22.09.2017 / Okiem eksperta / Trendy
 

Nie auto, tylko smartfon zapewnia mobilność, czyli o tym jak podróżują Millenialsi

  • Polub
  • Opublikuj
  • Udostępnij
 
Krzysztof Chojnacki (fot. Freebee)
Krzysztof Chojnacki (fot. Freebee)

Co zmieniło się w ciągu ostatnich lat, że w Stanach Zjednoczonych biją na alarm, iż milenialsi nie chcą jeździć samochodami tak, jak ich rodzice? Co sprawiło, że pokolenie Y dziś ma zupełnie inne podejście do przemieszczania się niż poprzednie pokolenia? Jakie są aktualne trendy w korzystaniu z transportu indywidualnego i publicznego wśród milenialsów w Polsce, Europie i USA? O tym specjalnie dla Interaktywnie.com pisze Krzysztof Chojnacki z Agencji Freebee.

Milenials coraz rzadziej prowadzi auto

Od kilku lat w Stanach Zjednoczonych pojawiają się głosy, że milenialsi nie chcą już jeździć samochodami. A jeśli jeżdżą, to rzadziej. Wcześniej alarmowano jednak, że coraz więcej czterech kółek jeździ po drogach. Odwrócenie trendu powinno więc cieszyć, nie tylko ekologów. Samochód – typowy symbol naczelnej amerykańskiej wartości: wolności – ma w dzisiejszej Ameryce coraz mniejsze znaczenie. Młode amerykańskie pokolenie coraz rzadziej chce w ogóle robić prawo jazdy (spadek z 85% do 73% w ciągu 14 lat ) i znacznie chętniej przesiada się na rower. Trend ten jest widoczny również w Europie – już w 2012 roku sprzedaż rowerów przewyższyła sprzedaż aut. 

A tymczasem jeszcze niedawno na amerykańskich osiedlach nie budowano nawet chodników, bo… nie były potrzebne! Wszyscy jeździli, nikt nie chodził… 

Co oznaczają te wszystkie zmiany? Przede wszystkim, że ludzie powracają do miast. Nie chcą już budować domów na słynnych amerykańskich przedmieściach. 80% osób w wieku 18-34 lat z większych miast w Stanach woli mieszkać w miejscu, gdzie nie muszą polegać wyłącznie na samochodzie, aby móc się przemieszczać z miejsca na miejsce, jak wynika z raportu „Millennials in Motion” . Podobnie zresztą dzieje się w Europie – ten trend obserwuje się już od ponad 20 lat, co potwierdził wydany przez ONZ raport z 2011 roku . Na utrzymanie domu i długie dojazdy do pracy nie każdy może sobie pozwolić, zwłaszcza, że wokół pojawia się tyle innych możliwości wydawania środków. 

Ponadto zmienia się ludzka świadomość i podejście – na bardziej ekologiczne. 39% milenialsów deklaruje, że jeździ rzadziej ze względu na środowisko – wynika z badania przeprowadzonego przez Zipcar – firmę carsharingową .

Nie bez znaczenia są także rosnące ceny benzyny. Niektórzy twierdzą, że nadal liczne jednostki mają przed oczami obraz kryzysu ekonomicznego sprzed dekady, który zrujnował także finanse młodych, tracących masowo pracę, a nadal mających do spłacenia kredyt studencki.

Co więcej, młode pokolenie coraz częściej odkłada na później decyzję o założeniu rodziny, przez co – w przypadku gospodarstw jednoosobowych lub gdy nadal mieszka się ze zmotoryzowanymi rodzicami – samochód przestaje już mieć takie znaczenie. Również rosnąca popularność pracy zdalnej oraz rozmowy online na Skype, Facetime, Whatsapp itp. sprawiają, że milenialsi rzadziej korzystają z samochodu, bo po prostu nie muszą. Aby porozmawiać z innymi, wystarczy im jedynie dostęp do internetu. Podobnie na rzadsze podróże autem wpływa coraz gęstsza sieć parkingów Park & Ride, dzięki czemu zostawia się cztery kółka przed wjazdem do ścisłego centrum miasta.

Istotnym czynnikiem zmiany przyzwyczajeń przedstawicieli obecnego pokolenia w stosunku do ich rodziców i dziadków jest… technologia. Dowodów na tę tezę jest wiele. 

