Interaktywnie.com - coedzienne Źródło inspiracji dla emarketera
Kategorie
Cyfrowy analfabetyzm czyli życiowa konieczność
Oczekujący biadolenia na upadek „wyższej kultury Internetu” i tradycyjnych biznesów lub mediów porzućcie swe nadzieje! Wy 30 i 40-latkowie nie rozumiejący fali PiSmA PoKeMoNiaSTHEgo i Wy 20 latkowie aspirujący do miana wybrańców, zbawców Internetu. Żaden z nas nie ma racji...
Wywodzimy się z pokoleń dla których TV i gazety były od zawsze. Za naszej młodości telefon komórkowy raczkował lub stawał się popularny. Mail, przeglądarka WWW lub wyszukiwarki były kamieniami milowymi. Dla nas tak, ale dla dzisiejszych nastolatków? Internet dla nich był od zawsze, SMS w zasięgu ręki jak i kultura dewaluacji celebrytów.
To pierwsze pokolenie mające dostęp do wiedzy w zasięgu ręki, ale jednocześnie będące ignorantami. Pokolenie które nie jest hermetyczne, ponieważ ogół nas zmienił już swoje codzienne zachowania. Czy papier, długi artykuł lub analiza umarły? Nie, bo całkiem zmieniły się w formę skondensowaną na 250 znaków, krótkiego lead’u lub pliku PDF/MP3. Blogoidów z setkami filmów, kopiami-kopi tego co wypluje Web 2.0. Chmury komentarzy prosumentów, żyjących we wtórnej szybkości. Stały się muzyką w Twoim Ipodzie, komentarzem na forum lub SMS’em.
Informacja przeistoczyła się w rozrywkę. Dzisiaj wolimy oglądać panie z dużymi „warunkami”, konkursy SMS niż starych, już zgrzybiałych prezenterów. Wolimy skandal, plotkę lub opluwanie się na forach/blogach. Jednodniowe przeboje i dziwne gwiazdeczki, zblazowani aktorzy lub piłkarze nadużywający wódki. O których zapomnimy szybciej, niż zjemy kolejny posiłek tego samego dnia.
Wojna, problemy społeczne? A kogo to dzisiaj obchodzi. Liczy się seks, skandal, celebryci, kłótnie „lipnych ksyw” na forach, pseudo e-pr oraz bogowie bełkot-blogów! To nazywamy dzisiaj informacją. Setki stron i wpisów oglądanych codziennie/tygodniowo, obrazkowe pokladkowe informacje w TV – czy zatem wiemy więcej i lepiej?
Podniecamy się wspaniałością Web 2.0, a tak w zasadzie jesteśmy samotni w tłumie samotników. Czy czujemy się lepiej mając profile w kilku społecznościach i setki wirtualnych przyjaciół? Avatar zastąpił kontakt cielesny, „komcia” dowartościuje ego a „dyszka za dyszkę” jest lepsza niż rozmowa z innym człowiekiem. Pełen orgazm prosze Państwa!
Stajemy się pokoleniem Google, dla którego świat istnieje jeśli mieści się na 1 stronie wyszukiwarki. Jeśli nie ma czegoś w googlu, to nie istnieje. Fetysz by zostać uwiedzionym przez łowców głów nakazuje „wychylić się”. Nie wychylasz się, nie sprzedałeś opinii – nie istniejesz. Chcesz seksu lub randki bądź szczery do bólu, pofigluj na chat roomie załóż profil i wrzuć 10 dziwnych zdjęć. Im dziwniejszych – tym lepiej. Transparentność posunięta do granic absurdu. Po co zatrudniać sztaby analityków w wywiadzie CIA lub KGB? Dzisiaj ASAP wszystko jest w społeczności, Web 2.0, blogach czy jakkolwiek to nazwiesz.
Jeśli kontrahent nie odpowiada w ciągu 24h, Twoja kobieta nie wysyła ci sprośnych maili usychasz, nie zmieniłeś dziś opisu na GG, wszyscy wokół maja blip’a a Ty?… znaki i obrazki zastępują ci cyfrowy tlen. Oddychasz nim tak naturalnie jak normalnym powietrzem. Ale jeśli go jest za dużo, zaczynasz się dławić, szukasz lekkich i łatwych podniet. Szybciej, krócej, mocniej, lepiej, taniej… dążysz do porządku, ale nie zauważasz że na pulpicie, mailu czy w Twoim życiu jest coraz większy burdel. :) Dzień bez akronimów lub emotikonków to dzień stracony. Word wszystko za ciebie napisze i sprawdzi gramatykę.
