19.02.2010 / ePR
e-PR dla każdego
 
Agencje na bieżąco modelują swoje oferty, przystosowując je do zmieniającego się otoczenia. A otoczenie, czyli klienci, lgną do mediów społecznościowych. Fot.: eBeam/CC/Flickr
Agencje na bieżąco modelują swoje oferty, przystosowując je do zmieniającego się otoczenia. A otoczenie, czyli klienci, lgną do mediów społecznościowych. Fot.: eBeam/CC/Flickr
Klienci inwestują już nawet do 50 proc. budżetu w działania wizerunkowe w Internecie - informują agencje PR. I wiedzą co robią! PR-owcy zapewniają, że dzięki komunikacji online można dotrzeć nawet do odbiorcy, którego w sieci… nie ma.
REKLAMA

Działania wizerunkowe w sieci, podobnie jak inne elementy komunikacji marketingowej, ewoluują. Do gry na polskim rynku na dobre wkroczyła rzeczywistość rozszerzona, zyskujący na popularności przekaz wideo online czy robiące zawrotną karierę – szczególnie w ostatnich miesiącach – media społecznościowe. Wszystkie wymienione narzędzia natychmiast otrzymują własne odbicie w public relations, które adaptuje je na swoje potrzeby. Przyjrzyjmy się, jak z tym nowym rynkiem radzą sobie polskie agencje PR.

Fot.: Łukasz Jakubiak- Całe pojęcie public relations podlega ciągłemu procesowi ewolucji. Co i rusz pojawiają się nowe kanały komunikacyjne i nowe możliwości kreacji wizerunku marki. Trzeba cały czas trzymać rękę na pulsie – mówi Łukasz Jakubiak z PRactions. Potwierdza to Krzysztof Kuwałek, prezes BrainJuice Group, który zauważa, że miniony rok był czasem wzrostu świadomości i zainteresowania przede wszystkim tematem „social media”. – Marketerzy i PR-owcy próbują zrozumieć sposób funkcjonowania serwisów społecznościowych i zadają sobie pytanie, czy dać możliwość internautom swobodnego wypowiadania się o produktach, czy też pozostawić w swoich rękach kontrolę nad komunikatem i wizerunkiem produktu – zaznacza Kuwałek.

Fot.: Artur BednarzZ kolei Artur Bednarz, account director w Ciszewski PR, stwierdza, że tak naprawdę o prawdziwym e-PR możemy mówić dopiero od niedawna. Jego zdaniem granicą, po której działania komunikacyjne w sieci stały się pełnoprawnym narzędziem, jest kampania Baracka Obamy. - Do tego czasu e-PR w zasadzie nie powinien był się nazywać w ten sposób, ponieważ z public relations nie miał wiele wspólnego. Szczególnie w części związanej aktywnością na forach i grupach dyskusyjnych, najczęściej anonimową i nieetyczną – wyjaśnia Bednarz i podkreśla, że dopiero ludzie odpowiedzialni za kampanię obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych wymusili zmianę rozumienia tego pojęcia. - Nie mogli sobie pozwolić na tanie sztuczki. Tutaj każdy musiał występować z otwartą przyłbicą, podpisując się pod swoimi poglądami politycznymi z imienia i nazwiska – mówi. Nie bez wpływu na ten stan rzeczy pozostał również rozwój serwisów społecznościowych, w których już większość użytkowników występuje pod prawdziwym imieniem i nazwiskiem, uwiarygodniając swoją tożsamość np. za pomocą zdjęć czy rozbudowanej sieci znajomości. - Nareszcie możemy mówić o przywróceniu komunikacji e-PR branży PR – cieszy się Bednarz.

Cel: adaptacja w społecznościach

Zmiany na rynku mediów, szczególnie te, których doświadczyliśmy w ostatnich miesiącach, zdaniem większości zapytanych PR-owców, wymusiły błyskawiczne przystosowywanie się do nowej rzeczywistości. Przyzwyczajeni do tworzenia komunikatów - czy to na potrzeby klasycznych mediów, czy już z myślą o globalnej sieci – w przypadku których nikt nie oczekiwał wiadomości zwrotnej, musieli zaakceptować dynamiczny rozwój blogosfery, a następnie odnaleźć się wymagającym hiperaktywności świecie serwisów społecznościowych. A tam czekała na nich zorganizowana społeczność internautów, gotowa dyskutować o każdym, nawet najdrobniejszym elemencie ich komunikatów.

