Kilka dni temu na świecie zrobiło się głośno o braku dostępu Iranu do Internetu. Stan ten łączono z rocznicą rewolucji irańskiej przypadającą na dzień 11 lutego. Obecnie sieć działa, ale na tyle wolno, że korzystanie z niej jest maksymalnie utrudnione. Praktycznie niemożliwe jest również wysyłanie sms-ów.
Wczoraj, czyli na dzień przed obchodami rocznicy, irańskie władze poinformowały, że dostęp do Gmaila jest całkowicie i nieodwołalnie zawieszony.
- Mamy sygnały od irańskich użytkowników o problemach z dostępem do Gmaila. Zauważyliśmy nagły spadek ilości przesyłanych danych. Sprawdziliśmy naszą infrastrukturę i ustaliliśmy, że działa ona prawidłowo - komentują przedstawiciele Google.
Rząd irański nawołuje do bojkotowania zachodnich firm IT - winiąc je za brak Internetu i wszelkie niedogodności. Jednocześnie zapowiada, że policja będzie usuwać anteny satelitarne z domów mieszkańców Iranu. Do tej pory niektórym opozycjonistom zostały skonfiskowane ich telefony.
Sytuację w Iranie skrytykował Departament Stanu USA:
„Irańskie władze są zdeterminowane. Chcą zablokować swoim obywatelom dostęp do informacji, prawo do swobody wypowiedzi oraz dzielenia się ideami. Wirtualne ściany nie sprawdzą się jednak w XXI wieku, tak jak fizyczne ściany nie zdały egzaminu w XX”.
Kto odpowiada za taki stan rzeczy? Najprawdopodobniej władze Iranu chcąc mieć pełną kontrolę nad swoim państwem - także nad działaniami wirtualnymi obywateli - zatrudniają własnych hakerów. Na usługach rządu pozostają także cyberprzestępcy, np. ci należący do grupy Irańska Cyberarmia.
Źródło: Wall Street Journal, CNN

Dodaj komentarz
Podobne tematy