Autor, bez którego książka nie istnieje, dostaje przeciętnie około 2,38 zł od sprzedanego egzemplarza. Przy książce kosztującej 50-60 zł oznacza to zwykle kilka procent ceny widocznej na okładce. Jednocześnie rabat udzielany hurtowni, sieci księgarskiej albo platformie sprzedażowej może sięgać około połowy ceny detalicznej.
Nie oznacza to, że całe 50 proc. staje się czystym zyskiem dystrybutora. Z tej kwoty finansowane są magazyny, transport, sklepy, pracownicy, marketing, płatności, zwroty i przeceny. Proporcja pokazuje jednak, gdzie na rynku książki leży siła negocjacyjna: bynajmniej nie po stronie osoby, która książkę napisała.
Stowarzyszenie pisarzy Unia Literacka rozpoczęło kampanię „Dziesięć procent”. Domaga się ustawowego zagwarantowania autorom minimalnego wynagrodzenia na poziomie 10 proc. ceny okładkowej każdego sprzedanego egzemplarza. Organizacja przekonuje, że obecny model spycha twórcę do roli najtańszego dostawcy w całym łańcuchu, choć to on ponosi ryzyko wielomiesięcznej, a czasem wieloletniej pracy bez pewności, że książka w ogóle zarobi na zaliczkę.
Spór nie dotyczy wyłącznie tego, czy autor powinien otrzymać 3, 5 czy 6 zł. Odsłania konstrukcję polskiego rynku: system wysokich rabatów, nieprzejrzyste umowy, rozliczanie tantiem od ceny wydawcy zamiast ceny okładkowej, klauzule poufności, długie licencje, przejmowanie praw do przekładów i adaptacji oraz przerzucanie części kosztów na twórców. Jednocześnie dane finansowe wydawnictw nie pozwalają sprowadzić konfliktu do prostej opowieści o bogatych oficynach i biednych pisarzach. Część wydawców osiąga wysokie zyski. Inni działają na marżach kilku procent.

Ile autor dostaje od jednej książki
Kwota 2,38 zł pochodzi z raportu „Jeszcze książka nie zginęła?”, przygotowanego przez Polską Sieć Ekonomii na zlecenie Instytutu Książki. Unia Literacka przywołuje ją jako przybliżoną średnią kwotę przypadającą autorowi na sprzedany egzemplarz.
W praktyce wynagrodzenie zależy od konstrukcji umowy. Autor może otrzymywać procent ceny okładkowej, ale znacznie częściej tantiemy liczone są od ceny zbytu, ceny wydawcy albo rzeczywistego wpływu netto. To zasadnicza różnica. I często nie wiadomo, co owa cena oznacza...
Przykład: książka ma cenę okładkową 59,90 zł. Gdyby autor otrzymywał 10 proc. tej ceny, należałoby mu się 5,99 zł od egzemplarza. Jeżeli jednak umowa przewiduje 10 proc. od ceny wydawcy, a wydawca sprzedaje książkę dystrybutorowi za połowę ceny okładkowej, podstawą rozliczenia staje się około 30 zł. Honorarium spada do około 3 zł. Gdy dochodzą promocje, specjalne wydania, przeceny albo odmiennie zdefiniowana sprzedaż, kwota może być jeszcze niższa. Przy tym brakuje transparentności polityki cenowej oraz dostępu do danych o faktycznie ustalonych rabatach. Autorzy nie mają jak tego sprawdzić.
Badanie Unii Literackiej obejmujące 103 przypadki umów z lat 2017-2022 pokazało, że w 61 proc. umów procent dla autora liczono od ceny wydawcy. Tylko 16 proc. przewidywało rozliczenie od ceny okładkowej. W 20 proc. przypadków dokument nie zawierał informacji o sposobie obliczania procentu albo w ogóle nie przewidywał dalszego udziału autora w sprzedaży.
Dlaczego zaliczka nie jest dodatkową zapłatą
Czytelnik widzi czasem informację, że pisarz dostał od wydawnictwa zaliczkę. Może więc odnieść wrażenie, że tantiemy są później dodatkowym dochodem. Zwykle tak nie jest. Zaliczka stanowi przedpłatę na poczet przyszłych honorariów. Dopóki sprzedaż nie wygeneruje należnej autorowi kwoty wyższej niż zaliczka, twórca nie otrzymuje dalszych pieniędzy.
