Referencje WonderHouse
Krzysztof Adamus
business development director / Opcom Grupa Eskadra Sp. z o.o.
 
Być może odwiedzając stronę agencji WonderHouse zwróciłeś uwagę na dział "Referencje". Konkretnie, na projekty które są tam podlinkowane. Klikając w kolejne linki zauważysz, że większość z nich kieruje do stron autorstwa agencji Engine. Być może - pomyślisz - WonderHouse jest marką, lub spółką córką Engine? Okazuje się że nie.

WonderHouse

Firma WonderHouse formalnie nie ma nic wspólnego z Engine. Natomiast założyciele WonderHouse - Bartosz Krasowski oraz Marek Garstka - byli wcześniej pracownikami Engine kierując większością projektów interaktywnych realizowanych przez tę sopocką spółkę. Bartosz Krasowski zarządzał projektami Engine - z półroczną przerwą - od 2000 r. W sierpniu 2005 opuścili Engine, a miesiąc później powołali agencję WonderHouse.O komentarz do tej sytuacji poprosiłem Bartka Krasowskiego.
Pod naszym kierownictwem zostało w Engine zrealizowanych kilkadziesiąt najbardziej znaczących projektów interaktywnych. Realizacje te traktujemy jako nasz istotny dorobek zawodowy, którym z satysfakcją chcemy się pochwalić. Nasza satysfakcja jest tym większa, iż potwierdzona wielokrotnymi imiennymi referencjami wystawionymi przez zleceniodawców tych projektów. Przywołanie tych projektów na naszej stronie, w dziale referencje, uznajemy za całkowicie naturalne i uzasadnione.
Przedstawiciele Engine nie chcą zabierać głosu w tym temacie.
Podziel się! |
Komentarze (9)
 1 / 1 
Robert K.
1. Robert K. 31.10.2006 / 11:32
Moim zdaniem to po prostu oszustwo - Krasowski i Garstka nie mają prawa chwalić się projektami, które realizowali dla innej firmy. Na miejscu Engine zażądałbym szybkiej reakcji i pozbycia się tych projektów z portfolio. A na pewno nie ma to nic wspólnego z etyka zawodowa... to, że zarządzali tymi projektami, nie czyni ich jeszcze współautorami tych projektów.
Krzysztof Adamus
2. Krzysztof Adamus 31.10.2006 / 16:19
Nie wyciągałbym tak daleko idących oskarżeń i wniosków. Wszystko zależy od tego, jakie wpisy znajdowały się w umowie o pracę między Engine a ich byłymi pracownikami. Ten Case pokazuje, że nawet znane agencje czasem bagatelizują kwestie praw autorskich, zakazu konkurencji czy zachowania poufności, a przecież takich sytuacji można uniknąć odpowiednio konstruując umowę o pracę. Inna sprawa, że zarząd Engine na pewno nie spodziewał się takiego obrotu sprawy po długoletnich pracownikach. A nie jest to przecież jakieś niespotykane zjawisko, gdy pracownicy odchodzą i zakładają własne firmy. Spora ilość agencji ma właśnie taki rodowód.
Piotr
3. Piotr 03.11.2006 / 17:31
Nie widzę nic niewłaściwego w pokazaniu dotychczasowego dorobku pracowników agencji i powołaniu się na projekty realizowane w innej firmie (chyba, że zakazuje tego wprost umowa o pracę). Rozumiem, że podczas np. prezentacji przeprowadzanej u klienta account powołuje się na doświadczenie swoje i zespołu kreatywnego w obsłudze znanych marek. Forma w jakiej się to odbyło w WonderHouse pozostawia natomiast wiele do życzenia bowiem wprowadza potencjalnych klientów w błąd.
aNETa
4. aNETa 06.11.2006 / 12:23
Jesli ktos byl pracownikiem agencji, ktora obslugiwala marke X i bral czynny udzial w projekcie realizowanym dla tej marki (albo tym bardziej jesli byl kierownikiem tego projektu) to jak najbardziej moze sie tym chwalic (chyba, ze warunki umowy o prace zawieraly zastrzezenia tego typu, a to sie raczej rzadko zdarza). Wszyscy tak robia, nawet ci, ktorzy obecnie sa szefami duzych agencji na poczatku swojej samodzielnej kariery stosowali ten zabieg i to calkiem zrozumiale, ze ludzie mowia o swoim doswiadczeniu. Zreszta stwierdzenie, ktore widnieje na stronie
Menedżerowie WonderHouse prowadzili w swojej karierze zawodowej projekty interaktywne dla takich marek jak...
wydaje sie calkowicie zgodne z prawda - zwlaszcza, ze Engine nie zglasza sprzeciwu, co oznacza, ze prowadzili te projekty i tyle...
Bartek Krasowski & Marek Garstka, WonderHouse
5. Bartek Krasowski & Marek Garstka, WonderHouse 07.11.2006 / 15:59