Przeżywanie vs posiadanie

O milenialsach często mówi się, że są pokoleniem, które stawia na przeżywanie, nie zaś na posiadanie. Jak podaje Zipcar, jest ono najważniejsze dla 61% z nich . Dlatego młodzi chętniej niż ich rodzice wydają np. na festiwale muzyczne i podróże niż na fizyczne przedmioty. 

Od niedawna w radiu krąży spot o używaczach vs posiadaczach. To reklama leasingu, w której podkreśla się, że lepiej jest używać niż posiadać, bo tak wygodniej, a przy okazji wychodzi taniej. Niewątpliwie to przesłanie trafia do milenialsów, którzy zamiast kupować samochód, coraz chętniej dosiadają się do auta, które prowadzi ktoś inny, a zamiast nabywać płyty muzyczne, po prostu słuchają muzyki z serwisów streamingowych. Nie muszą już posiadać rzeczy na własność. Mogą i nawet stać ich na to, ale nie muszą i często nie chcą. 

To oni czerpią najgłębiej z trendu, jakim jest ekonomia współdzielenia, która – najprościej ujmując – polega na wspólnym udostępnianiu i korzystaniu z zasobów, aby zwiększyć ich efektywność. Z raportu PwC wynika, że już 26% Polaków aktywnie korzysta z ekonomii współdzielenia . Ideę tę doskonale uosabia carsharing.

Carsharing na 3 sposoby

To nie jest tak, że milenials nagle przestał jeździć samochodem. On nadal z niego korzysta, ale nie oznacza to, że go prowadzi czy też, że posiada go na własność.

Chyba nie ma w Polsce przedstawiciela generacji Y, który by nie słyszał o BlaBlaCarze. Platforma ta łączy osoby, które wybierają się w dłuższą podróż, z pasażerami, którzy chcą zapłacić mniej za przejazd, niż gdyby mieli skorzystać z większości publicznych środków transportu. Kierowcy publikują swoją ofertę na platformie blablacar.pl, a wszyscy chętni na wspólny przejazd szukają najlepszych możliwości dojazdu do miejsca, w którym chcą się znaleźć. Po wyszukaniu oferty spełniającej wymagania dokonują rezerwacji i umawiają się na wspólny przejazd telefonicznie lub online. Kierowca sam ustala stawkę, dzięki czemu również i jego podróż kosztuje mniej. W ten sposób obie strony są zadowolone i docierają do celu.

BlaBlaCar wygląda jak oddolna inicjatywa – miejsce, które skupia dwie zainteresowane wymianą osoby. Platforma dba o to, by stawki proponowane przez kierowcę były uczciwe, krótko mówiąc: by nie osiągał zysku. Szlachetnie. 

Ale zysk już osiągają firmy, takie jak CarSharing Panek, Traficar czy 4Mobility, które udostępniają wszystkim chętnym pojazdy ze swojej floty. Aby skorzystać z auta, wystarczy jedynie pobrać aplikację na smartfona. To przy jej pomocy odnajdzie się wolny pojazd, następnie wystarczy zeskanować kod QR znajdujący się na szybie samochodu, aby ten otworzył się dla kierowcy. I już można ruszać w drogę! Gdy zakończy się jazdę, auto odstawia się w wyznaczonej strefie miejskiej. 

Co ciekawe, każdy wypożyczający taki samochód zaoszczędzi na miejscach parkingowych w mieście, gdyż te już są z góry opłacone przez firmę udostępniającą pojazd. Ile kosztuje korzystanie z takich rozwiązań? Każda z wyżej wspomnianych marek ma oczywiście indywidualny cennik, zazwyczaj obejmują one przejechane kilometry oraz czas spędzony w aucie. Niektórzy twierdzą, że w pewnych sytuacjach korzystanie z Traficar i jemu podobnych wychodzi taniej niż… taksówka! Do aplikacji podpina się kartę płatniczą, dzięki czemu płatność następuje automatycznie i bezproblemowo.

Na razie każda z tych firm działa w Warszawie, a Traficar dodatkowo również w dawnej stolicy naszego kraju – Krakowie.