Jeżeli zaliczka wyniosła 10 tys. zł, a autorowi przypada 3 zł od książki, trzeba sprzedać około 3334 egzemplarzy, aby ją rozliczyć. Dopiero kolejny egzemplarz zaczyna przynosić dodatkową wypłatę. Książka może więc być obecna w księgarniach, mieć recenzje i spotkania autorskie, a jej twórca przez wiele miesięcy nie zobaczy żadnego przelewu poza zaliczką wypłaconą przed premierą.
Raport Unii Literackiej pokazuje, że mediana zaliczki wynosiła 8 tys. zł. Oznacza to, że połowa analizowanych umów opiewała na mniej niż 8 tys. zł. W 69 ze 103 przypadków zaliczka była niższa niż 15 tys. zł. Aż 24 umowy przewidywały nie więcej niż 2 tys. zł, w tym 15 umów z zaliczką równą zero. Po uwzględnieniu kilku innych form zapłaty pozostawało 12 umów bez jakiegokolwiek wynagrodzenia na początku współpracy.
Kwoty te trzeba zestawić z czasem pracy. Powieść, reportaż albo biografia mogą powstawać rok, dwa lata lub dłużej. Zaliczka 8 tys. zł nie jest wówczas wynagrodzeniem miesięcznym, lecz zapłatą za cały okres przygotowania książki: dokumentację, podróże, rozmowy, archiwa, pisanie, poprawki oraz współpracę redakcyjną. Autor często finansuje z niej również część kosztów pracy.
Najlepiej w badaniu wypadały książki non-fiction. Średnia zaliczka wynosiła 27 tys. zł, ale mediana tylko 6 tys. zł. Rozbieżność wskazuje, że kilka wysokich kontraktów podniosło średnią, podczas gdy typowa umowa była znacznie skromniejsza. W literaturze dziecięcej średnia wyniosła 4826 zł, mediana 3 tys. zł. W poezji odpowiednio 6329 zł i 1 tys. zł.
Rynek nagradza także nierówno kobiety i mężczyzn. Mediana zaliczki dla mężczyzn w badaniu wynosiła 17,5 tys. zł, a dla kobiet 8 tys. zł. Średnia sięgała odpowiednio 21,8 tys. zł i 12,5 tys. zł. Autorzy raportu zaznaczyli, że różnica była istotna statystycznie, choć próba była niewielka: ankietę wypełniło 41 osób.
Dziesięć procent od ceny okładkowej
Unia Literacka chce, aby minimalna stawka została wpisana do projektowanej ustawy o ochronie rynku książki. Postulat jest prosty: co najmniej 10 proc. ceny okładkowej dla autora.
Przy cenie 49,90 zł oznaczałoby to 4,99 zł od egzemplarza. Przy 59,90 zł - 5,99 zł. Przy 69,90 zł - 6,99 zł. Dla książki sprzedanej w 5 tys. egzemplarzy autor otrzymałby odpowiednio około 25 tys., 30 tys. albo 35 tys. zł brutto, niezależnie od rabatu, jakiego wydawca udzielił księgarni.
To ostatnie zastrzeżenie jest kluczowe. Dziś autor często uczestniczy w skutkach wojny rabatowej, choć nie ma wpływu na jej zasady. Jeśli księgarnia sprzedaje nowość z rabatem 30-40 proc., a wydawca udzielił dystrybutorowi wysokiego upustu, spada podstawa naliczania honorarium. Twórca ponosi więc część kosztu strategii handlowej, której nie ustalał.
Unia Literacka argumentuje również, że identyczna stawka nie jest egzotycznym wyjątkiem. Według organizacji polscy wydawcy oferują wynagrodzenia na poziomie co najmniej 10 proc. ceny okładkowej autorom zagranicznym, gdy kupują prawa do przekładów. Stowarzyszenie wskazuje więc na nierówność: polski twórca bywa wynagradzany gorzej na własnym rynku niż autor z Niemiec czy Hiszpanii.
Kampania została wzorowana na akcji francuskiego stowarzyszenia La Charte des Auteurs et Illustrateurs Jeunesse. Francuscy twórcy książek dla dzieci zwracali uwagę, że ich tantiemy wynosiły około 6 proc., podczas gdy przeciętna stawka dla pisarzy we Francji była bliższa 10 proc.
