Wraz z rosnącą popularnością narzędzi do tworzenia aplikacji na stronach serwisów społecznościowych pojawia się coraz więcej programów oferowanych przez zewnętrznych usługodawców. Mogą one zdobywać zarówno numery identyfikujące użytkowników, jak i dane o ich znajomych. Użytkownik, przed skorzystaniem z aplikacji, zawsze jest informowany o tym, jakie dane zbiera program. Musi wyrazić zgodę na dostęp do przynajmniej części danych.
Mało kto jednak wie, że niektóre aplikacje mogą mieć dostęp do naszych danych nawet wtedy, gdy ich nie używamy. Mogą wysyłać nam również maile czy publikować posty na wallu.
Izraelski przedsiębiorca, Avi Charkham policzył, ile potrzeba czasu i jak trudno jest znaleźć ustawienia prywatności dla aplikacji na portalach społecznościowych.
- Korzystałem z różnych aplikacji, aż pewnego dnia postanowiłem, że chce się pozbyć niektórych z nich – opowiada Charkham w rozmowie z Mashable. - Odkryłem, że Facebook ukrył ich listę za czterema czy pięcioma linkami. „To niemożliwe, żeby ludzie to znaleźli” pomyślałem sobie. Dwa kliknięcia da się przeżyć, ale ponad cztery?
Charkham wymyślił sposób na pozbycie się problemu. Połączył bezpośrednie linki do stron z zezwoleniami dla ośmiu różnych portali społecznościowych - Facebook’a, Twitter’a, Google, Yahoo, Linkedin, Dropbox, Instragram i Flickr - i umieścił je pod logo portali na mypermissions.org.
Wystarczy wybrać ikonę z logo portalu, żeby dotrzeć do panelu sterowania właściwościami aplikacji. Tam można edytować i usuwać zezwolenia dla aplikacji z listy aplikacji, z którymi użytkownik jest połączony. Całość trwa zaledwie dwie minuty, ale autor uprzedza, że żeby czuć się bezpiecznie, zabieg ten należy powtarzać przynajmniej raz w miesiącu.
Dodaj komentarz
Podobne tematy