LinkedIn, GoldenLine, Biznes.net, FaceBook… nie mówiąc już o Naszej-Klasie :) Wszyscy z nich korzystamy, a czasami „lansujemy się”… licząc przy tym na różnego rodzaju korzyści - od tych niewinnie rozrywkowych, poprzez mocno towarzyskie, na typowo biznesowych kończąc. I co? Czy jest wśród nas choć jedna osoba, która pokusiła się kiedykolwiek o mierzenie ROI w tej dziedzinie?
Rzecz na pierwszy rzut oka wydawać się może niedorzeczna, ale taka nie jest. Naszą działalność na łamach serwisów społecznościowych można przecież przeliczyć na określoną ilość czasu poświęcaną na przykład tygodniowo na udzielanie się w ramach serwisów networkingowych (to nasza inwestycja)… Można także określić sobie bardzo konkretne cele, które chcemy osiągnąć / osiągamy poprzez taką właśnie aktywność… Częściowo jesteśmy także w stanie śledzić jej efekty… Tylko częściowo i nie od razu, ale jest to już z pewnością jakaś baza do wyliczenia ROI…
Znalazłem niedawno całkiem ciekawy tekst podnoszący ten problem - Social Media Networking and ROI - How to Maximize Value and Minimize Cost. Autor radzi między innymi, aby zacząć od prostej analizy statystyk ilustrujących naszą aktywność na poszczególnych stronach WWW. Pomogą nam w tym proste narzędzia, jak choćby Rescue Time lub Mee Timer. Dalej już pójdzie łatwo ;)
To prawda, że w przypadku niektórych działań, jak na przykład wybranych elementów SEO (link popularity czy „pozycjonowanie poprzez profil”, o którym pisaliśmy kiedyś w kontekście Social Media Optimization) ROI jest zdecydowanie łatwiejsze do „wymierzenia”, bo mamy tu m.in. konkretną liczbę pozyskanych odnośników na stronach społecznościowych… Gorzej jest w przypadku celów typowo wizerunkowych, ale i o tym wspomina autor przywołanego tu przeze mnie artykułu.
A przy okazji… Może jest to niezły sposób na pracowników nadużywających cierpliwości i tolerancji pracodawców, którzy jeszcze ciągle przymykają oko na korzystanie przez kadrę w godzinach pracy z serwisów społecznościowych… Może lepiej otwarcie pozwolić im na wszystko wymagając przy tym jedynie ROI na odpowiednim poziomie… :)
Rzecz na pierwszy rzut oka wydawać się może niedorzeczna, ale taka nie jest. Naszą działalność na łamach serwisów społecznościowych można przecież przeliczyć na określoną ilość czasu poświęcaną na przykład tygodniowo na udzielanie się w ramach serwisów networkingowych (to nasza inwestycja)… Można także określić sobie bardzo konkretne cele, które chcemy osiągnąć / osiągamy poprzez taką właśnie aktywność… Częściowo jesteśmy także w stanie śledzić jej efekty… Tylko częściowo i nie od razu, ale jest to już z pewnością jakaś baza do wyliczenia ROI…
Znalazłem niedawno całkiem ciekawy tekst podnoszący ten problem - Social Media Networking and ROI - How to Maximize Value and Minimize Cost. Autor radzi między innymi, aby zacząć od prostej analizy statystyk ilustrujących naszą aktywność na poszczególnych stronach WWW. Pomogą nam w tym proste narzędzia, jak choćby Rescue Time lub Mee Timer. Dalej już pójdzie łatwo ;)
To prawda, że w przypadku niektórych działań, jak na przykład wybranych elementów SEO (link popularity czy „pozycjonowanie poprzez profil”, o którym pisaliśmy kiedyś w kontekście Social Media Optimization) ROI jest zdecydowanie łatwiejsze do „wymierzenia”, bo mamy tu m.in. konkretną liczbę pozyskanych odnośników na stronach społecznościowych… Gorzej jest w przypadku celów typowo wizerunkowych, ale i o tym wspomina autor przywołanego tu przeze mnie artykułu.
A przy okazji… Może jest to niezły sposób na pracowników nadużywających cierpliwości i tolerancji pracodawców, którzy jeszcze ciągle przymykają oko na korzystanie przez kadrę w godzinach pracy z serwisów społecznościowych… Może lepiej otwarcie pozwolić im na wszystko wymagając przy tym jedynie ROI na odpowiednim poziomie… :)
Zdarza się też, że blog pracownika agencji ma lepszą Alexę niż sam jej serwis.
Dodaj komentarz
Wpisy tego samego autora