25.06.2010 / Usability / Trendy
Słowa, a obraz – insight i user experience w branży rowerowej
Jarosław Rzepecki
Head of Architecture Information Dept.
 

W celu oderwania się od powszednich produktów i usług tj. szamponów, odżywek dla dzieci, kredytów i planów taryfowych itp. krótka podróż do świata marketingu rowerowego. W końcu mamy sezon urlopowy.

Polska i USA są krajami, gdzie kolarstwo kojarzy raczej ze sportem, aktywnym wypoczynkiem i stylem życia, a nie funkcją transportową tak jak w pozostałej części świata, gdzie rower jest pojazdem do przemieszczanie się z punktu A do B. Nie mniej jednak marketing w tym sektorze jest oparty stricte na emocjach i stanowi przykład jak można prowadzić działanie reklamowe bez RTB, testów porównawczych bądź „przed i po”, technicznego bełkotu i całej pseudo racjonalnej otoczki, a skupić się tak jak Apple głównie na user experience w komunikacji i w samych produktach.

Poniżej trzy przykłady jak branża rowerowa powoduje, że ich klienci się uśmiechają, pozwalają sobie na to by się rozmarzyć i bije im mocniej serce zarówno podczas odbierania przekazów marketingowych jak i w trakcie korzystania ze sprzętu.

Elementem wspólnym dla większości marketerów związanych ze sportami ekstremalnymi, w tym pewnych odmian kolarstwa, jest sponsoring filmów w których grupka dzieciaków pozbawiona instynktu samozachowawczego udowadnia, że w cenie zaprzedania duszy diabłu można dostać licencję na ignorowanie zasad dynamiki Newtona. Rzeczy które wyczyniają na rowerach zastępuje cały marketing bullshit. Marketerzy tutaj stawiają głównie na product placement w takich produkcjach. Jeśli już ktoś taki film obejrzy to ciężko będzie mu go zapomnieć m.in. dzięki świetnemu visual experience, ale większość konsumentów nie widzi co ma to wspólnego z ich jazdą. Przecież nigdy w życiu nie wpadną na pomysł skakania piętnastu metrów w dół lub w dal na rowerze. Na co mogą liczyć Ci, którzy lubią swoje ciało w jednym kawałku?

Producent opon Hutchinson pokazał jak zrobić film reklamowy, gdzie obraz naprawdę zastępuje tysiące słów. W filmie w ramach komunikacji tekstowej pojawia się jedynie claim „It's Your Ride”, który moim zdaniem jest kwintesencją insightu konsumenckiego.. Nie dowiemy się tutaj, że Hutchinson stosuje taki to, a taki oplot i mieszanki gum, które wydłużają żywotność opon. Nie mowią słowa o produktach, ale wystarczy przeczytać komentarze pod reklamówką by wiedzieć jaki efekt udało się osiągnąć, w tym spontaniczną deklarację zakupu. Oto kilka z nich:

Adrian - „I really really like this, I think the advertisement has worked and I'll be purchasing a bike with these tires.”

Gajorro – “there should be option "love this video"

O tej reklamówce można by pisać jeszcze wiele, ale po co skoro sama się tłumaczy. Emocje w czystej formie.

It's Your Ride from Cinecycle on Vimeo.

Na koniec drobna wisienka z projektowania user experience. Wydaje się, że przeciętny licznik rowerowy nie daje pola do popisu z zakresu projektowania interfacu. Cateye Strada Wireless to tylko wyświetlacz, trzymak na kierownice i kilka przycisków, więc co u licha można tutaj zrobić by miał to coś co zachwyci. Zaraz zaraz, gdzie są przyciski? Na stronie producenta było coś o jakimś ClickTec, ale za bardzo nie wiadomo o co chodzi dopóki samemu się nie spróbuje. Cateye opracował świetną koncepcję obsługi licznika, ale niestety nie sprzedał jej równie dobrze. Żeby zrozumieć, a właściwie to poczuć na czym polega niezwykłość tego rozwiązania trzeba to co najmniej zobaczyć. Na stronie producenta nie znajdziemy wideo, a tylko mało mówiący opis tekstowy. Aby nie brnąć w tym samym błędzie poniżej wideo, które pokazuje jak licznik staje się jednym wielkim przyciskiem po zamontowaniu go w podstawce. Rozwiązanie intryguje swoją zmyślnością, a przez to gwarantuje świetny user experience.

 

Podziel się! |
Komentarze (5)
 1 / 1 
carla12
1. carla12 05.07.2010 / 12:49
moim zdaniem kolarstwo to najlepszy sport na świecie , oprócz tego rower to świetny pojazd do przemieszczania się z punktu A do B!!!!
borubar
2. borubar 13.07.2010 / 11:50
Sam jestem miłośnikiem rowerów i mam ich kilka, każdy z innej dyscypliny, od jazdy grawitacyjnej po karbonowego sztywniaka do xc. Nie zgodzę się postawionymi tutaj tezami.

Przede wszystkim nie można wrzucac Europy i USA do jednego worka. Stary kontynent bardzo się różni w kwestii podejścia do rowerów. W USA każdy chce miec indywidualny rower, spawany w niewielkiej manufakturce z nietypowych materiałów (największą estymą cieszą się stal i tytan). Tam chętnie próbuje się nowości (koła 29 cali), liczy się głównie customowośc produktu i przyjemnośc z jazdy. Nie brakuje epickich terenów do jazdy. Mało kto zapyta o wagę zestawu. Europa jest dokładnym przeciwieństwem tego podejścia, tutaj liczy się rower który jest maksymalnie podobny do tego z zawodowego peletonu. Liczy się waga, kosmiczne materiały (kompozyty, aluminium) i osiągi, o przyjemności, komforcie i indywidualiźmie prawie nikt nie myśli. Środowisko jest bardzo konserwatywne i niechętnie patrzy na nowości i nietypowe rozwiązania. Nawet rowery stricte sportowe są budowane wedle innych filozofii. W Europie nikt nie wystartuje w maratonie na rowerze z szeroką, giętą kierownicą.

