Wind in the Willows
Dominik Kaznowski
CEO
 

Czyli o czym szumią wierzby. Choć może precyzyjniej było by powiedzieć: o czym nie mówi się oficjalnie. To tego wpisu natchnął mnie weekendowy wpis na Techcrunch z wypowiedziami byłych pracowników Google, o tym dlaczego zdecydowali się odejść.

W czasach kryzysu firmy tnąc koszty zwalniają pracowników. To normalne zjawisko. Jednak chyba największy smaczek to zawsze sytuacja, w której to pracownik odchodzi z firmy.

I znowu - najcześciej firmy nie chwalą się w takiej sytuacji (rozsyłając newsa PRowego). Oczywiście informacja i tak wypływa. Ale nie o tym chciałem napisać.

Zainteresowałem się tym tematem ponieważ byli pracownicy, o ile rozstawali się z firmą w cywilizowany sposób (eufemizm) są niezwykle cennym źródłem wiedzy o niej samej. Zwykle również nie mają oporów przed mówieniem o motywacjach.

Oczywiście ta wiedza jest o tyle istotna o ile zarządzajacy spróbują ją wykorzystać (zarówno były pracodawca jak i jego konkurenci). Co nie jest częste. Zwykle to pracownikowi "coś nie pasowało". Myślę, że wszyscy - jako szefowie i wcześniej (lub obecnie) jako pracownicy mieliśmy doczynienia z taką sytuacją.

Tyle tylko, że niewiele się o tym mówi szerzej.

Podziel się! |
Tag arrow
Chmura tagów

Tagi: Google pracownicy firmy rezygnacje


Komentarze (6)
 1 / 1 
Bartłomiej Juszczyk
1. Bartłomiej Juszczyk 19.01.2009 / 12:05
Dominik, a jaka konkluzja?

Tak BTW czy mógłbyś zalinkować ów post nt Google? :)
Dominik Kaznowski
2. Dominik Kaznowski 19.01.2009 / 12:21
proszsz...

http://www.techcrunch.com/2009/01/18/why-google-employees-quit/
janek s.
3. janek s. 19.01.2009 / 12:22
na stronie głownej techcruncha, na samym jej środku jest duże (bardzo) logo google z podpisem why google employees quit - wystarczy kliknąc...





t

edit: dominik mnie uprzedził. sork.
pzdr
t
Łukasz Skalik
4. Łukasz Skalik 19.01.2009 / 19:39
@Dominik pamietam jak wrzało od plotek na miescie o domniemanych powodach Twojego odejścia z Agory;) ale jak patrze po rynku to wielu przerabiało podobne akcje. Chorą manierą firm w naszej ojczyźnie jest pantoflowa nagonka na biedaka odchodzącego dobrowolnie. Takie dewaluowanie, coby przypadkiem konkurencja nie przygarnęła lub zrobiła to z oporami i dystansem do el gringo. Pisze z autopsji patrząc dwie wiosny wstecz. Jak to mawiają komformisci 'systemu nie zmienisz - walczac z nim tylko go wzmocnisz'. Warto sobie na ten czas po prostu strzelić downshifting i wyjechać gdzies z dala od cywilizacji.
Dominik Kaznowski
5. Dominik Kaznowski 20.01.2009 / 05:16
Tak, tak - sam rozważam poważnie opcje pt. Bieszczady i chata z kawałkiem pola ;) ale może za dwa lata, jak będę mógł żyć z bloga i występowania jako paprotka na konferencjach branżowych - czyli jak to mówią za dwie książki :)))

Co do mojego odejścia myślę, że ze wszech miar było szablonowe. Zresztą w dalszym ciągu współpracujemy. A to się rzadko zdarza, więc warto docenić. A to, jak mówisz "miasto" rozumie zwykle tylko to co jest efektem a nie przyczyną ;)
Leszek Łuczyn
6. Leszek Łuczyn 21.01.2009 / 10:11
Mimo wszystko traktowałbym z dystansem opinie pracowników na temat ich byłej firmy świeżo po rozstaniu, nawet jeśli rozstali się w sposób cywilizowany. Z prostej przyczyny: to, co porzuciliśmy, widzimy zawsze w lekko ciemniejszych barwach, a to, co właśnie wybraliśmy w bardziej różowych - w ten sposób czujemy się pewniej ze swoim wyborem.

Sam na sobie zauważyłem, że w momencie, gdy zdecydowałem się odejść z Opcomu, obraz tej agencji w mojej głowie zmienił się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Dlatego starałem się bardzo uważać na to, co mówię o niej i przyczynach swojego odejścia. Mam nadzieję, że udało mi się zachować w miarę obiektywną ocenę. ;)

Ale wielu byłym pracownikom tej czy innej agencji, którzy sami odeszli, utrwala się zwyczaj widzenia jej głównie w ciemnych barwach. Szczególnie w sytuacji, gdy to, co wybrali, okazało się nie tak różowe, jak z początku wierzyli. Nie piszę oczywiście o sobie, heh. ;D Irytuje mnie takie namolne wieszanie psów na agencji, z którą danej osoby już nic nie łączy. Okej, czasem ktoś musi odreagować, ale bez przesady...

Psychologowie wyżej opisane zjawisko nazywają "dysonansem poznawczym". I to naprawdę działa.
 1 / 1 
Trwa zapisywanie komentarza
Dodaj komentarz
Nie bądź anonimowy. Zarejestruj się! Otrzymasz profil dzięki, któremu Twoje komentarze będą bardziej wiarygodne. Będziesz miał również dostęp do newslettera, ofert pracy, forum dyskusyjnego oraz kontaktu do innych zarejestrowanych osób.
wymagane
 
 
wymagane,niepublikowane
 
obrazek nieczytelny
 
 
Po dodaniu komentarza, Twój adres IP będzie widoczny obok nicka.
wyślij
Arrow
newsletter
 
Arrow
Loader
ostatnie komentarze
więcej
 

Dołącz do społeczności interaktywnie.com
 
 
 
© 2012 interaktywnie.com. All rights reserved.