11.12.2008 / Komentarze / Blogi

Obama pokaże PiS jak wygrać wybory?

  • Facebook Polub
  • LinkedIn Opublikuj
  • Twitter Udostępnij
Artur Kurasiński
milioner i geniusz
 

Dialogów na cztery nogi ciąg dalszy, albo jak kto woli: Artur i Jacek sądzą że rządzą cz. 3.

Kolejna odsłona naszej rozmowy, gdzie tym razem zajmiemy się wyzwaniami przed jakimi stoi polski marketing polityczny. Poglądów swoich nie ujawniamy,  jako że seks, pieniądze i polityka to tematy najbardziej emocjonalne w Polsce.

Chętnie natomiast przyjmiemy zlecenie na kampanie wyborczą ziemniaków, buraków, koniczyn lub polskich autostrad do nieba. Skoro nawet Lepper potrafił się zmienić (uściślając – nauczyć technik manipulacji), wychodzi na to, że każdy w Polsce może się sprzedać jak produkt i osiągnąć stan nirwany sejmowej lub rządowej. "Jest super, jest super więc o co Ci chodzi" jak śpiewał Muniek.

Zatem czas wyrzucić kapiszony i kupić pocisk dużego kalibru. Lub też sztucznego penisa w najbliższym sex-shopie. Hi hi.

AK74: Jacku teraz moja kolej. Wylaliśmy kubeł pomyj na polską "błogosferę" czas na krótki trip za wielką kałużę. Islamo-afro-amerykanin został wybrany 44 prezydentem kraju otyłych ludzi i piątej poprawki do konstytucji. Uważasz, ze to dzięki cudownej umiejętności autoprezentacji czy jednak wykorzystanie młodych geekow z profilami na Facebooku?

JG: Nic nie jest dziełem przypadku. To dobrze zaplanowana i przeprowadzona z rozmachem kampania phygital, marki „Barack Obama”. Zaczynając od kampanii PR (prowadzonej mniej więcej od 2004), przez zbiórkę pieniędzy, prawybory (pokonanie Hillary Clinton) oraz wyczerpującą i długotrwałą kampanię wyborczą.

Cały proces komunikacji był oparty na „meta medium” Internet i miał szereg odnośników do działań BTL, event, ambient, viral, buzz, endorsement (np. gwiazdy muzyki czy Hollywood)… co w efekcie prowadziło do ponadprzeciętnej obecności w mediach tradycyjnych takich jak prasa czy TV.

McCain cokolwiek by zrobił, mógł się tylko bronić i nawet medialna szarża (nieudana) z Sarą Paulin nie wyszła mu na dobre.

Geekowie używający twittera, ludzie zanurzeni w społecznościach, wyrażających się na Flickr/Myspace czy blogach – wszyscy oni byli światem doświadczeń marki, w którym rzeczywistość wirtualna i realna przenikała się. Strategia kampanii i kreacja/zaangażowanie wyborców (konsumentów) wykorzystywały wszystkie dostępne narzędzia do zintensyfikowania kontaktu z marką (Obama) w każdym wymiarze i w każdej możliwej przestrzeni.

Dobra prezencja Obamy i podbijanie wartości które były istotne dla wyborców (gospodarka, kryzys, miejsca pracy, bezpieczeństwo energetyczne), współgrały z wcześniej wspomnianą aktywnością, której HQ była strona www.barackobama.com



AK74: U nas wybory juz za dwa lata. Wyobrażasz sobie taka sytuacje - Kamiński i Bielan, nasi dobrze odżywieni doktorzy od kręcenia nagle przekonują sztab prezydenta do rzucenia zaczynają ewangelizować w Internecie, wrzucać filmiki ośmieszające rząd, zakładać profile na N-K... zaraz przecież oni to juz robią! W czym zatem nasi spece od mediów elektronicznych ustępują amerykańskim kolegom? Co za problem zawalić polski Internet po sufit reklamami jedynego słusznego prezydenta parę dni końcem glosowania?

