John Bell z WOMMA na swoim blogu opisuje najczęściej pojawiające się uproszczenia i nieporozumienia związane z kwestią marketingu wirusowego wykorzystującego materiały video.
Virale oparte o krótkie filmiki uznawane są często za jedną z najbardziej efektywnych strategii marketingowych w internecie. John Bell nie kwestionuje ich potencjału, zwraca jednak uwagę na uproszczenia, które mogą wpłynąć na skuteczność akcji reklamowych wykorzystujących to narzędzie:
Do internetu i do telewizji - zdaniem Bella uznawanie internetowych filmów viralowych za odpowiednik kampanii telewizyjnych jest błędem. Bell podkreśla, że telewizja oferuje zasięg - tymczasem internet pozwala na zaangażowanie odbiorcy. Trudno uznawać kampanię viralową za odpowiednik telewizyjnej akcji reklamowej z wykorzystaniem spotów.
Filmy viralowe jako strategia reklamowa - Bell krytykuje uznawanie publikacji filmów wirusowych za odpowiednik pełnej strategii reklamowej w internecie. Tego typu materiały są przede wszystkim narzędziami, które mają zaangażować uwagę odbiorców, skłonić ich do pewnej czynności - np. wejścia na stronę oraz poinformowanie znajomych. To tylko jeden z elementów całej koncepcji reklamowej, za którą stać musi coś więcej i w której wykorzystać trzeba również inne narzędzia (np. blogi). Częstym błędem - zdaniem Bella - jest również promowanie promocji - sytuacja, w której akcja reklamowa (w internecie i poza nim)koncentruje się na promowaniu jakiegoś wirusowego materiału, zamiast kierować uwagę konsumenta na konkretną ofertę, produkt itp.
Dodaj komentarz
Podobne tematy