W kontekście carsharingu trudno nie wspomnieć o Uberze, który zawojował światowy rynek. Stał się globalną marką, która niestety w Polsce nie nosi znamion ekonomii współdzielenia tak, jak za oceanem, w kraju swoich narodzin. Uber jest platformą, która łączy kierowców i pasażerów, przypomina korporację taksówkarską. To, co ją od niej różni, to fakt, że proponowane stawki są niższe i wahają się w zależności od zapotrzebowania na przejazd. Uber, ale także już i coraz więcej firm taksówkarskich, daje możliwość oceny zarówno kierowcy, jak i pasażera za pomocą aplikacji. To tworzy zaufaną społeczność. 

W USA marka ta jest jednak bardziej „carsharingowa”. Można z Ubera korzystać jeszcze w niższych cenach, ale wtedy dzieli się auto z innymi osobami, które dosiadają się po drodze. Co ciekawe, w kraju tym z szybkich pasów ruchu można korzystać, gdy autem jedzie więcej niż jedna osoba, co wpływa na przyspieszenie podróży.

Za oceanem istnieje wielu naśladowców Ubera, np. Lyft, który pozwala na wręczanie napiwków kierowcom. Uber poszedł jego śladem i wdrożył tę możliwość w kilku amerykańskich miastach: Seattle, Minneapolis i Huston. Lyft ma jeszcze jedną ciekawą funkcję, której nie posiada wielki konkurent: pozwala tworzyć profil użytkownika, dzięki czemu można się więcej dowiedzieć o osobie, u której zamawia się przejazd. W ten sposób buduje się namiastkę społeczności, co w świecie, w którym młodzi ludzie nie potrafią funkcjonować bez social media, ma niebagatelne znaczenie.

W Polsce alternatywą dla Ubera stało się m.in. Taxify, które zrzesza nie tylko wolnych strzelców jak kierowcy Ubera, ale także taksówkarzy. Cechuje się stabilnymi stawkami i to może skusić konsumentów, ale póki co, to Uberowi pękło wiosną ponad milion użytkowników w samej Polsce, nie Taxify. Z dużym prawdopodobieństwem większość z nich to milenialsi. 2/3 użytkowników Ubera, Lyfta i Sidecar (ostatnią firmę już zamknięto) w USA, to osoby poniżej 35. roku życia – na takie badanie powołuje się raport „Millennials in Motion” .

Miejski rower to już nie holenderka

Samochód nie jest jedynym środkiem transportu, z którego w coraz sprytniejszy sposób korzystają milenialsi, czy to dorabiając jako kierowcy Ubera, czy dzieląc przestrzeń w aucie z innymi użytkownikami BlaBlaCara. Wielkim hitem w kraju nad Wisłą okazały się systemy rowerów miejskich. Największy z nich znajdziemy w stolicy. Jeździ po niej aż 4925 rowerów Veturilo, a liczba stacji wynosi 337. Ten z założenia alternatywny środek transportu, uzupełnienie komunikacji miejskiej, stał się na tyle popularny, że warszawiacy chętnie korzystają z miejskich rowerów również w celach rekreacyjnych. 

Ponownie i w tym przypadku, aby zacząć korzystać z Veturilo, należy pobrać odpowiednią aplikację. Wówczas otrzyma się dostęp do mapki z wolnymi rowerami. Wypożyczenie zajmuje dosłownie chwilę, podobnie jak zwrot. Pierwsze 20 minut jazdy jest darmowe, za resztę płaci się przy pomocy wirtualnej portmonetki, którą zasila się za każdym razem, gdy liczba znajdujących się w niej złotówek spadnie poniżej 10 zł. 

W całej Polsce już 1,1 mln osób korzysta z sieci rowerów miejskich . Dzisiaj w stolicy, słysząc hasło: „miejski rower”, nie myśli się o klasycznej holenderce, ale właśnie o Veturilo. System stał się tak popularny, że od końca sierpnia do zwykłych rowerów dołączyły również te elektryczne. Można je znaleźć na stacjach położonych wzdłuż Skarpy Warszawskiej, gdzie teren staje się bardziej pofalowany.