JG: Mentalnie i merytorycznie nasi „specjaliści od polityki” (niezależnie od miejsca na tzw. scenie politycznej) są w wieku 20, a ideologicznie w wieku 19. Oczywiście, można to ubrać w szaty nowoczesnych narzędzi, próbować dotrzeć do wyborcy w naturalny dla niego sposób, ale czy będzie to efektywne?

Polityka już dawno przestała być areną „sprzedaży własnych wartości” a bardziej stała się walką na ładny wizerunek i garnitury, piękne słowa i gesty, reakcją na to co wymaga tzw. opinia publiczna, wyrażone zostanie w badaniach, focus grupach czy sondażach.

Więcej tu działań public relations, komunikacji do konsumentów (przez media elektroniczne – w tym przez Internet), administrowania zastanym stanem niż rzeczywistych działań i wyrazistych poglądów. A jeśli takowe się zdarzają, bardzo polaryzują ludzi (vide – sytuacja sprzed ostatnich wyborów) i są nadal kontynuowane w postaci „wojny polsko-polskiej”.

Nasi spece ustępują znacznie amerykańskim kolegom, nie dlatego że są mniej skuteczni, maja mniej pomysłów czy doświadczenia. Raczej powiedziałbym, że brak im dystansu do tego co robią.

Zamiast walczyć z każdym, oskarżać, szukać wrogów i spisków… nie lepiej obśmiać, zmniejszyć dystans, prosto wyartykułować chwytliwy slogan/wyróżnik produktu i przestać walczyć z dziennikarzami? Internet i reszta mediów czekają na przemyślane pomysły i wyważoną komunikację.


Np. Dla problemu  - „Kaczyzm, kaczki, kaczory, etc”, wystarczyłoby wypuścić serię filmów viralowych połączonych z fajnym profilem na społecznościach, spławić Wisłą kaczki gumowe, zrobić komiks lub zabierać maskotki-kaczki na konferencje prasowe i głosić dostadne bon-moty z kaczkami w roli głównej.

Na początku, nie byłoby łatwo (spora liczba antagonistów) ale po jakimś czasie stałoby się to tak naturalne, że przestałoby być powodem do żartów, niepotrzebnych emocji i polaryzacji.

Trzeba spuścić nieco powietrza z tego balona, bo inaczej nigdy nie wyjdzie się ze swoich okopów ciągłej wojny ze wszystkimi dookoła. Był sobie kiedyś chomiks (tyś był jego sprawcą), to czemu nie mógłby być kontynuowany z innymi bohaterami w podobnej konwencji?

AK74: Jacku ironizujemy sobie i dworujemy z polskiej polityki tymczasem większość partyjnych działaczy naprawdę zupełnie nie zna się na mediach a szczególności Internecie. Gdybyś miał się wczuć na chwilę w rolę doradcy jednej z partii co byś starał się jej przekazać?

JG: Jak nie dworować, jeśli partie/politycy zachowują się jakby nie rozumieli że zmieniła się konsumpcja mediów, zachowania konsumentów i rola Internetu – „meta medium” będącego soczewką wszelkich działań BTL, ATL lub event.
Jeśli używany jest Internet, to w sposób prymitywny i krótkowzroczny.

Jak bowiem nazwać flame war  „lipnych bohaterów” trwający na forach, blogach, w komentarzach - wyczyniany przez zastępu buzz żołnierzy dwóch, tzrech największych partii w Polsce. Jak nazwać ironiczne wypowiedzi dot. internautów (przypisek o piwie i pornografii)? Idziemy po najmniejszej linii oporu…

Jeśli miałbym się postawić w roli spin doktora, z chęcią wskazałbym sposób w jaki budują wizerunek brytyjscy konserwatyści i David Cameron. Videoblog,  blogi, marketing wirusowy, mocny PR, odświeżenie wizerunku partii (w tym logotypu), inicjatywy ekologiczne, budowanie inicjatyw i poparcia lokalnego, wolontariatu… kompletne złamanie wizerunku rządów partii M. Thatcher i J. Majora, który ciążył dekadę na torysach.

