O ile dobrze pamiętam, dementi Zdrojewskiego można było przeczytać już w środę nad poranną bułą, grubo przed południem, tylko nie rozeszło się w takim tempie jak wieść, że wadza cenzuruje blogi. Dlatego alarmujący ton trochę mnie zdziwił.
I bardzo się cieszę z Waszej merytorycznej, a nie emocjonalnej reakcji.
alarmujacy ton jest dosyc uzasadniony. w tym projekcie, przynajmniej w komentarzu do niego blogi sa wykluczone z zastrzezeniem "poki co". ale blogi to akurat jest mniejszy problem. wiekszym jest bardzo szeroka definicja tego co to jest prasa. czytales ta propozycje? bo w tym kontekscie dementi Zdrojewskiego jest malo przekonujace. mam wrazenie ze oni po prostu nie do konca wiedza w co sie pakuja, juz widze realizacje obowiazku rejestracji w przypadku hostingu za granica, albo definicje prawna "bloga" (ze sa artykuly w jednej kolumnie i mozna komentowac? a czym to sie rozni , poza layoutem od dajmy na to gazeta.pl? ze wlasciciel jest osoba prawna a nie fizyczna? ze zatrudnia ludzi? hm, no to np. vbeta juz nie jest blogiem, antyweb tez mial przez chwile pisarzy na etacie etc..)
Nie można tego tak zostawić, jak teraz branża będzie siedzieć cicho, to następnym razem zamontują nam lepszy pasztet. Więcej komentarzy tutajhttp://prawo.money.pl/aktualnosci/wiadomosci/artykul/zamach;na;wolnosc;w;internecie,133,0,482181.html.
@Jan: z tego, co zrozumiałem (czytając pobieżnie i polegając głównie na komentarzach, przyznaję), problem leży w prawdopodobnym wprowadzeniu do prawodawstwa nieprzystającej do rzeczywistości definicji prasy, czyli w nieprzygotowaniu merytorycznym i pierdołowatości urzędników.
O tyle łatwo temu ukręcić łeb, że AFAIK jest to inicjatywa oddolna urzędników Komisji (nie rządu), która musi przejść jeszcze wiele szczebli, żeby ewentualnie stać się prawem. W najgorszym przypadku martwym prawem.
Ale zgadzam się, że głupia i martwa regulacja jest gorsza, niż jej brak, i może narobić dużo szkód.
A ja nie jestem do końca przekonany, czy jest się czego obawiać. Ustawa mówi o publikacjach periodycznych. Moim zdaniem chodzi tutaj jedynie o publikacje, które ukazują się w ustalonych odstępach czasu (np. codziennie, raz na tydzień, miesiąc, kwartał). Czyli blogerzy nie mają się o co martwić, bo przecież nie mają ustalonego okresu co jaki ukazują się wpisy. Pewnie chodzi tutaj o coś na kształt e-zin'ów i innych publikacji internetowych ukazujących się w określonych odstępach czasu w pdf'ie albo innej formie elektronicznej. Dlaczego prawo prasowe ma ich nie dotyczyć?
Oczywiście mogę być w błędzie. Mimo wszystko wydaje mi się, że nie ma co panikować.
Nie bądź anonimowy. Zarejestruj się! Otrzymasz profil dzięki, któremu Twoje komentarze będą bardziej wiarygodne. Będziesz miał również dostęp do newslettera, ofert pracy, forum dyskusyjnego oraz kontaktu do innych zarejestrowanych osób.
I bardzo się cieszę z Waszej merytorycznej, a nie emocjonalnej reakcji.