To na nich można sprawnie przemknąć między autami stojącymi w korku. Mowa o skuterach, których na chwilę obecną jedynie warszawiacy nie muszą posiadać na własność, aby móc nimi jeździć. Tutaj ponownie wystarczy pobrać aplikację, by zacząć korzystać z eko skuterów. „Jeden Ślad” to sieć elektrycznych skuterów – w bazie znajduje się obecnie 100 sztuk. Za korzystanie z nich można płacić na dwa sposoby: wybierając opcję prepaid (doładowując konto jak w Veturilo) lub płacąc stały abonament, a wówczas opłata za każdą minutę jazdy jest znacznie niższa. Skutery docenią ci, którzy nie posiadają prawa jazdy, chcą parkować tam, gdzie im wygodnie (oczywiście w ramach prawa) i zwinnie omijać korki, by zawsze dojeżdżać na czas. 

Projekt „Jeden Ślad” wystartował w ostatnią majówkę, dopiero się rozkręca, bo firma planuje docelowo powiększyć swoją stajnię do 700 skuterów. Czy się przyjmie – czas pokaże, ale znając milenialsów i ich zamiłowanie do alternatywnych środków transportu, trudno wróżyć konceptowi niepowodzenie. 

Milenials nie stoi w kolejce 

Wygoda, oszczędność czasu i pieniędzy – jakikolwiek produkt to da, z pewnością znajdzie licznych fanów – osoby, które decydują się posiadać własne auto, nie zapominają o tym, by szukać rozwiązań, które to zapewniają. Milenialsi optymalizują koszty choćby podczas korzystania z płatnych stref parkowania. Za parkometry płacą z poziomu aplikacji takich jak SkyCash czy moBILET, nie muszą więc nawet ich szukać.

Wspomniane aplikacje dają jeszcze większą elastyczność, ponieważ osoby, które z nich korzystają, nie muszą wcale z góry ustalać, ile czasu zajmie im postój, ani w wypadku przedłużenia go wracać do auta, by ponownie opłacić parkometr i zostawić bilet za szybą. System pobiera opłatę po zakończeniu parkowania, przez co nie nadpłaca się ani grosza. 

SkyCash i moBILET umożliwiają również kupowanie biletów na transport publiczny (autobusy, tramwaje, pociągi), również w ilościach hurtowych, co wydaje się świetnym rozwiązaniem w przypadku wycieczek grupowych. Kupując bilety z tymi aplikacjami, nie trzeba szukać kiosku ani drobnych w kieszeni. No i oczywiście można zapomnieć o staniu w kolejkach!

Milenials najpierw szuka online

Wśród milenialsów korzystających z transportu miejskiego powodzenie mają aplikacje, które udostępniają rozkłady jazdy autobusów, tramwajów czy busów dalekobieżnych oraz pokazują szacowany koszt dojazdu. W Polsce popularnością cieszą się jakdojade.pl oraz e-podroznik.pl, z poziomu którego, można dodatkowo kupić bilet. Z raportu „Milenials in motion”  wynika, że milenialsi kładą wielki nacisk na łączność mobilną oraz informacje w czasie rzeczywistym. Dlatego takie aplikacji są dla nich wybawieniem, kiedy szukają informacji, jak o danej porze dnia mogą dostać się z punktu A do punktu B. Greyhound (amerykański odpowiednik PKS-u) obserwuje, że już 43,6% jego pasażerów (a są to dane na lata 2010-2013) korzysta z apek . 

Podczas gdy polska kolej się modernizowała, na jej oczach wyrosła konkurencja. Od sześciu lat po polskich drogach jeździ Polski Bus. Marka zasłynęła nie tylko komfortowymi autobusami, w których jest Wi-Fi, ale także tym, że kupując odpowiednio wcześnie bilet na przejazd, można za niego zapłacić jedynie symboliczną złotówkę. Co ważne – kupuje się wyłącznie online. Grupa docelowa staje się więc zawężona do użytkowników internetu. Polski Busi wozi milenialsów i inne generacje zarówno po Polsce, jak i poza jej granicami. 

Mobilność w przestworzach

Również linie lotnicze wychodzą naprzeciw wymaganiom coraz bardziej mobilnych i lubiących komfort klientów. Ci, którzy latają m.in. LOT-em, WizzAirem czy Ryanairem mogą pobierać na swojego smartfona mobilne karty pokładowe, również za pośrednictwem obrendowanych aplikacji. Milenialsi posiadający iPhone’a chętnie korzystają z Wallet – apki, która gromadzi wszystkie karty pokładowe, a także do kina, kupony, karty lojalnościowe itp. Wystarczy jeden skan QR kodu znajdującego się w aplikacji, aby można było wejść na pokład samolotu.