Ok. można powiedzieć że to oportunizm, ale ta partia próbuje się zmienić – stawiając na transparentność, profesjonalizację kadr, zastosowanie głownie narzędzi marketingu internetowego, event’ów i BTL (czyli phygital). Studiują dokładnie case Obamy, jak wygrać z Labour Party w najbliższych wyborach.

Również skorzystałbym z wzorców amerykańskich, próbując dobrać najlepsze narzędzia i kanały komunikacji na rynku polskim. Warto zapoznać się co było tak naprawdę głównym powodem wygranej Obamy http://xplane.com/obama/ - zaangażowanie i masowe poparcie wyborców.

Z takim orężem, nawet przeżywająca w Polsce kryzys lewica mogłaby wygrać. Ale tego nie zrobi się w ciągu 1-2 lat, to ciężka praca u postaw na dłuższy okres.

AK74: Wierzysz w to, że partia polityczna jest takim samym produktem jak masło czy buty? Można kształtować wizerunek, manipulować odbiorcami stosując te same metody marketingowe? Polityce powinni czytać Kotlera?

JG: Powiem wprost, partia polityczna i każdy polityk to produkt (niezależnie od poglądów – lewica, prawica, centrum). Marka polityka, partii musi codziennie starać się o przeżycie, zabiegać o zaangażowanie konsumenta i walczyć z konkurencją rynkową.

Arena polityczna, to specyficzne otoczenie rynkowe, gdzie wydarzenia dzieją się znacznie szybciej, są odbierane bardzo emocjonalnie i na wielu płaszczyznach. Uwielbienie i miłość, przeplata się z nienawiścią i wrogością. Na takiej mieszance wybuchowej, naprawdę można bardzo dobrze działać (wpływać) na konsumentów.

Kotler to nie wszystko, politykom poleciłbym Jack’a Trout’a oraz strategię błękitnego oceanu. Po co walczyć w zwarciu? Nie lepiej znaleźć inne wyróżniki lub produkty, powody dla których konsumenci wybraliby produkt – partię, polityka X, Y lub Z?

AK74: PIS przygotował taką stronę „porażka roku” mająca być w zamyśle „bombą” przygotowaną na rocznicę działalności rządów PO. Wyszedł kapiszon. Prezydent poleciał do Mongolii – zepsuł się samolot. Poleciał do Japonii – gospodarz zachorował. Myślisz, że mając takiego pecha można prowadzić sensowną politykę PR?

JG: Nie chcę wyjść na obrońcę tej partii: chęci są dobre – ale wykonanie nie zawsze dobre. To także kwestia skłócenia tej partii z głównymi mediami w Polsce. Naprawdę kuriozalne jest to że partia opozycyjna walczy z mediami, jest popierana przez telewizję państwową a partia rządząca jest pupilem mediów prywatnych. To kompletne odwrócenie roli, które prowadzi do tego że pechowe sytuacje urastają to rangi wielkich wydarzeń.

Używanie języka dosadnego przez PIS, szukanie spisków nie wpływa na poszerzenie bazy konsumentów (wyborców). Wystarczyłoby zejść z komunikacją do poziomu zjadliwego, punktować rządzących w zaniechaniach, kryzysie gospodarki… tak jak to powinna robić normalna opozycja.

Także ta partia może działać z sukcesem, co pokazała w kampanii w roku 2006 (wygrywając z PO), stosując wiele pomysłów przeniesionych z kampanii prowadzonych w USA .

AK74: Można dziś „robić” politykę nie rozumiejąc nowoczesnych mediów? Kamiński i Bielan to młode wilki ale wydaje mi się, że ich zdolności działań w mediach elektronicznych są na poziomie założenia profilu na N-K (po to aby z niego spamować). Może warto skorzystać z wiedzy zewnętrznych firm, speców i wiedzy? Może zamiast kręcić durne klipy w stylu „mordo ty moja” warto zapłacić prawdziwym spin doktorom np. z USA?


