Wpis Agencja dobrze z(a)robi Artura Kurasińskiego wywołał wiele emocji i ożywioną dyskusję na różnych forach. Na ostatnim Grill IT pokusiliśmy się nawet o kontynuację tego tematu. Niestety Artur nie mógł osobiście przyjść na Grilla, jednak przygotował list z prośbą, aby odczytać go na spotkaniu. Poniżej treść listu:
Drogie koleżanki i koledzy,
Niezmiernie jest mi przykro, ze nie mogę się pojawić dziś i osobiście podyskutować na temat stawianych przeze mnie tez w poście pt. "Agencja dobrze z(a)robi". Zanim cześć Was zje mnie i postawi w jednej linii z Pol Potem, Czyngis Hanem i Leszkiem Balcerowiczem chciałbym abyście zrozumieli powody dla których pokusiłem się o napisanie tego tekstu:
1. Nie było i nie jest moim zamiarem szkalowanie ani podkopywanie zaufania do polskich agencji interaktywnych - nieważne dużych czy małych. Swoim tekstem chciałem zwrócić uwagę na zjawiska i kwestie z jakimi ja sam oraz osoby z różnych innych agencji interaktywnych i środowisk reklamowych się spotykaliśmy i spotykamy.
2. Wierze głęboko, ze polskie agencje interaktywne będą odgrywały coraz większa role na mapie Internetu w Europie i na świecie. Niemniej jednak dobrze będzie, jeśli będziemy potrafili udowadniać kreatywnością i realizacjami, ze takie miejsce nam się należy. Możemy tyle samo co agencje z Włoch, Francji czy Anglii. Dlaczego tak rzadko polskie agencje zajmują miejsca na podium w prestiżowych konkursach? Czy to tylko różnica w budżetach klientowi?
3. Nie wszyscy chyba odczytali moje zamierzenia - artykuł miał być ironiczny, nastawiony na wywołania dyskusji oraz co to dużo kryć - pośmianie się z samych siebie. Nie zamierzałem i nie zamierzam przedstawiać rozwiązań dla całego rynku, sugerować "jedynego i słusznego" sposobu na poprawie pracy w agencji. Ja wskazałem problemy ale nie przypisuje sobie praw do ich rozwiązania. Być może jest to wada mojego artykułu - po komentarzach wiem, ze dużo osób oczekiwało tego.
4. Jeśli ktoś odebrali go jako atak na jego własną firmę odpowiem tak: "Jeśli ktoś powie ci, ze masz ogon zignoruj go. Jeśli 10 osób powie Ci, ze masz ogon zacznij się oglądać" :)
5. Co do lojalności programistów - są jeszcze handlowcy, graficy, project managerowie i accounci :)
Zastanówcie się czy aby programiście po prostu nie są tylko przykładem procesów zachodzących na rynku -mała lojalność wobec pracodawcy, niskie zarobki w porównaniu z zagranica, brak możliwość rozwoju osobistego i często zły przełożony.
6. Postuluje o przedyskutowanie stworzenia czegoś na kształt kapituły złożonej z przedstawicieli agencji interaktywnych, dzięki której możliwe by było wypracowanie dobrych praktyk agencji - kodeksu postępowania. Podobna inicjatywa została zgłoszona przez SAR, ale znając to ciało będzie ona zbyt ogólna. Jednocześnie ostrzegam przed próba tworzenia definicji agencji interaktywnej - podobny problem powstał na początku lat 90-tych w środowisku agencji reklamowych, które chciały bronić się przed małymi i często nie mającymi nic wspólnego z branża reklamowa podmiotami, które szafowały nazwa "agencja reklamowa". Rynek sam zweryfikował co jest a co nie jest agencja.
I na koniec skoro zrobiło się tak słodko i kolorowo - zróbmy sobie interaktywny test :)
Proszę o podniesienie ręki przedstawicieli agencji, którzy w tym lub zeszłym roku wykonali projekt za sumę większa niż 40 tys. pln.