Patologia pierwsza: autor nie zna prawdziwej ceny swojej pracy
W wielu branżach pracownik lub wykonawca zna stawkę za godzinę, projekt albo produkt. Na rynku książki nawet procent zapisany w umowie nie daje pewności, ile autor otrzyma.
Sformułowania „cena zbytu”, „wpływy netto wydawcy”, „cena hurtowa”, „cena wydawcy” albo „wartość wystawionych faktur” mogą oznaczać różne podstawy. Autor nie ma dostępu do wszystkich umów między wydawcą, hurtownią, księgarnią i platformą. Musi ufać raportom sprzedażowym otrzymywanym raz lub dwa razy w roku.
Problem pogłębiają klauzule poufności. Unia Literacka wskazuje, że wydawcy oczekują nieujawniania warunków finansowych. Z punktu widzenia firmy poufność indywidualnej umowy jest zrozumiała. W skali rynku ogranicza jednak przepływ wiedzy między autorami. Debiutant nie wie, czy proponowane 6, 8 albo 10 proc. jest standardem, wyjątkiem czy stawką wyraźnie zaniżoną.
Patologia druga: twórca finansuje ryzyko wydawcy własnym czasem
Wydawca ponosi realne koszty: redakcję, korektę, projekt okładki, skład, druk, magazynowanie, dystrybucję, marketing, obsługę zwrotów oraz zaliczki na prawa. Ryzykuje kapitałem. Autor ryzykuje czasem, którego nie może odzyskać.
Problem zaczyna się wtedy, gdy to drugie ryzyko przestaje być traktowane jak koszt. Książka może powstawać przez dwa lata, a zaliczka wynosić 8 tys. zł. Po podzieleniu na 24 miesiące daje to 333 zł miesięcznie. Nie jest to oczywiście wynagrodzenie etatowe, lecz wynik pokazuje skalę ekonomicznego przesunięcia: wydawca kupuje możliwość eksploatowania utworu, a znaczną część kosztu jego stworzenia ponosi autor, utrzymując się z innej pracy, oszczędności, stypendium albo dochodów partnera.
W badaniu Unii Literackiej 23 proc. umów wiązało się z dodatkowymi kosztami po stronie autora. Najczęściej chodziło o podróże, transkrypcje, promocję, materiały, prawa do ilustracji albo przygotowanie dokumentacji. Tylko 23 proc. autorów otrzymywało diety lub zwrot wydatków. W non-fiction połowa umów nie przewidywała finansowania kosztów, choć właśnie ten gatunek często wymaga kwerend, wyjazdów i rozmów terenowych.
Patologia trzecia: autor oddaje więcej niż prawo do druku
Współczesna książka to nie tylko papier. Może stać się e-bookiem, audiobookiem, podcastem, serialem, filmem, spektaklem, grą albo przekładem. Umowa wydawnicza często obejmuje pakiet praw znacznie szerszy niż wydanie papierowe.
W analizie Unii Literackiej 77 proc. umów przewidywało e-book, a 56 proc. audiobook. Prawa do przekładu pozostawały przy wydawnictwie w 59 proc. przypadków, przy autorze tylko w 25 proc. Prawa do adaptacji wydawnictwo przejmowało w 41 proc. umów. Najczęstszy czas licencji wynosił pięć lat, ale część kontraktów zawierano na siedem lat.
Samo przekazanie praw wydawcy nie musi być niekorzystne. Duża oficyna może skuteczniej sprzedać przekład, film albo audiobook niż pojedynczy twórca. Patologia pojawia się wtedy, gdy wydawca przejmuje prawo, lecz nie zobowiązuje się do aktywnego działania, a autor przez lata nie może wykorzystać go samodzielnie. Prawo staje się zablokowanym aktywem.
Patologia czwarta: bestseller nie gwarantuje proporcjonalnego wynagrodzenia
Największe napięcie ujawnia się przy sukcesie. Autor i wydawca podejmują ryzyko, ale po przekroczeniu progu rentowności ich sytuacja nie jest symetryczna.
Wiele umów przewiduje rosnące tantiemy. Przykładowo 10 proc. do 5 tys. egzemplarzy, 12 proc. powyżej tego poziomu i 15 proc. po przekroczeniu 10 tys. sztuk. Problem polega na podstawie naliczania. Nawet wysoki procent od niskiej ceny wydawcy może dawać autorowi mniej niż umiarkowana stawka od ceny okładkowej.