JG:  Nie można zapomnieć o „nowych mediach”, trzeba je w pełni zrozumieć. Po to horda polityków z Polski pojechała do USA patrzeć „jak to się robi” w trakcie kampanii Baracka Obamy.

Oby z tego wyszło coś konstruktywnego, a nie kolejne odsłony „polityki miłości” w wykonaniu rządu, plany 1000 letniej budowy autostrad lub Orlików, walki na miotane obelgi – typu „kaczyzm to faszyzm 21 wieku”, „kapiszony”, „karły moralne”, rzucanie teczkami lub książkami z IPN, radosna „tfórczość” posła-aktora Palikota, prawie-jak-bale i wystąpienia prezydenta lub bojkoty mediów…

Dobrą i skuteczną kampanię wizerunkową i sprzedażową każdej partii mogą zrobić dzisiaj TYLKO i wyłącznie specjaliści zewnętrzni, którzy będą oddzielali uczucia i emocje, od chłodnego profesjonalizmu i żelaznej konsekwencji. Tylko oni posiadają adekwatną wiedzę by promować partię polityczną/polityka jak normalny produkt rynkowy.

Takich specjalistów można szukać w USA, ale równie dobrze może to być dobra agencja reklamowa lub freelancerzy/konsultanci. Może nadal to w Polsce jest jakieś novum, ale czas by to uległo zmianie.

Inaczej… nadal do czynienia będziemy mieli z przaśno-buraczaną polską polityką i politykami, którzy powinni już dawno wybrać się na emeryturę oraz będziemy oglądać przeróbki spotów wyborczych na youtube w stylu „smerfne salony” i żenujące JPG’i (pro lub anty danej partii) krążące w mailach.
 

  • Facebook Polub
  • LinkedIn Opublikuj
  • Twitter Udostępnij
Tag arrow
Chmura tagów

Tagi: donald tusk, kaczor, kaczyński, obama, pis, po, polityka


Komentarze (16)
« Poprzednia  2 / 2 
mn
11. mn 15.12.2008 / 04:09
@Jacku

doczytaj sobie lepiej
http://wyborcza.pl/1,75478,6022762,Orliki_przyleca_w_mikolajki.html
Jacek Gadzinowski
12. Jacek Gadzinowski 15.12.2008 / 08:14
Zalezy co rozumiemy przez otwarcie, - oddanie do uzytku, czy przeciecie wstegi :)? Semantyka, za kazdym razem mowi sie o innych liczbach - te ktore przytoczylem byly z depeszy PAP.

Na marginesie, 1 z pierwszych orlikow z tego co pamietam stal zamkniety kilka tygodni, zanim zaczął być używany.

