będąc w roli wydawcy i na dodatek widząc jak klienci masowo proponują CPC/CPA albo...nic też czułbym się zapędzony do rogu i twierdził nawet, że taki model nie pozwala mi utrzymać płynności na dłuższą metę.
Zresztą klienci i tak swoje...nawet w modelu CPC/CPA bywa czasem źle. Mieliśmy okazję z p. Pasławskim realizować wspólnie kampanię, która została przez klienta ucięta.
Ogólnie bycie wydawcą sux!
A inny case kampanii brandowej w której moim zdaniem warto zastosować wyłącznie model CPC zamiast CPM. Powstał nowy serwis związany z brandem. Niech będzie szampon. Brand budowany jest w serwisie a nie na bannerze. Reklamodawca chce żeby 1 mln użytkowników zobaczył serwis a nie bannery, na bannerach nie przekaże tego co w "wypasionym" serwisie. Czy powinien kupić kampanię o niewiadomej liczbie odsłon czy powinien zagwarantować sobie, że jego serwis odwiedzi 1 mln uu. Są możliwości aby dziś kupił to drugie.
1) realny wpływ na naprawę samochodu ma jedynie warsztat. W przypadku reklamy realny wpływ na sprzedaży ma reklamodawca, a nie wydawca. Wydawca jedynie przekierowuje ruch na jego stronę. I realny wpływ wydawcy kończy się właściwie w momencie wykonania przez usera klika.
Posluze sie analogią medyczną: przychodzi pacjent do lekarza i mówi "Za ile operacja na otwartym sercu?". Lekarz mówi, że 100k złotych. Po prawidłowo przeprowadzonej operacji pacjent umiera. Czy w takim przypadku lekarz nie powinien otrzymać zapłaty?
- po prawidłowo (sic!) przeprowadzonej operacji pacjent umiera - coś tu nie gra,
- może i powinien otrzymać, ale jeśli umówią się na płatność po operacji, nie bardzo będzie miał kto lekarzowi zapłacić ;)
analogia warsztatu uważam słuszna. Wydawca MA, albo może mieć (jesli chce) wpływ na skuteczność kampanii. Choćby przez odpowiednie targetowanie i/lub dobieranie reklamodawców do potrzeb swoich użytkowników. Twój przykład z lekarzem jest również słuszny - po prostu niektórych kampanii/rzeczy nie robi się na CPA... (w tym operacji na otwartym sercu). Jeśli forma reklamowa promuje coś, co nie jest, lub jest trudno de facto 'e-konwertowalne' czyli tak, aby można było to rozliczyć w CPA, np. kupno nieruchomości (kupno, nie lead) lub ogólnie kampania informuje o nowej taryfie u operatora komórkowego, gdzie już na formie masz cały przekaz co zrobić by kupić, to takich kampanii w CPA się nie bierze... one często mogą być co prawda brandingowe, ale co w tym złego?
To już rola wydawcy, aby zachęcić reklamodawcę do zakupu kampanii. Właśnie model CPA rozkładający/eliminujący ryzyko kosmicznych wydatków 'niekoniecznie' skorelowanych z efektem (CPM) jest jedną z najlepszych form przekonania reklamodawcy.
Co do VATu, zgadzam się z interpretacją Tomka. To sa dwie różne usługi, więc i rozliczenie inne. Nie widzę konfliktu z pktu widzenia US -> to różne usługi i nie muszą iść wg tych samych cenników. Rolą wydawcy jest już takie skonstruowanie modelu CPA, aby wyszedł na swoje możliwie maksymalizując swój yield.
Model CPM nie jest win-win najczęściej. Rozumiem jednak wątpliwość, bo w zasadzie tylko w sieci CPA jest porównywalne tak prosto do CPM... w ekonomii/marketingu tradycyjnym nie jest to tak łatwo porównać.
wnioski niech każdy wyciągnie sobie sam.
Dlatego też większość programów lojalnościowych oferuje takie mechanizmy jak 3 miesiące ważności UV czy też leady post impressions (zaliczanie transakcji dla wydawcy, który wyświetlił reklamę a klient nawet jej nie kliknął).
Ostatnio zaczynają wchodzić do użycia mechanizmy zliczające rozmowy telefoniczne.
Zgadzam się jednocześnie, że CPA to również sposób na budowanie marki - ale w dłuższym okresie czasu jest to dobre zarówno dla wydawców jak i reklamodawców. Efekty większych konwersji widać jednak dopiero po długim czasie promocji marki.
Przenosząc case na inny obszar. Przypuśćmy, że telewizja TVN sprzedaje w modelu CPA reklamę Onetowi, tzn., Onet płaci tylko wtedy, kiedy w wyniku kampanii na stronę internetową wszedł konsument (wartość kampanii "według wyceny innego produktu" to kilkaset PLN, jeśli nie parę M PLN) - różnica w podatku VAT znacznie większa? Nie wydaje mi się to takie proste, choć nie dotyczy wprost sieci afiliacyjnych czy modelu teoretycznego samego CPA.
Dodaj komentarz
Wpisy tego samego autora