Raport Unii Literackiej pokazuje również, że jeżeli pierwszy próg został ustalony nisko, kolejne zwykle nie dochodziły do poziomu 16-20 proc. W skrajnym przypadku zaliczka wyczerpywała całe honorarium, o ile nakład nie przekraczał 5 tys. egzemplarzy. Oznacza to, że autor mógł nie otrzymać dodatkowej zapłaty nawet wtedy, gdy wydawca sprzedał cały nakład.
Patologia piąta: dystrybucja dyktuje warunki całemu łańcuchowi
Zdanie, że dystrybutorzy „biorą 50 proc. ceny książki”, wymaga doprecyzowania. Około 50 proc. ceny okładkowej może stanowić rabat handlowy obejmujący hurt i detal. To nie jest to samo co 50-procentowa marża netto. Z tej części utrzymywane są hurtownie, magazyny, salony, sklepy internetowe, logistyka, płatności, reklama i zwroty.
Nie zmienia to faktu, że wysokie rabaty stały się centralnym mechanizmem rynku. Książka za 59,90 zł często pojawia się w sprzedaży przed premierą z obniżką o 25-35 proc. Cena okładkowa zaczyna pełnić rolę punktu odniesienia dla rabatu, a nie kwoty, którą rzeczywiście płaci większość klientów. Wydawca, przewidując upusty, podnosi cenę nominalną. Księgarnia może pokazać dużą promocję. Czytelnik ma wrażenie okazji. Autor, rozliczany od wpływu wydawcy, otrzymuje mniej.
To mechanizm samonapędzający się. Im wyższe rabaty oczekuje handel, tym wyższą cenę okładkową ustala wydawca. Im wyższa cena okładkowa, tym większy rabat trzeba komunikować, aby oferta wyglądała atrakcyjnie. Najsłabszym ogniwem pozostaje mała księgarnia, która nie może negocjować warunków wielkiej sieci, oraz autor, który podpisuje umowę indywidualnie.
Kto naprawdę zarabia na książkach
Wyniki finansowe wydawnictw pokazują, że rynek jest silnie zróżnicowany. Nie istnieje jedna „marża wydawcy”. Inaczej działa firma podręcznikowa, inaczej wydawca literatury pięknej, inaczej oficyna prawnicza, a jeszcze inaczej platforma abonamentowa.
Największa w zestawieniu Nowa Era miała w 2024 roku 582,8 mln zł przychodów i 90,1 mln zł zysku netto. To marża netto rzędu 15,5 proc. Segment edukacyjny ma jednak inną ekonomię niż rynek powieści i reportażu: większe serie, powtarzalny popyt, dłuższe życie produktu i silniejsze powiązanie z systemem szkolnym.
Społeczny Instytut Wydawniczy Znak osiągnął w 2025 roku 176,4 mln zł przychodów i 5,4 mln zł zysku netto. Rok wcześniej przychody wynosiły 178,4 mln zł, a zysk 10,5 mln zł. Sprzedaż utrzymała więc skalę, ale rentowność spadła niemal o połowę.
Grupa Wydawnicza Filia zwiększyła przychody z 53,9 mln zł w 2024 roku do 61 mln zł w 2025 roku. Zysk netto zmalał jednak z 14,5 mln do 12,6 mln zł. Firma pozostała bardzo rentowna, lecz wzrost obrotu nie przełożył się na wzrost wyniku.
Wydawnictwo Albatros zanotowało spadek przychodów z 46,3 mln do 42,5 mln zł, a zysku netto z 10,2 mln do 5,9 mln zł. Nasza Księgarnia osiągnęła w 2025 roku 55,2 mln zł przychodów i 4,5 mln zł zysku. Story House Egmont przy 105,4 mln zł przychodów zarobił 6,9 mln zł.
Są też straty HarperCollins Polska w roku obrotowym zakończonym 30 czerwca 2025 roku miał 45,2 mln zł przychodów i 8,3 mln zł straty netto. Rok wcześniej strata wyniosła 11,4 mln zł. Agora Książka i Muzyka w pierwszym, wydłużonym okresie sprawozdawczym wykazała 48,1 mln zł przychodów i 3,3 mln zł straty. Wydawnictwo Naukowe PWN miało w 2025 roku 224,9 mln zł przychodów oraz 45,8 mln zł straty netto, choć w tym przypadku dane skonsolidowane obejmują szerszą grupę działalności i problemy z wielkim atakiem hakerskim z 2025 roku.