Bez smartfona ani rusz

Samochód dla młodego pokolenia nie jest już symbolem statusu, ale po prostu środkiem transportu. Zipcar podaje, że milenialsi są bardziej przywiązani do smartfonów niż starsze generacje. Utratę smartfona postrzega jako coś bardzo negatywnego 39% milenialsów, podczas gdy tę samą odpowiedź daje ledwie 14% osób w wieku 45-54% lat. Ten sam przedział wiekowy w 49% najbardziej przeżyłby utratę samochodu – tak samo uważa jedynie 26% milenialsów .

Bierze się to stąd, że to smartfon, już nie auto, zapewnia mobilność. To on stanowi centrum dowodzenia, w którym znajdują się aplikacje ułatwiające poruszanie się po mieście i na dalszych dystansach. 

Tak więc klucz do korzystania z nowoczesnych rozwiązań w transporcie miejskim i prywatnym stanowi zawsze smartfon z dostępem do internetu. Bez niego ani rusz. Dosłownie i w przenośni. Tylko wtedy można pobrać odpowiednią aplikację i korzystać z platformy carsharingowej, sieci miejskich rowerów, skuterów itd. Ale to nie jedyny klucz – druga rzecz to karta płatnicza, która jest z taką apką powiązana. Aby więc cieszyć się z dobrodziejstw wspomnianych w tekście rozwiązań, należy posiadać konto w banku. Widać czarno na białym, że rewolucja motoryzacyjna ma związek z nowymi zdobyczami technologii oraz pojęciem już znacznie mniej brzmiącym sexy – z sektorem finansowym… Okazuje się więc, że zmiany w poruszaniu się zarówno transportem publicznym, jak i indywidualnym są pokłosiem rewolucji technologicznej. To ona jest praprzyczyną zmian, jakie w ciągu ostatnich lat zaszły na naszych oczach i drogach. I to właśnie milenialsi doskonale wiedzą, jak czerpać z niej korzyści.

 

Krzysztof Chojnacki - Head of Marketing Agencji Freebee, odpowiedzialny za strategiczne działania komunikacyjne w obrębie marek znajdujących się w portfolio New Media Ventures. Posiada ponad 10-cio letnie doświadczenie w obszarze marketingu i mediów cyfrowych. Praktyk marketingu komunikacji, wcześniej odpowiedzialny m.in. za polski launch aplikacji mytaxi.

 

  • Polub
  • Opublikuj
  • Udostępnij
wizytówki firm
szukasz klientów dla firmy?
  • NuOrder NuOrder

    Jesteśmy partnerem marek w zakresie kompleksowych działań interaktywnych i kampanii performance. Budujemy...

    Zobacz profil w katalogu firm
  • - AGENCJA INTERAKTYWNA - JAAQOB - AGENCJA INTERAKTYWNA - JAAQOB

    Pracujemy na sukces naszych Klientów. Projektujemy zachwycające kreacje graficzne, użyteczne serwisy internetowe i...

    Zobacz profil w katalogu firm
  • AdROI AdROI

    AdROI jest niezależną agencją marketingową skoncentrowaną na projektowaniu i realizacji wielokanałowych...

    Zobacz profil w katalogu firm
Komentarze (2)
robak
1. robak, 94.254.245.*, 22.09.2017 / 17:35
"Okazuje się więc, że zmiany w poruszaniu się zarówno transportem publicznym, jak i indywidualnym są pokłosiem rewolucji technologicznej. To ona jest praprzyczyną zmian, jakie w ciągu ostatnich lat zaszły na naszych oczach i drogach. I to właśnie milenialsi doskonale wiedzą, jak czerpać z niej korzyści."
Mądrego to aż miło posłuchać.
jolka
2. jolka, 217.149.249.*, 25.09.2017 / 08:57
robak, to szydera? bo tak brzmi, a nie widzę powodu.
Trwa zapisywanie komentarza
Dodaj komentarz
Zaloguj się
Jeśli nie masz jeszcze konta w Interaktywnie.com - możesz się zarejestrować albo
wymagane
 
obrazek nieczytelny
 
 
wyślij
wizytówki firm
szukasz klientów dla firmy?
6ix
NuOrder
 
Arrow
newsletter
 
Dołącz do społeczności interaktywnie.com
 
 
 
 
© 2017 interaktywnie.com. All rights reserved.