W związku z tymi różnicami, nie widzę prostego rozwiązania kwestii marketingu dla producentów działających na obu kontynentach.

Kiedy kilka sezonów temu w Polsce gruchnęła wieśc że kanadyjska marka Norco będzie u nas dostępna. Na forach zaroiło się od przychylnych komentarzy, mnóstwo osób deklarowało chęc zakupu. Wydawało się że marka zacznie sprzedawac się jak ciepłe bułeczki, a klienci nie mogą się już doczekac. Kiedy wreszcie Norco się pojawiło to prawie nikt tych rowerów nie kupował. Wszyscy czekali aż ktoś inny kupi je pierwszy.

W USA miłośnicy kolarstwa mają zazwyczaj po kilka rowerów, również prostego commutera który służy im do jazdy z punktu A do B. W Polsce to nowośc, nawet zimówkę ma mało kto. Do pracy, po bułki do sklepu czy na pocztę zasuwa się na sportowych maszynach za kilka-kilkanaście tysięcy.

Kolejna rzecz to kolarstwo grawitacyjne, bardzo obecnie popularne, zwłaszcza wśród najmłodszych roweromaniaków. Właśnie filmy przedstawiające kolarstwo grawitacyjne wspomina autor artykułu. Jest to jednak tylko częśc rynku rowerowego, z bardzo specyficznymi rowerami, częściami i wymogami. Jest to dziedzina wypecjalizowana tak bardzo że praktycznie nie ma już części które mogły by miec zastosowanie w rowerze innego typu.

KWAS
3. KWAS 14.07.2010 / 09:07
add 1 filmik: Powinni pokazać ile razy im nie wyszły te akrobacje na rowerach. add 2 Nie ma nic lepszego jak przyjechać do pracy spoconym, zziajanym i co najważniejsze dotlenionym od spalin, które są kojące dla organizmu. "Emocje w czystej formie." śmiech... reklama w czystej formie = tak. Jak każda reklama i ta odbiega od rzeczywistości. "obraz naprawdę zastępuje tysiące słów. " ktoś tutaj się ostro nakręcił.
Reasumując filmiki przeciętne, bo masa takich akcji jest w sieci, a do jazdy na rowerze nakłoniłyby tylko tych co już na nich jeżdżą.
Przemyslaw Stroinski
4. Przemyslaw Stroinski 14.07.2010 / 11:35
zapewniam Cię szanowny KWASIE, że więcej wchłoniesz spalin,
siedząc w swoim kompakcie w drodze do biura stojąc w korku z uchyloną
szybą, a tlenu tyle byle przeżyć. Na rowerze jesteś dużo wyżej,
i żadnego stania w korku.

Mocno naciągane teorie w tym arcie, w reklamach rowerów technika jest bardzo ważna, czy to w stanach czy w Europie, szczególnie w segmentach
rowerów wyczynowych szosowych i MTB, a np. opony ? zawsze dużo informacji na temat mieszanki gumy, warstw itd. choćby dlatego że opony dobiera się do nawierzchni po której się jeździ. Najczęściej jest to duże zdjęcie, informacja techniczna, jakieś hasełko i logo. "Naszym rowerem fajnie się jeździ" nie wystarcza, odbiorca chce wiedzieć dlaczego, oczywiście zdarzają się fanboye cannondale itp. ale to mniejszość.

pozdrawiam wszystkich interaktywnych kolarzy. ;)
Michał Posiadała
5. Michał Posiadała 14.07.2010 / 12:31
Chciałem się bardzo rozpisać, ale jako że temat jest mega duży, to się ograniczę ;) . Jeśli chodzi o rynek rowerowy, faktem jest to, że brakuje takich publikacji "marketingowych". Niestety ale nie ma zbyt wielu takich przykładów. Zaraz ktoś pewnie sypnie tu jakimiś linkami, ale chodzi mi o to (pewnie Jarkowi też), że nie ma co się oszukiwać, że przyszły użytkownik kupi rower bo zobaczy, że stop gumy jest taki a rama karbonowa czy aluminium 6061. Bo większości nic to nie powie. Trzeba mówić do tych konsumentów w prosty sposób, a najlepiej pokazać im, co nasz sprzęt, który reklamujemy potrafi i jak łatwo się go używa. To własnie dają takie filmiki, a dodatkowo zapaleńcy rowerowi doradzają tym mniej zorientowanym, więc jak przekonamy ich, to oni przekonają następnych.
 1 / 1 
Trwa zapisywanie komentarza
Dodaj komentarz
Nie bądź anonimowy. Zarejestruj się! Otrzymasz profil dzięki, któremu Twoje komentarze będą bardziej wiarygodne. Będziesz miał również dostęp do newslettera, ofert pracy, forum dyskusyjnego oraz kontaktu do innych zarejestrowanych osób.
wymagane
 
 
wymagane,niepublikowane
 
obrazek nieczytelny
 
 
Po dodaniu komentarza, Twój adres IP będzie widoczny obok nicka.
wyślij
Wpisy tego samego autora
Arrow
newsletter
 
Arrow
Loader
ostatnie komentarze
więcej
 

 
 
© 2012 interaktywnie.com. All rights reserved.