Dziękuję.
Teraz to samo dla sumy 80 tys. pln.
Dziękuję.
A teraz dla sumy 500 tys. pln.
Dziękuję.
Co miała dać ten szybka ankieta? Pokazać miejsce jakie zajmują polskie agencje wzglądem konkurencji z zagranicy - jesteśmy nadal małym rynkiem. Suma 150 tys. $ nie jest nawet średnia suma wydawana na budowę serwisu, kampanii - W USA raczej takie budżety liczy się w milionach dla największych marek. Musimy nauczyć się, ze podobnie jak w przypadku innych branż dochodzenie do budżetów zachodnich to ewolucja a nie rewolucja. Nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być lepiej.
Artur Kurasiński
Mogą poznać Was od tzw. kuchni :-)
Druga sprawa: lojalność pracowników, na różnych stanowiskach - kochani, to nie tylko Wasz problem, nie jesteście tutaj wyjątkowi. To dotyczy każdej innej działalności.
Po trzecie
a) programiści - potrzebni, bo nie będzie działać :-), w obecnych czasach należy traktować ich jako wysokiej klasy rzemieślników. Tak właśnie - rzemieślników, których pracą jest właśnie robienie tych "znaczków-maczków". Ktoś dobrze układa płytki, a ktoś dobrze pisze (koduje?) programy. Im lepiej to robi i jeszcze w trakcie takiej pracy myśli, tym więcej należy mu zapłacić.
b) graficy - gdyby nie ich praca to by nie miało się co podobać :-). I tu też są lepsi i jeszcze lepsi. I należy doceniać tych z wizją, którzy są w stanie wysłuchać klienta i zrobić i tak po swojemu, ale w takim stylu, że klient jest przekonany, że z niego niezły Michał Anioł albo jakiś inny Dali :-)
c) handlowcy - ważny element w tej całej "maszynie". Jak oni czegoś nie "upoluja" to co będą robić graficy i "programersi"? Coś dla siebie? Coś dla sztuki? Ale z czego będą żyć? ;-)
W mojej opinii problemem jest struktura wynagradzania. Jeżeli handlowiec żyje przede wszystkim z tzw. "działki" (czytaj prowizji) to nie jest dziwne, że karmi się też ... nadzieją, że któregoś dnia trafi naprawdę zaje..fajnego klienta, który ustawi go na rok/dwa/wieczność :-) Handlowcom należy dawać plany i mieć dobre systemy prowizyjne, żeby chciało im się schylać po różne tematy. A graficy i programiści i inni muszą też mieć swój udział w zdobyciu/obsługiwaniu/robieniu dobrze :-) klientowi.
Jak będę tylko na tzw. "stałej" bez elementu zmiennego, to sorry, ale z reguły będą szukać miejsca, gdzie "stała" jest większa. I działać w myśl reguły "czy się stoi, czy się leży "stała" się należy".
pozdrawiam
Imho nie należy krytykować prac i stron inny firm tego typu. Osobiście zdaję sobie sprawę że moja jest kiepska, że nasze prace nie są ładne - ale jest na to uzasadnienie proste jak but:
- pierwsza sprawa to taka że dopiero udało nam się zarobić na zmianę stronki w coś lepszego
- robimy średnie rzeczy bo klienci takie właśnie chcą. Naszymi klientami są zwykli ludzie, jednoosobowe firmy. Uważam tych ludzi za zaniedbanych i nie chcę ich odstraszać tysiącami złotych. Taki sobie np. weterynarz sypnie kilka stów, my zrobimy stronkę w bardzo krótkim czasie - obie strony są zadowolone, no bo kiedy ten Pan miałby wydać z leczenia psów kilka tysięcy na BIG FLASH 3d WEBSITE? A niestety jego syn w szkole dopiero uczy się htmla.
Dodaj komentarz
Wpisy tego samego autora