Te liczby prowadzą do dwóch wniosków. Po pierwsze, część wydawnictw ma przestrzeń do lepszego dzielenia się przychodem z autorami. Po drugie, ustawowe 10 proc. od ceny okładkowej nie będzie dla wszystkich jednakowo łatwe do udźwignięcia. Przy oficynie osiągającej 3-6 proc. marży netto zwiększenie kosztu autorskiego o kilka złotych na egzemplarzu może pochłonąć znaczną część zysku, jeżeli nie zmienią się rabaty dystrybucyjne, ceny, nakłady albo struktura kosztów.
Czy 10 procent może zaszkodzić małym wydawcom?
Najmocniejszy kontrargument wobec postulatu Unii Literackiej brzmi: sztywna stawka może uderzyć nie w wielkie sieci, lecz w małe oficyny i ambitną literaturę.
Wydawca niszowej poezji, eseju albo debiutu sprzedaje czasem kilkaset egzemplarzy. Koszt redakcji, projektu, składu i druku rozkłada się na mały nakład. Jeżeli musi zapłacić autorowi 10 proc. ceny okładkowej bez względu na faktyczny wpływ ze sprzedaży, może zrezygnować z ryzykownego tytułu albo podnieść cenę.
Taki skutek jest możliwy, jeżeli regulacja obejmie wyłącznie honorarium autorskie, pozostawiając bez zmian pozostałe elementy systemu. Ustawowe 10 proc. nie likwiduje wysokich rabatów, długich terminów płatności, prawa zwrotu niesprzedanych książek ani dominacji największych sprzedawców. Koszt reformy może zostać przerzucony na wydawcę, a następnie na czytelnika lub liczbę wydawanych tytułów.
Z drugiej strony argument o ochronie małych oficyn nie może automatycznie usprawiedliwiać umów, w których twórca otrzymuje zero zaliczki, finansuje wyjazdy, oddaje prawa zależne i czeka latami na rozliczenie. Jeżeli model biznesowy istnieje tylko dlatego, że podstawowy dostawca treści pracuje poniżej kosztów utrzymania, problem jest strukturalny, a nie incydentalny.
Jak mogłaby wyglądać rozsądna regulacja
Minimalne 10 proc. od ceny okładkowej byłoby najprostszym rozwiązaniem, ale nie jedynym. Ustawa mogłaby wprowadzić pakiet zabezpieczeń, które ograniczałyby patologie bez narzucania identycznego modelu każdej książce.
- Po pierwsze, autor powinien znać jednoznaczną podstawę rozliczenia. Jeżeli tantiemy nie są liczone od ceny okładkowej, umowa powinna podawać sposób obliczenia stawki w złotych i przykłady dla różnych kanałów sprzedaży.
- Po drugie, potrzebny jest obowiązek regularnych, możliwych do zweryfikowania raportów sprzedażowych, obejmujących papier, e-book, audiobook, wydania specjalne, przeceny, zwroty i sprzedaż zagraniczną.
- Po trzecie, prawa do adaptacji i przekładów powinny wracać do autora, jeżeli wydawca przez określony czas ich nie wykorzystuje. Samo zablokowanie prawa nie może być traktowane jako jego eksploatacja.
- Po czwarte, umowa powinna rozdzielać wynagrodzenie za poszczególne pola: druk, e-book, audiobook, streaming, licencje zagraniczne i adaptacje. Łączenie wszystkiego w jednej niskiej zaliczce utrudnia ocenę wartości kontraktu.
- Po piąte, klauzule poufności nie powinny uniemożliwiać autorom konsultowania umów ze stowarzyszeniem zawodowym, prawnikiem lub agentem ani publikowania anonimowych danych zbiorczych o stawkach.
- Po szóste, regulacja rynku książki powinna obejmować również rabaty i relacje w dystrybucji. Bez tego wydawcy będą argumentowali, że finansują podwyżkę honorariów z części ceny, która już została uszczuplona przez handel.
Kampania o stawkę, ale spór o władzę
„Dziesięć procent” brzmi jak kampania o kilka złotych. W istocie dotyczy tego, kto ma prawo ustalać cenę pracy i kto ponosi koszt ryzyka.
