Tematy polityczne są niewygodne i każdy z nas chyba stara się trzymać od nich z daleka w miarę możliwości. Tym razem Dominik Kaznowski poruszył jednak na swoim blogu bardzo ważny problem - kwestię olimpiady w Chinach organizowanej w kraju, który w tym samym czasie strzela do mnichów w Tybecie.Ciągle chodzi mi po głowie jedno zdanie - “Czy polski komitet olimpijski pojechałby na imprezę przed którą strzela się do katolickich księży?”
Chyba nie.
Co to ma wspólnego z tematyką internetu i grupą docelową interaktywnie.com? Dużo.
Po pierwsze, jak widzę, Dominik stara się narobić trochę szumu medialnego w tej sprawie - i bardzo słusznie. Post na interaktywnie może być więc kolejną cegiełką w tej sprawie. Mam nadzieję, że inni pójdą za ciosem.
Po drugie, napisałem to w komentarzy na blogu Dominika i powtórzę tutaj:
Kurde... pracujemy w branży internetowej, wiemy jak skutecznie dotrzeć z przekazem do ludzi - pomyślmy o czymś, co mogłoby zmobilizować polskich internautów, by ten protest był zauważalny. Wstrzymanie sie od kupna produktów sponsorów olimpiady lub rezygnacja z oglądania będą miały sens tylko wtedy, jeśli powie o tym głośno bardzo wielu ludzi. Inaczej nic tym nie osiągiemy - tylko spokój własnego sumienia. A spokój naszego sumienia nikomu nie pomoże
Znaczek na stronie - świetna sprawa.
Może macie jakieś inne pomysły? Coś w stylu flagi w oknie, jak zrobiło Tyskie? Tylko tym razem flaga czy kartka z napisem: "Nie oglądam olimpiady. Nie jadam w McDonalds."
Gdyby takich flag zebrało sie dużo, może zainteresują się tym media. A dopiero to byłoby prawdziwym ciosem dla sponsorów... Może jakiś blog / miejsce w sieci, gdzie ludzie mogą wyrazić dezaprobatę wobec SAMYCH SPONSOROW olimpiady. Jeśli na takim blogu zebrałoby się 100 000 krytycznych komentarzy - każdy ze sponsorów miałby POWAŻNY PR-owy problem, który trzeba będzie zaadresować publicznie.
I tak dalej, i tak dalej...
Potrzebujemy dobrych medialnie pomysłów na protest. Czegoś, czym zainteresują się media. Czegoś, co dotknie emocji i wyobraźni polskiego internauty (bo tylko wtedy się w to zaangażuje.) Czegoś, co zrobi kuku PRowe sponsorom olimpiady. Jakieś sugestie?
Z jednej strony mamy imprezę, w którą wiele firm wkłada pieniądze, by na niej zarobić. I żeby to się udało, to część tych zainwestowanych środków muszą wydać na przekonanie milionów odbiorców, że warto tę imprezę zobaczyć. A gdy machina się rozpędzi, to nawet jakieś faux pas ze strony sportowca przy wręczaniu medalu tylko zwiększy oglądalność, czyli będzie korzyścią. Zaś z dyskusji o prawach człowieka w Chinach zrobi się listek figowy tego interesu, siejąc propagandę jak za czasów olimpiady w III Rzeszy w 1936 roku, że "Teraz Chiny staną się lepsze.". Naziści też od sportu mieli złagodnieć, nawet Żydom pozwolili startować, ale co z tego wynikło...? Olimpiada minęła, wpływy podsumowano, i... wraca się do planu, z psychopatyczną konsekwencją ... w przypadku Chin do planu wynarodowienia Tybetu poprzez terror i "kulturkampf".
Wszystkie firmy, które inwestują w olimpiadę, są przekonane, że im to się zwróci i zrobią wiele, by tak istotnie było.
Tymczasem firmy, których w żadnym sensie nie ma na chińskiej olimpiadzie, również mogą zyskać - na swej nieobecności!
Musiałyby w tym celu zainwestować w globalną "anty-olimpiadę", czyli budowanie takiego wizerunku chińskiej olimpiady, że w oczach odbiorców lepszy byłby ten, kogo na niej nie ma. Słowem: "Dobre firmy nie zakładają kajdan Tybetańczykom. Dobrych firm nie ma na chińskiej olimpiadzie zniewolenia. My jesteśmy dobrą firmą.". Ile takich firm się znajdzie i jak możemy im w tym pomóc? To jest realny biznes do zrobienia...
Sama chińska okupacja Tybetu to bynajmniej nie jedyny fakt, na którym można oprzeć tworzenie anty-olimpiady. Argumentów jest na pęczki, wystarczy chcieć po nie sięgnąć i rozpowszechniać, na przykład: chińska HODOWLA sportowców (w zamkniętych ośrodkach od małego dziecka jak kury na fermie, bez opcji wyboru), warunki pracy osób zatrudnionych przy wznoszeniu obiektów olimpijskich (na poziomie niewolników w starożytnym Egipcie, jak upadniesz to zdychaj), arogancja chińskich władz, które mają głęboko w dupie wszelką krytykę i jak tylko mogą, to zamykają za nią do więzienia, w tym także za pisanie na blogach.
Gdyby rozpowszechnić świadomość "Zła firma = umoczona w chińskiej olimpiadzie" i "Dobra firma = wolna od chińskiej olimpiady zniewolenia", to nieobecność na olimpiadzie nabrałaby istotnego biznesowego znaczenia.
I dla wielu firm, które by skorzystały w ten sposób, powstałby nowy dylemat: pozyskanie lojalności klientów i/lub pozytywnego wizerunku jest dobre, ale czy my przypadkiem nie wchodzimy na wojenną ścieżkę ze wspaniałym tanim podwykonawcą albo cudownie bogatym odbiorcą?
Spore wyzwanie dla ambitnych strategów. :)
I, moim skromnym zdaniem, dopiero pieniądz może coś w Chinach zmienić. To właśnie pieniądz rzucił na kolana ZSRR. No i odpowiednio zmotywowane społeczeństwo... bez masowej niezgody samych Chińczyków na swój rząd nie ma szans na diametralną zmianę. W Rosji opozycja była słaba i, jak widać, po dokarmieniu petrodolarami radośnie pogrzebanego trupa rosyjskiego imperializmu ten podniósł się na nogi całkiem żwawo.
Ale to już inny temat... na dziś dzień dobrym celem byłoby sprawić, by chińska olimpiada okazała się finansowym niewypałem.
NEWS
Najlepiej odpowiedział by na to pytanie:
Dodaj komentarz
Wpisy tego samego autora