Dzisiaj kolejny tysiąc pięćdziesiąty start-up w ostatnim miesiącu otworzył swoje podwoje. To nic - że nie działa, kody sypią się, 19-wieczne metody zarządzania, usability z epoki "internetu łupanego" i nie ma modelu biznesowego… Kampanie marketingu szeptanego polegające na wysyłaniu 200 postów z jednego IP lub virali nie będących viralami. Witajcie w nowym prosumenckim wspaniałym świecie. Inwestorzy walą oknami i drzwiami.
„Nowe nieograniczone możliwości” - to było już znane w 1999. Deja vu? Odkopanie na nowo Pana zwanego Tofflerem, którego wznosimy dzisiaj na swoje sztandary. Produkty jednorazowego użytku, standaryzacja, gwałtowne mody i podniety jak Jozinem z Bazin. Ale to już było… długopisy, zupy w proszku, IKEA, upadek komunizmu. Prosumentyzm – to interaktywne odkrycie 21 wieku! :) w rytm cycków Dody.
Tak więc, czego jeszcze nie robisz w Internecie? Kupiłeś lodówkę, sprawdziłeś prognozę pogody, znalazłeś pracę, poderwałeś dziewczynę, zaplanowałeś wakacje, prowadzisz biznes, zapisałeś się do NK lub komentowałeś goldenline, zapłaciłeś przelew i wziąłeś kolejny kredyt… ale czy zostawiłeś już tam swoje szare komórki? Czy opinie, social shopping, fora i Google stały się Twoim życiem?
Proszę się odprężyć i przyzwyczaić. Bo tak już zostanie.
Przeczytaj inne wpisy tego autora
- wyświetleń:
- 1960
- dodane do kategorii:
- Trendy
Więcej na temat
Podobne tematy
Zostaw komentarz
Nie bądź anonimowy. Zarejestruj się! Otrzymasz profil dzięki któremu Twoje komentarze będą bardziej wiarygodne. Będziesz miał również dostęp do newslettera, ofert pracy, forum dyskusyjnego oraz kontaktu do innych zarejestrowanych osób.


Komentarze
Marcin Siekierski (profil)
04 sierpnia 2008 15:43
..... chciałem kupić lodówkę, ale w jednym ze sklepów powiedzieli, że odbiorą starą lodówkę nie od ręki... ale mogę napisać do nich maila w przeciągu 10-30 dni i wtedy odbiorą :-)Jakoś tak mi się skojarzyło ;-)
13 loob (profil)
04 sierpnia 2008 23:13Pewnie i zostanie, ale nie na długo. Już za chwilę dzisiejsi nastolatkowie zostaną w tyle, a do głosu dojdą kolejne pokolenia, a potem jeszcze nowi, z nowymi pomysłami, nie tylko na internet. Nie wiem czy można nazwać to postępem czy też rozwojem. To raczej droga przed siebie , nie wiadomo tylko co czeka na końcu.
Na pewno web 3.0, a potem 4 i 5 i 6 ... A dla tych, którzy chcą zobaczyć, jak świat będzie wyglądał w przyszłości polecam naprawdę prześmieszny przezabawny film "Wall.e"
Katarzyna Witas (profil)
04 sierpnia 2008 23:44Gratuluję tego wpisu.
Piotr Augustyński (profil)
05 sierpnia 2008 17:12"Prosumeryzm"? Dobre sobie...
Dajmy dzieciom do rąk jeszcze więcej gadżetów, które opiszmy w odpowiedni sposób marketingową papką, zamąćmy ludziom głowy kolejnymi skrótami, zredukujmy wiedzę do postaci mieszczącej się na ekranie telefonu komórkowego...
Tyle, że dzieciaki które od zawsze miały w ręce komórkę a w pokoju komputer podpięty do netu i tak nie zauważą różnicy. Od małego wychowywane w duchu idei konsumpcji, interesują się głównie nowymi plotkami na temat gwiazdek i premierą filmu który nic do ich życia nie wnosi, ale jego zapowiedź jest obecna wszędzie (gazeta, komórka, tv, internet). Od małego karmi się ich farmazonem, że "naturalne" jest lepsze (ciekawe tylko, co dzisiaj jest naturalne), XXL da więcej niż normalne, a jeśli wszystko nie jest większe, lepsze, dłuższe i wyższe niż sąsiada lub kolegi z klasy - to jest się przegranym.
