Interaktywnie.com - coedzienne Źródło inspiracji dla emarketera
Kategorie
Jak sprzedać pomysł?

- dodał: Leszek Łuczyn / Opcom
Droga od pomysłu do sukcesu reklamy jest długa, kręta i najeżona pułapkami. Najpierw copywriter musi przekonać własną agencję w osobie art director’a, senior copywritera, creative director’a czy nawet account menagera - różnie to bywa. Co agencja – to inny płotek do przeskoczenia na wstępie.
Decyzję wewnątrz agencji o tym, który pomysł zostanie przedstawiony klientowi, a który nie, mogą zablokować: osobiste ambicje zaangażowanych osób oraz ich stosunek emocjonalny do siebie nawzajem, i sposób przedstawienia pomysłu. Niezbyt ekspresyjny copywriter może mieć kłopot z przebiciem się, a wiele zespołów kreatywnych w agencjach nie działa na tyle profesjonalnie, by oddzielać swe prywatne emocje i ambicje od oceny koncepcji.
Następnie wybrany pomysł jest przedstawiany klientowi i tu są najogólniej dwie drogi i dwa źródła przeciwności: dzieje się to albo z udziałem osoby z kreacji, albo nie. Osoba z kreacji może się źle sprzedawać z powodu nieznajomości klienta oraz… nie dość efektywnej prezencji. Natomiast account manager może zignorować kluczowe atuty pomysłu i przedstawić go na swój sposób, czyli ograniczając się do bicia piany, w której pomysł utonie.
I gdy klient nie kupi pomysłu pozostaje urządzić kolejny… blamestorm. ;-)
A gdy klient kupi pomysł - zaczyna się realizacja, czyli bieg po rozżarzonych węglach project managera. Wystarczy jedno potknięcie, by efekt... lekko zdeformować.
Wszystkie te przeciwności można łatwo ominąć np. dokładając polskie teksty do zachodniej reklamy i emitując ją za grubą kasę w największych mediach w czasie największej oglądalności.
Tym, którzy nie chcą lub nie mogą pójść na skróty, pozostaje uruchomienie biegu przez przeszkody.
Jeden z etapów życia pomysłu został zgrabnie ujęty w filmie przygotowanym z okazji wręczenia nagrody agencji Fallon za reklamę Sony Bravia na szwedzkim konkursie Roy Awards. Zapraszam do obejrzenia:
A oto, dla przypomnienia, pomysł zrealizowany:
A gdy już się uda sprzedać pomysł i odniesie on sukces… jego realizację można świetnie ograć PR’owo:
Takie "making of" to wymarzone "życie po życiu" koncepcji kreatywnej. :-)
- tagi:
- brak
- dodane do kategorii:
- Design
Podobne tematy
Zostaw komentarz
Nie bądź anonimowy. Zarejestruj się! Otrzymasz profil dzięki któremu Twoje komentarze będą bardziej wiarygodne. Będziesz miał również dostęp do newslettera, ofert pracy, forum dyskusyjnego oraz kontaktu do innych zarejestrowanych osób.

Komentarze
Krzysztof Adamus (profil)
19 listopada 2007 13:19Czasem oglądając jakąś produkcję internetową bądź TV zastanawiam się w jaki sposób zareagował bym, gdybym ktoś do mnie przyszedł z danym pomysłem. Wiele spektakularnych światowych projektów można opisać jednym - góra dwoma zdaniami. Reszta to po prostu świetny design.
Najprostszy pomysł często okazuje się najlepszy, trzeba go "tylko" ładnie zrealizować:)
Bartek Gołębiowski (profil)
19 listopada 2007 16:03W 96ym w dół tej samej ulicy piłeczki puszczali u Lettermana; http://www.dailymotion.com/video/x38dul_letterman-show-balls_fun a najnowsza reklama z królikami jest łudząco podobna do plakatu Kozyndan: http://kozyndan.livejournal.com/113874.html
To nadal świetne reklamy ale nie najlepszy przykład oryginalnych pomysłów.
Krzysztof Adamus (profil)
19 listopada 2007 16:16Nie słyszałem o tym Lettermanie.
Otworzyłeś mi oczy Bartku i zrozumiałem w jaki sposób ludzie z agencji Fallon przekonali klienta do swojego pomysłu. Założę się, że pokazali mu film z 96 roku ze spadającymi piłeczkami :)
Bartek Gołębiowski (profil)
19 listopada 2007 16:30Pewnie aż tak ostro nie polecieli i kto wie, może nieświadomie użyli czegoś co zobaczyli 10 lat wcześniej. Co nie zmienia faktu, że koncepcje są zbyt podobne do siebie żeby je uznać za zrządzenie przypadku.
Bartek Gołębiowski (profil)
19 listopada 2007 16:40...ale recydywa z królikami już daje do myślenia.
Jan Blew (www)
19 listopada 2007 21:25to ja bym dorzucił jeszcze to:
http://www.youtube.com/watch?v=aiJAsKH6dEI
Dawid Szczepaniak (profil)
20 listopada 2007 01:12Uliczki bym sie nie czepial. 96 jest tak stroma, ze rozne rzeczy z niej juz puszczali.
Ale o kroliki bylo juz duzo szumu a jeden kadr w filmie jest jakby zywcem wziety z tego plakatu.
Leszek Łuczyn (profil)
20 listopada 2007 09:47Ciekawe jak często takie "inspiracje" kończą w sądzie? By tak się zawsze działo każda agencja musiałaby zatrudniać prawnika, co nie jest chyba powszechnym zwyczajem...
Z ostatnich znanych mi przypadków to pewien producent zupek w proszku przegrał proces o swoją serową stronę (już nie ma jej w sieci). Więc da się.
Pytanie - gdzie kończy się twórcza inspiracja, moim zdaniem rzecz w kulturze zwyczajna, a gdzie zaczyna plagiat? Czy Fallon inspirował się Lettermanem, czy zżynał? Przypadek króliczków wydaje się bardziej oczywisty... ciekawe, czemu nie skończył się, z tego co widzę, w sądzie? Koncepcja ma przecież swoją wartość... a może "nie ma co się szarpać"?
tom
22 listopada 2007 08:34a moze wszystko zostalo juz wymyslone.... jak mawial moj promotor, trzeba tylko zrobic to samo lepiej wtedy nikt sie nie przyczepi ;) no i poddać się ocenie innych w mysl "Ave Caesar morituri te salutant".
Bartek Gołębiowski (profil)
22 listopada 2007 09:06Wystarczy namówić autorów oryginalnego pomysłu do współuczestnictwa i odpowiednio ich wynagrodzić. Jestem pewien, że Kozy i Dan ucieszyli by się gdyby dostali propozycję "ożywienia" swoich nowojorskich królików, zamiast dowiadywać się o tym post factum.
Sebastian Winkiel (www)
29 listopada 2007 11:01Tak, zawsze można wszystko szczęśliwie poukładać bez niesmaku, tylko ta najprostsza i najprzyjemniejsza droga jakoś rzadko jest realizowana. Więc przydałoby się więcej kultury. Jeżeli chodzi o 96 to chętnie zobaczę nastepną realizację spadających kulek, jeżeli będzie to ciekawe i coś nowego odkryje, bo czemu by nie? A może już nikt nie powinien opowiadać o kulkach tych kolorowych bo ktoś to już nakręcił? ale byłoby nudno... ;-]