Autor zwykle negocjuje sam. Wydawca podpisuje dziesiątki albo setki umów i zna cały rynek. Dystrybutor operuje skalą, bez której wydawca nie dotrze do czytelnika. Największa księgarnia decyduje o ekspozycji, rabacie i widoczności. Każdy kolejny uczestnik łańcucha jest lepiej wyposażony w dane niż twórca.
Dlatego spór o 10 proc. nie skończy się na pytaniu, czy wydawnictwa stać na wyższą stawkę. Trzeba zapytać również, dlaczego cena okładkowa 60 zł może oznaczać 30 zł wpływu dla wydawcy i 2-3 zł dla autora, dlaczego warunki są objęte poufnością, dlaczego prawa do filmu lub przekładu bywają blokowane na lata oraz dlaczego sukces sprzedażowy nie zawsze daje twórcy proporcjonalny udział.
Polski rynek książki nie jest jednolicie biedny. Nie jest też jednolicie rentowny. Ma firmy zarabiające dziesiątki milionów złotych, oficyny balansujące na granicy opłacalności i wydawców kończących rok stratą. Wspólną cechą pozostaje jednak słaba pozycja autora. To on dostarcza produkt podstawowy, a mimo to najczęściej otrzymuje najmniejszą i najmniej przewidywalną część ceny.
Unia Literacka proponuje prostą tarczę: 10 proc. ceny okładkowej. Odrzucenie postulatu pozostawiłoby natomiast system, w którym kilka złotych za egzemplarz uważa się za naturalny koszt kultury. Tak naprawdę wybór nie przebiega między wolnym rynkiem a regulacją. Polski rynek książki już jest regulowany - przez przewagę największych dystrybutorów, niejawne umowy i asymetrię informacji. Pytanie brzmi, czy państwo zechce tę nierównowagę ograniczyć.
Źródła
1. Stowarzyszenie Unia Literacka, „Kampania stowarzyszenia pisarzy Unia Literacka «Dziesięć procent»”, informacja prasowa, lipiec 2026.
2. Polska Sieć Ekonomii, Jeszcze książka nie zginęła? Raport o stanie polskiego rynku książki, raport przygotowany na zlecenie Instytutu Książki, 2025.
3. Katarzyna Boni, Analiza zarobków pisarskich w latach 2017-2021(22), Unia Literacka, 2022.
4. Raport finansowy: wydawnictwa książkowe w Polsce 2024-2025, opracowanie na podstawie publicznych danych KRS/RDF odtworzonych w serwisie BizRaport, stan źródeł na 8 lipca 2026.
5. Polska Izba Książki, Analiza symulacyjna wprowadzenia jednolitej ceny okładkowej na polskim rynku wydawniczym, 2026.
Uwaga metodologiczna: wyniki finansowe poszczególnych podmiotów pochodzą z publicznych sprawozdań KRS/RDF lub ich odtworzeń. Część spółek stosuje rok obrotowy inny niż kalendarzowy, a niektóre dane są skonsolidowane. Przychód nie jest równy wartości sprzedaży książek w detalu, a zysk netto może obejmować zdarzenia jednorazowe, koszty finansowe i działalność niezwiązaną bezpośrednio z wydawaniem literatury.
Pobierz ebook "Wielki ranking agencji marketingowych 2026 roku i e-book o trendach w promocji w sieci"
Zaloguj się, a jeśli nie masz jeszcze konta w Interaktywnie.com - możesz się zarejestrować albo zalogować przez Facebooka.
Projektujemy i wdrażamy strony internetowe - m.in. sklepy, landing page, firmowe. Świadczymy usługi związane …
Zobacz profil w katalogu firm
»
Pozycjonujemy się jako alternatywa dla agencji sieciowych, oferując konkurencyjną jakość, niższe koszty i większą …
Zobacz profil w katalogu firm
»
W 1999 roku stworzyliśmy jedną z pierwszych firm hostingowych w Polsce. Od tego czasu …
Zobacz profil w katalogu firm
»
LivePrice umożliwia monitoring i automatyzację cen na najpopularniejszych marketplace’ach w Polsce — takich jak …
Zobacz profil w katalogu firm
»
Skorzystaj z kodu rabatowego redakcji Interaktywnie.com i zarejestruj taniej w Nazwa.pl swoją domenę. Aby …
Zobacz profil w katalogu firm
»
Interaktywnie.com jako partner Cyber_Folks, jednego z wiodących dostawców rozwiań hostingowych w Polsce może zaoferować …
Zobacz profil w katalogu firm
»