Ot, taki PR. :)) i taka dokładność.
Grzegorz Skuza
13. Grzegorz Skuza 15.12.2008 / 09:44
Pozwólcie, że odniosę się do treści tego wpisu, gdyż jego teamtyka jest mi bardzo bliska. Uważam, że Internet i profesjonalnie zaplanowana kampania wyborcza przyczyniły się do sukcesu Obamy, jednak stwierdzenie, że to właśnie te elementy przeważyły, jest zbyt daleko idącym uogólnieniem. Przyczyny sukcesu leżały w kwestiach o wiele poważniejszych niż liczba wyświetleń filmików promujących kandydata Demokratów na YouTube. Pokrótce można je przedstawić następująco:
- Obama zdecydował się postawić na politykę wewnętrzną USA - w czasach kryzysu to rzeczywiście rozsądne wyjście - McCain nadal chciał być "szeryfem";
- McCain'a poparł Bush - dla Amerykanów to był komunikat typu: "Stwierdzam, że ten oto człowiek będzie nadal kontynuował proces budowy recesji w gospodarce i faszerowanie ołowiem amerykańskich żołnierzy na wszystkich frontach świata" - Republikanie sami sobie strzelili w stopę, tu był potrzebny konflikt na linii McCain-Bush, tak zaś Obama dostał pulę głosów niezdecydowanych wyborców, aczkolwiek nienawidzących Busha w prezencie;
- Obama nie był kolejnym "złotym, białym chłopcem" - dla wszelkich mniejszości rasowych i etnicznych w USA głosowanie na niego było niejako naturalnym wyborem.
Nie twierdzę, że Internet i działania w pozostałych mediach nie miały wpływu na zwycięstwo Obamy. Zanim jednak będziemy mówić, że to internauci i entuzjaści nowych mediów wybrali prezydenta USA warto spojrzeć na content tej kampanii i specyfikę amerykańskiego elektoratu.
W Polsce trudno by było powtórzyć podobne działania z uwagi na chociażby liczbę obywateli naszego kraju mających dostęp do Internetu. By sieć rzeczywiście wpływała na to, przy którym nazwisku postawimy krzyżyk oddając głos w wyborach, musi minąć jeszcze trochę czasu. Polaków czeka jeszcze mnóstwo nauki na temat funkcjonowania samej demokracji, jak również efektywnego korzystania z Internetu.
Jeśli ktoś szuka przykładów zastosowania nowych mediów w polskich kampaniach wyborczych to polecam prześledzenie drogi Michała Jarosa z PO do uzyskania mandatu poselskiego.
Artur Kurasinski
14. Artur Kurasinski 16.12.2008 / 11:49
@ Grzegorz Skuza - Grzegorzu, to co podkreslal Jacek to nie roznica w programach wyborczych ale sposob komunikacji tych programow :) My sie nie klocimy co jest lepsze dla Ameryki ale co zostalo (i jak) sprzedane wyborcom.

Wzielismy na warsztat nowe media jako platforme (tfu tfu) na ktorej sztab Obamy przeprowadzil blitzkrieg i dal lupnia MaCainowi.

Ergo - program jest oczywiscie wazny (nawet bardzo) ale nie wiem czy nie mniej wazny jest kanal jego komunikacji :)
Jacek Gadzinowski
15. Jacek Gadzinowski 02.01.2009 / 13:58
PIS - ciekawe, czy uda im sie zmienić wizerunek medialny?
Na pierwszy rzut, powinni skończyć z "bojkotem mediów" i obrażaniem się na internet oraz programy satyryczne.

http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80271,6115224,Z_wigorem_i_energia___w_PiS_powstala__specgrupa_medialna_.html

Tak jak wspomniał Artur, program - programem, ale ważniejsze jest jaki kanał komunikacji jest użyty, w jaki sposób komunikujemy sie z odbiorcami produktów (partia polityczna).
Jacek Gadzinowski
16. Jacek Gadzinowski 01.03.2009 / 18:37
Apropo... jeśli zabierać się do tematu profesjonalnie, to przykład można brać z rządu brytyjskiego.

http://jobs.brandrepublic.com/job/348344/director-of-digital-engagement
(dla porownania pensja premiera GB to 64K funtow)

http://www.careers.civil-service.gov.uk/index.asp?txtNavID=113&txtOverRideDocID=48837 (przeczytajcie dokładnie)

Nasi 19 wieczni politycy, w 21 wieku... moga się udać tylko na mentalny cmentarz ;) Im szybciej, tym lepiej.
« Poprzednia  2 / 2 
Trwa zapisywanie komentarza
Dodaj komentarz
Zaloguj się
Jeśli nie masz jeszcze konta w Interaktywnie.com - możesz się zarejestrować albo
wymagane
 
obrazek nieczytelny
 
 
wyślij
wizytówki firm
szukasz klientów dla firmy?
NuOrder
 
Arrow
newsletter
Arrow
Loader
Up Down
ostatnie komentarze
 
Dołącz do społeczności interaktywnie.com
 
 
 
 
© 2019 interaktywnie.com. All rights reserved.