4.04.2016 / Biznes
 

Spotify pożycza pieniądze od inwestorów. Kiedy zaczną zarabiać?

  • Polub
  • Opublikuj
  • Udostępnij
 

Szwedzki serwis streamingowy rośnie jak szalony, ale póki co nie idą za tym żadne pieniądze. W 2014 roku spółka ciągle była pod kreską, ze stratą w wysokości 162 milionów euro (danych za 2015 rok jeszcze nie ujawniła). Inwestorzy zaczynają tracić cierpliwość?

Tak można zinterpretować ostatnie wydarzenia w spółce, która kolejną rundę finansowania pozyskała na zgoła innych warunkach niż wcześniejsze. Od początku środki na rozwój Spotify, które przecież nigdy nie zarobiło ani jednego euro, zapewniały fundusze venture capital, działające na prostej zasadzie - kupić taniej sprzedać drożej. Kiedy technologiczny start-up urósł na tyle, że mógł zadebiutować na giełdzie, fundusz - po określonym czasie - mógł wycofać się z inwestycji, sprzedając jego akcje z większym bądź mniejszym zyskiem.

Spotify działało tak samo, dając sobie czas na zdobycie odpowiedniego zasięgu. - Spotify to wciąż młoda spółka, która ma połowę udziałów w całym światowym streamingu muzycznym, ale to także biznes, który potrzebuje skali. Na razie to ciągle nisza. Cały czas walczymy o nowych użytkowników, rozwijamy się, wchodzimy do nowych krajów. Teraz decyzją zarządu i inwestorów walczymy o jak największy wzrost. Będziemy walczyć o użytkowników Premium, ale nie chcemy stawiać muru, bo użytkownik, którzy nie będzie chciał zapłacić i tak tego nie zrobi, tylko skorzysta z nielegalnych serwisów peer-to-peer lub YouTube - tak na pytanie o zyski odpowiadał jeszcze w 2015 roku Przemek Pluta, Business Manager CEE w Spotify.

W USA nie jest to niczym nietypowym. W wielu krajach wejście na giełdę jest jedynym sposobem pozyskania odpowiednio wysokich funduszy na rozwój. W USA debiut na parkiecie jest niemal pewnikiem, jednak start-upy stać na to, by swoje IPO odkładać tak długo, by poczuć się na giełdzie możliwie pewnie. Umożliwia to niezwykle rozbudowany rynek venture capital/private equity oraz prężnie działajacy rynek obligacji korporacyjnych.

Z tego ostatniego sposobu właśnie skorzystało Spotify. Spółka pozyskała miliard dolarów w zamian za obligacje, które inwestorzy będą mogli po debiucie giełdowym zamienić na akcje Spotify, po kursie nawet o 20 procent niższym niż ich giełdowa wartość. Odsetki od obligacji to na początku aż 5 procent rocznie, mają jednak rosnąć, gdy spółka będzie zwlekała z wejściem na parkiet.

Pozyskane środki mają posłużyć na marketing i rozwój, jednak konkretne plany nie zostały sprecyzowane. Konkurencja na rynku serwisów muzycznych jednak rośnie i Spotify - by utrzymać prowadzenie - nie może pozwolić sobie na rozwój organiczny. Nie wiadomo jednak, czy myśli o jakichkolwiek akwizycjach. 

Inwestorzy to rozumieją, ale mimo wszystko chcą zredukować ryzyko niepowodzenia całej akcji. Spotify, które wysunęło sie na prowadzenie zgarnając niejako premię za pierwszeństwo, dzisiaj z jednej strony boryka się przecież z gigantami takimi jak Apple i Google, z drugiej - z protestami artystów, którzy raz po raz podnoszą głosy przeciwko "złodziejskim" stawkom, i przede wszystkim wciąż nie zarabia. A to spore czynniki ryzyka.

- Inwestorzy oczekują po prostu zwrotu z inwestycji, który będzie adekwatny do poziomu ryzyka. Jako dodatkowy dochód z pożyczenia pieniędzy będą mogli objąć taniej akcje Spotify, ale nie odbywa się to wcale za bezcen - oczywiście pod warunkiem, że IPO odbędzie się w terminie 2 lat.  Dla inwestorów w Spotify jest to raczej korzystna forma finansowania, ponieważ mimo wszystko jest to tańsza opcja niż kolejny VC. Dodatkowo motywuje zarząd do szybkiego IPO - podsumowuje Marcin Majewski, prezes zarządu Aventis Capital. - Spotify przede wszystkim jednak nie osiąga zysków. O ile nie jest to póki co problemem, to w najbliższej przyszłości inwestorzy zaczną mniej przychylnie patrzeć na taką sytuację.

Wierzą jednak, że streaming to przyszłość, a kolejne inicjatywy takie jak choćby Soundcloud uruchomione w zeszłym tygodniu, pokazują, że jest o co walczyć. Wątpliwości budzić mogą konkrety - sposób monetyzacji, stawki, zasady regulujące współpracę z artystami, ale nie ogólna zasada. A nawet jeśli branża wciąż zarabia na winylach (w USA płyty winylowe wygenerowały w 2015 przychód większy niż darmowe wersje Spotify i YouTube razem wzięte) musi patrzeć na przód.

 

  • Polub
  • Opublikuj
  • Udostępnij
wizytówki firm
szukasz klientów dla firmy?
Trwa zapisywanie komentarza
Dodaj komentarz
Zaloguj się
Jeśli nie masz jeszcze konta w Interaktywnie.com - możesz się zarejestrować albo
wymagane
 
obrazek nieczytelny
 
 
wyślij
wizytówki firm
szukasz klientów dla firmy?
NuOrder
 
Arrow
newsletter
Arrow
Loader
Up Down
ostatnie komentarze
 
Dołącz do społeczności interaktywnie.com
 
 
 
 
© 2017 interaktywnie.com. All rights reserved.