Nie ma inności, jest rywalizacja. Salony piękności dla psów, konkursy piękności dla 5-latek (wprawionych w bojach po zabiegach kosmetycznych), rankingi, porównania. Do tego "obiektywne" badania zlecane przez kolejnych producentów chłamu. Byle kupić więcej i mieć (posiadać) więcej. A za rok kupić nowe, bo stare już nie jest ani modne, ani wygodne ani nawet nie wygląda ani nie działa (za niską ceną idzie jakość).
Codziennie otrzymujemy ilość informacji przewyższającą tą otrzymaną w ciągu całego życia przez człowieka żyjącego kilkaset lat temu. W ciągu każdego dnia eksponuje nam się kilkaset różnych marek, a właściciel każdej chce aby to właśnie jego marka zapadła nam w pamięć. Społeczeństwo jako takie przestaje istnieć, bo nikt już nic nie robi wspólnie z innymi lludźmi (no może poza pracą - zarabianiem pieniędzy i konsumpcją - wydawanie pieniędzy).
Wolności którymi jeszcze niedawno się cieszyliśmy - znikają jedna po drugiej. O prywatności możemy już teraz zapomnieć. Non stop pod komórką, przy komputerze z emailami i komunikatorami. Przez coraz większą część życia przebywamy w przestrzeni kontrolowanej, utrzymywanej oraz sponsorowanej przez jakąś markę. Cały czas pod okiem kamery. Dla naszego bezpieczeństwa.
Tu nie ma co gratulować, raczej należy zacząć się bać. Bo na pewno nie będą się bały nasze dzieci. One nie będą znały innego świata. Jesteśmy jedynym pokoleniem, które ma szansę zauważyć ogrom przemian, jakie zachodzą w życiu każdego z nas. Kolejne pokolenia nie będą znać ani świata bez komórki, ani bez internetu. Nikt nie będzie pamiętał, jak żyło się "przed", a każdy będzie miał w głowie tylko nowe możliwości techniki.
PS. Trochę się rozpisałem, ale wbrew pozorom nie mam paranoi ;D A na osłodę - http://pl.youtube.com/watch?v=xWg2KH4G16o
Dawid Szczepaniak (profil)
05 sierpnia 2008 22:00Jacku,
kilka luźnych uwag :)
1. W moim odczuciu opisujesz młode pokolenie i zmiany w nim zachodzące w bardzo przejaskrawiony i jednostronny sposób... piszesz o samych negatywach.
2. Założę się, że w czasach szybkiego rozwoju telewizji także pojawiały się artykuły grzmiące o upadku moralnym młodszej części społeczeństwa zafascynowanej nowym medium, które ogłupia kolorami i dźwiękiem, obdziera z refleksji nad słowem pisanym, niszczy życie rodzinne, promuje złe wzorce itd. A z perspektywy czasu to ta telewizja taka zła nie jest...
3. Tak, to prawda, że na naszych oczach dokonują się niewyobrażalne zmiany w społeczeństwie związane z dynamicznym rozwojem nowego medium. Ale to nic nowego! Podobnie było w przypadku telewizji czy radia... Przypominam, że wynalezienie druku pociągnęło za sobą znacznie głębsze zmiany społeczne niż te zapoczątkowane wynalezieniem internetu. Jak na razie wynalezienie internetu nie spodowodowało zmiany granic jakiegokolwiek państwa lub przejścia setek tysięcy ludzi na inne wyznanie.
4. Każdy rozwój nowego medium w historii przynosił niespodziewane i rewolucyjne zmiany - ale nie tylko negatywne! Pozytywów też było sporo.
Tyle refleksji. To, co chcę powiedzieć to chyba to, że zmiana zawsze towarzyszyła ludzkości. Wcale nie jesteśmy jakimś wyjątkowym pokoleniem. W życiu kolejnych pokoleń też będzie mnóstwo gwałtownych zmian, tak jak było to w życiu wielu wielu pokoleń przed nami.
Jacek Gadzinowski (profil)
06 sierpnia 2008 08:58Ad vocem:
1. Czasem wskazane jest przejaskrawić by spojrzeć na sprawę w szerszym kontekście i zastanowić się. Te sprawy paradoksalnie, sa pozytywami: szybszy i prostszy sposob dostępu do informacji dla większych grup społecznych, ktory zmienił gospodarkę, ekonomię, kulturę i zachowania ludzi. To także może rodzić pewne patologie. Np. to czego jeszcze nie dostrzegamy, jak "cyfrowe wykluczenie" pokoleń 50+. Co jest przyczynkiem do szerszych rozważań.