Chcielibyśmy podziękować tym, którzy zechcieli pofatygować się i obejrzeli nasz serwis, a potem byli uprzejmi go tutaj skomentować (niektórzy nawet bardzo emocjonalnie...). Właściwie po niedawnym uruchomieniu sajtu najbardziej byliśmy ciekawi opinii w zakresie jego designu, nie przewidując, iż wywoła on kontrowersje w zakresie projektów referencyjnych... Oczywiście nie jest tu problemem to, czy przypisujemy naszej firmie wykonanie wszystkich projektów, które wymieniamy w naszych referencjach - bo tak nie jest. Na stronie "Referencji" dodatkowym podpisem pod projektami wskazaliśmy te, które zostały wykonane przez WonderHouse, nie przypisując sobie wykonania pozostałych. Teraz, po dodatkowych uwagach, ten podział projektów zrobiliśmy jeszcze wyraźniejszy. Projekty, które wymieniamy w naszych referencjach były realizowane zespołowo i każdy z członków zespołu ma prawo czuć się ich współautorem. Zarozumialstwem jest stwierdzenie pierwszego krytyka naszego serwisu – przedstawiającego się jako Roberta K. - iż: Krasowski i Garstka nie mają prawa chwalić się projektami, które realizowali dla innej firmy. (...) to, że zarządzali tymi projektami, nie czyni ich jeszcze współautorami tych projektów. W tej wypowiedzi zawarty jest nie tylko brak zrozumienia dla istoty pracy zespołowej w agencji, ale przede wszystkim widoczne jest wyraźne lekceważenie dla roli menedżera projektu, jaką faktycznie pełniliśmy wcześniej i nadal z satysfakcją pełnimy w naszej firmie. Otóż "zarządzanie projektami" czyni nas ich współautorami, i to w stopniu co najmniej równym, jak grafików i programistów, autorów oprawy muzycznej i innych twórców, pracujących aktywnie nad ich realizacją. Nasze „współautorstwo” polega nie tylko na ponoszeniu największej odpowiedzialności za realizację, ale na twórczym udziale w każdym etapie powstawania serwisu – w kreacji, copyrightingu, produkcji itd. Wierzymy, iż nasi byli klienci, dla których z takim zaangażowaniem pracowaliśmy nad powstaniem ich serwisów, podzielają naszą opinię.
Takitam
6. Takitam 07.11.2006 / 17:16
Nasuwa się pytanie o granice tajemnicy firmowej z jednej strony, a osobistych praw autorskich z drugiej. Za wikipedią:
"Autorskie prawa osobiste, pojęcie z zakresu prawa autorskiego. Oznacza zespół uprawnień jakie przysługują twórcy utworu. Przy czym nacisk kładzie się tu na charakter emocjonalny czy nawet uczuciowy tych uprawnień.W prawie polskim pojęcie autorskich praw osobistych reguluje art. 16 "Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych" (Dz. U. 2000 r. Nr 80 poz. 904). Jest to rodzaj szczególnej więzi niezbywalnej i nie podlegającej zrzeczeniu się łączącej twórcę z jego utworem a wyrażającej się w prawie:
  • autorstwa utworu,
  • oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem albo do udostępniania go anonimowo
  • nienaruszalności treści i formy utworu oraz jego rzetelnego wykorzystania
  • decydowania o pierwszym udostępnieniu utworu publiczności
  • nadzoru nad sposobem korzystania z utworu
W przypadku programów komputerowych art. 77 ustawy wyłącza stosowanie pkt 3-5 art. 16. Autorom programów komputerowych przysługują więc jedynie prawa:
  • autorstwa utworu,
  • oznaczenia utworu swoim nazwiskiem lub pseudonimem albo do udostępniania go anonimowo
Można więc powiedzieć, że autorskie prawa osobiste chronią pewien „intelektualny” związek twórcy z dziełem." Pytanie jakie stawiam to: "Czy PM pracujący nad projektem w firmie X ma do niego autorskie prawo osobiste?". W przypadku grafika/flash developera/muzyka/copywrightera/programisty itd. sprawa jest jak dla mnie oczywista. W przypadku PM nie do końca. Panowie Bartek&Marek napiszcie konkretnie jaki był wasz wkład w poszczególny projekt i nikt nie będzie się czepiać. (No może oprócz właścicieli Engine - w końcu tajemnica jest tajemnica :)
Obserwatorka
7. Obserwatorka 07.11.2006 / 18:50
Obserwując dyskusję, dziwię się że nikt jeszcze tego nie napisał. Otóż Panowie popełniliście prosty, ale jednak błąd. Już piszę dlaczego. Umieściliście 'Referencje' jako referencje nowej agencji WonderHouse, a nie jako referencje dwojga pracowników tejże agencji. To proste. Nie pracowaliście w Enginie jako sub-agencja WonderHouse, tylko jako normalni pracownicy. Trzeba było zrobić sobie dział 'Ludzie' i tam napisać - jestem Marek Garstka, pracowałem nad takim, a takim projektem, dla takiej, a takiej agencji i wtedy nikt by się Was nie czepiał. Mam rację czy nie?
Martyna
8. Martyna 08.11.2006 / 15:37
Obserwatorka chyba dobrze to ujmuje, jednak mysle, ze nie dzieje sie nic strasznego.
marek
9. marek 12.11.2006 / 21:22
Gratulacje dla Obserwatorki. Bardzo cenna uwaga.
 1 / 1 
Trwa zapisywanie komentarza
Dodaj komentarz
Nie bądź anonimowy. Zarejestruj się! Otrzymasz profil dzięki, któremu Twoje komentarze będą bardziej wiarygodne. Będziesz miał również dostęp do newslettera, ofert pracy, forum dyskusyjnego oraz kontaktu do innych zarejestrowanych osób.
wymagane
 
 
wymagane,niepublikowane
 
obrazek nieczytelny
 
 
Po dodaniu komentarza, Twój adres IP będzie widoczny obok nicka.
wyślij
Arrow
newsletter
 
Arrow
Loader
ostatnie komentarze
więcej
 

Dołącz do społeczności interaktywnie.com
 
 
 
© 2012 interaktywnie.com. All rights reserved.