Bartosz Bałaziński
Test Joela - 12 kroków ku lepszej agencji
Zgadzam się z Piotrem. Test Joela jest jak najbardziej odpowiedni dla agencji interaktywnych. Zawsze częścią produktu końcowego agencji [mniejszą lub większą] jest oprogramowanie a Test Joela jest prostym [i wystarczająco dobrym, przynajmniej na tym poziomie skomplikowania] narzędziem oceny dojrzałości procesu tworzenia tego oprogramowania. I powiedziałbym nawet że właśnie dlatego, że jest prosty to jest doskonały dla agencji interaktywnych. Dla bardziej programistycznych i poważniejszych rzeczy jest CMMI , a dla agencji to ewentualnie CIMM ;-) Niestety, agencje traktują tworzenie oprogramowania po macoszemu, co istotnie może mieć źródło w najwyższym kierownictwie.
Test Joela to zdecydowanie dobry punkt startowy dla wszystkich, którzy chcieliby poprawić proces tworzenia oprogramowania. Bagatelizowanie jego wyniku jest moim zdaniem groźnym obrażaniem się za to, że wytyka się komuś błędy i zaniedbania.
Swoją drogą, żeby zrozumieć kontekst Testu Joela warto zapoznać się z całą zawartością joelonsoftware.com i bezkompromisowym podejściem Joela do wielu spraw, np. rekrutacji , warunków pracy programistów czy obsługi klienta .
Nie zgodzę się przy tym, że punkt 2 nie dotyczy agencji interaktywnych. Jeśli agencja pracuje nad aplikacją webową, np. w j2ee to jak najbardziej powinna być w stanie postawić builda w jednym kroku. Zreszta... punkty 2 i 3 są dość mocno ze sobą powiązane. Jeśli trzeba wielu kroków, żeby postawić nowego builda, to w natłoku pracy w końcu pewnie przestanie się go stawiać codziennie.
Test Joela - 12 kroków ku lepszej agencji
Chyba sie nie do konca rozumiemy. Czy uzywanie CVSa, zadbanie o to by programista wiedzial od poczatku co ma robic, by nikt juz po rozpoczeciu prac mu jej nie przerywal 'bo sie PMowi cos przypomnialo', czas na testy itd oznacza, ze firma nie moze byc kreatywna?
To co definiuje test Joela to zbior bardzo dobrych praktyk programistycznych, ktore powinien miec opanowany kazdy programista po szkole, ktoremu choc raz gdzies zniknely zrodla albo, ktoremu przyszlo cos po kims poprawiac. Wdrozenie proponowanych przez niego rozwiazan IMHO nie kosztuje wiele poza dobra wola i ew kilkoma szkoleniami wewnatrz dzialowymi. No i najwazniejsze: poza osoba, ktora bedzie o to dbala, bo w agencjach sa raczej indywidualiscie i jak sie ich nie wezmie 'za morde' to kazda tego typu inicjatywania, chocby nie wiem jak sluszna, sie im szybko znudzi i wroca do 'kazdy sobie rzepke skrobie'.
Komentarze