Chiałbym doczekać jednak czasu gdy będe mógł glosować i załatwiać sprawy w urzedach online oraz zmieniać swoje miasto i dzielnicę. Jestem przekonany że cyfrowa demokracja lokalnie i ta centralna może tych ludzi zaktywizować (nie tylko młodych - jak w przypadku kampanii Baracka Obamy).
2. Zachowania które kiedyś można przypisywać nastolatkom dotyczą szerszej grupy ludzi cytujac: "...ponieważ ogół nas zmienił już swoje codzienne zachowania". Każdy z nas używa skrótowców, emotikonów, SMS, ma swoje profile i komcie (m.in na i.com), za wszystkim googluje etc. Czy ma 10, 20 czy 40 lat. Oczywiscie w róznym stopniu ekspresji.
3 . Z mojej perspektywy korzystania z Internetu od połowy lat 90'tych mogę powiedzieć ze jesteśmy w zupełnie innej epoce, lata świetlne zalewu nowych informacji ( w tym - 99% śmiecia). Natomiast bawi mnie bezwiedne nadużywanie toffleryzmu i sloganu web 2.0 jako prawdy objawionej.
BTW. Jak skomentujecie porażke (a tak mozna to nazwać) koncepcji "Wojny i antywojny" w Iraku? Chyba, nie wszystko mozna przyjmować tak bezkrytycznie.
4. Generalnie Internet bardzo nas zmienił, także uzależnił i to w stopniu o którym nawet nie mamy pojęcia. Czy to dobrze lub zle? Przekonamy się za jakiś czas. Internet to tylko medium, narzędzie ale nie powinno być fetyszem. Dawid, troche za bardzo zachłysnałeś się nowym medium, ale rozumiem że to choroba zawodowa :)
BTW. Jam jest tym, który mówił/pisał w zamierzchłej przeszłości przed i w trakcie bańki internetowej o "nowym pograniczu", osadnikach na nowym Dzikim Zachodzie, wiec do neo-luddyzmu przynajmniej na razie mi jest daleko :) Nie wzywam do niszczenia światłowodów i wyrzucania komputerów przez okno. :)))
Tomasz Pruszczyński (profil)
06 sierpnia 2008 11:06Jacku, super wpis! Uspokajając jednak; byłem w weekend w górach - sporo młodzieży na szlaku i w schronisku. Wczoraj spacer w lesie - też jest młodzież ;) Pozdrawiam serdecznie
Bruklin 85.89.168.65
06 sierpnia 2008 15:32Coż sprawilo, ze zmieniles nagle avatar? Hehehe
Jacek Gadzinowski (profil)
06 sierpnia 2008 16:08To jest "próba avatara". Trzeba iść z duchem czasu :)
Wracajac do mojego wpisu - ciekawy (acz sporo pojechany przypadek) z ostatnich dni, jak łatwo można kreować wydarzenia, oglądalność i rozpoznawalność. http://kierowcatira.blox.pl/html
Nic tylko przeszczepić do marketingu wirusowego typu wywiana oleju, warsztat samochodowy lub żarłodajnia przy drodze. Smiech - smiechem, ale wystarczy dziś dobry pomysł i w Internecie można wszystko zareklamować mając tak znikome środki. 30K wejść w ciagu dnia na bloga, jestem pod wrazeniem... Roman kierowca Tira rulez!
Bruklin 91.94.82.67
06 sierpnia 2008 20:42"z duchem czasu...? ja zauwazyłam intrygująca zależność - twoj avatar pojawił sie po tym, jak dodałam swój wcześniejszy komentarz o nastepujacej tresci
http://interaktywnie.com/blog/230-o-tym-jak-reklama-nas-uwodzi.html#komentarze
Pozdro
Łukasz Wołek (profil)
06 sierpnia 2008 23:53BarDzO DoBrE PodEjśCie Do tEmatu xxXXxx - tak to się teraz pisze? ciekawe, że jeszcze nikt nie wpadł na pomysł, żeby teksty w młodzieżowych serwisach przepuścić przez taki skrypt... Sukces murowany.
Marta Berezowska (profil)
15 sierpnia 2008 14:34ja tu widzę tylko straszliwy bełkot, jedno wielkie uogólnienie i niezdarny zlepek luźnych przemyśleń. Odejdź od komputera, idź na spacer albo weź się za sprzątanie mieszkania.