Dziś na konferencji w Nowym Jorku Amazon najprawdopodobniej przedstawi swój nowy Kindle. Niby dopiero co wypuścił Kindle 2, ale tym razem chodzi o prawdziwą „big thing” – Kindle XXL, czy jak kto woli Big Kindle. Czyli wielkoekranową odmianę tego, w Stanach już kultowego (niemal), czytnika e-papieru.
Dla wszystkich gadżeciarzy, geaków, freaków i nerdów, sama w sobie wizja tej premiery jest dość podniecająca. Ale może być to ciekawy moment także z innego powodu. Dość powszechne jest oczekiwanie, że Duży Kindle, z ekranem o wielkości zbliżonej do standardowego papierowego magazynu, pozwoli wydawcom takich właśnie tradycyjnie-papierowych magazynów i tradycyjnie-papierowych dzienników trochę się odkuć. Większy ekran da wydawcom możliwość serwowania na taki czytnik tradycyjnych formatów artykułów (a więc i sprzedawania reklamodawcom tradycyjnych formatów reklamowych).
Co z kolei czytelnikowi dać ma większą wygodę czytania i przeglądania, bo umożliwi na przykład szybkie „skanowanie” tekstu jednym rzutem oka, tak jak się do tego przyzwyczaił w erze papieru. Co może być pewnym argumentem dla tegoż czytelnika (co któregoś, oczywiście), by jednak odrobinkę zapłacić za fajny kontent, w dodatku podany w sposób który od dawien dawna znamy i lubimy...
Czy jednak będzie argumentem wielce znaczącym? Trudno powiedzieć. Rozmiar ma znaczenie. To wiemy. Ale czy aż takie? To chyba naiwność liczyć zbytnio na to, że wymiar elektronicznego gadżetu może mieć aż takie znaczenie dla biznesu wydawniczego. Ale może przynajmniej Big Kindle rozpali trochę ducha bojowego papierowych wydawców. Bo od kilku lat jakby ślizgał się po równi pochyłej (ten duch ;), która w dodatku w Wielkim Kryzysie zaczęła kątem nachylenia przypominać stok biegu zjazdowego.
Dla wszystkich gadżeciarzy, geaków, freaków i nerdów, sama w sobie wizja tej premiery jest dość podniecająca. Ale może być to ciekawy moment także z innego powodu. Dość powszechne jest oczekiwanie, że Duży Kindle, z ekranem o wielkości zbliżonej do standardowego papierowego magazynu, pozwoli wydawcom takich właśnie tradycyjnie-papierowych magazynów i tradycyjnie-papierowych dzienników trochę się odkuć. Większy ekran da wydawcom możliwość serwowania na taki czytnik tradycyjnych formatów artykułów (a więc i sprzedawania reklamodawcom tradycyjnych formatów reklamowych).
Co z kolei czytelnikowi dać ma większą wygodę czytania i przeglądania, bo umożliwi na przykład szybkie „skanowanie” tekstu jednym rzutem oka, tak jak się do tego przyzwyczaił w erze papieru. Co może być pewnym argumentem dla tegoż czytelnika (co któregoś, oczywiście), by jednak odrobinkę zapłacić za fajny kontent, w dodatku podany w sposób który od dawien dawna znamy i lubimy...
Czy jednak będzie argumentem wielce znaczącym? Trudno powiedzieć. Rozmiar ma znaczenie. To wiemy. Ale czy aż takie? To chyba naiwność liczyć zbytnio na to, że wymiar elektronicznego gadżetu może mieć aż takie znaczenie dla biznesu wydawniczego. Ale może przynajmniej Big Kindle rozpali trochę ducha bojowego papierowych wydawców. Bo od kilku lat jakby ślizgał się po równi pochyłej (ten duch ;), która w dodatku w Wielkim Kryzysie zaczęła kątem nachylenia przypominać stok biegu zjazdowego.
A kiedy w Polsce pojawią się elektroniczne czytniki? Czy konkurujący wydawcy będą zdolni do tego aby usiąść przy jednym stole i pomyśleć o wprowadzeniu podobnego urządzenia na polski rynek? Im najbardziej powinno na tym zależeć i mają największą moc sprawczą.
jest dużo wygodniejsze, nie trzeba przewijać ekranu, w starszej 6 calowej wersji było to konieczne, więc z mojego punktu widzenia jeśli ktoś to kupował, kupował gadżet/zabawkę, używanie tego na co dzień byłoby raczej męczące, natomiast 10 cali to dość duża zmiana na plus. Do tego nowy Kindle obsługuje pdf bez potrzeby konwersji do specjalnego formatu jak to miało miejsce w poprzedniej generacji readera.
Dodaj komentarz
Wpisy tego samego autora