Jak jednak podkreśla Norbert Ofmański, dyrektor zarządzający On Board PR, miejsce to legitymuje się jeszcze jedną, odmienną od klasycznych mediów specyfiką. W przeciwieństwie do mediów tradycyjnych, gdzie podgrzewanie dyskusji jest złym pomysłem, w serwisach społecznościowych konfrontacja i otwarte przedstawienie stanowiska firmy jest czasem jedyną opcją na ucięcie negatywnych komentarzy i dyskusji.

Jeśli więc we wczesnym stadium rozwoju działań e-PR można było traktować sieć jako zwykłe przedłużenie kontaktów z mediami, to obecnie – jak zaznaczają sami PR-owcy – to już niemal samodzielna - rządząca się swoimi prawami – dyscyplina. Trzeba ją poznać, zrozumieć i zaakceptować, aby móc skutecznie w tam działać, mimo że ze zdefiniowaniem obszaru podlegającego e-PR-owi mają problem nawet sami specjaliści. - Wciąż trudno ocenić, czym tak naprawdę jest e-PR – stwierdza Łukasz Jakubiak i zaznacza, że w chwili obecnej trwa boom na Facebooka i wszystko, co z nim związane. W mediach, nawet tych zajmujących się tematami „ogólnospołecznymi”, co rusz pojawiają się informacje o tym popularnym, niebieskim portalu. W efekcie wiele (i z każdym dniem coraz więcej) firm podąża ścieżką, na końcu której jest założenie m.in. firmowego profilu na Facebooku. - Wszystkie marki, które chcą się liczyć w obiegu informacyjnym, zakładają na serwisie swoje profile, szkoda tylko, że w większości przypadków ludzie odpowiedzialni za prowadzenie danej marki na FB nie mają na to żadnego pomysłu – dodaje Jakubiak.

Osoby odpowiedzialne za kreowanie wizerunku stwierdzają zgodnie, że już dla sporej grupy ich klientów działania w social media stanowią jeden z ważnych, a w niektórych przypadkach nawet podstawowych filarów strategii PR. – Naszym zadaniem jest odpowiednie wyważenie tego typu działań w stosunku do innych stosowanych narzędzi – wyjaśnia rolę agencji Krzysztof Kuwałek.

Każdy już coś słyszał, ale nie każdy jest ekspertem

Fot.: Piotr Krawiec- Często otrzymujemy zapytania od nowopowstałych serwisów internetowych. W tym przypadku należy jednak wyjść od globalnej strategii marketingowej, która pozwoli skutecznie wypromować brand i wygenerować ruch na serwisie. Oczywiście elementem tej strategii może być również e-PR. Nie powinien być on jednak traktowany jako tani lek na wszelkie problemy - uczula Piotr Krawiec, dyrektor zarządzający agencji Praktycy. Informuje również, że w przypadku działań e-PR, ważną grupę klientów stanowią sklepy internetowe. - Są to głównie niewielkie firmy, ale w ich przypadku sam e-PR jest zupełnie wystarczający - mówi Krawiec.

- Ilość materiałów o „społecznościówkach”, chociażby w telewizji, zrobiła swoje i każdy już "coś tam słyszał". Zwykle jednak większość nie wie jak ugryźć temat i nie ma na to żadnego pomysłu – stwierdza Jakubiak. Zdaniem przedstawiciela PRactions, klienci także bardzo pozytywnie reagują na takie hasła, jak „wideo w sieci” oraz „YouTube”, dzięki temu narzędzia te już na trwałe zostały wpisane do kanonu działań e-PR.

Niestety w parze z zainteresowaniem nie idzie świadomość, która – jak podkreślają działający na tym rynku specjaliści – jest bardzo mała. - Trzeba tłumaczyć, pokazywać, udowadniać i pokornie czekać, aż klient stwierdzi: "rzeczywiście to ma sens". To tylko nam, w naszej "mix branży PRowo-marketingowo-reklamowej" wydaje się, że wszyscy wiedzą czym jest kampania PR-owa w serwisach lifestylowych, jak działa Blip i dlaczego warto udostępniać filmy o marce na YouTube – uczula Łukasz Jakubiak i dodaje, że ludzie, którzy na co dzień zajmują się np. sprzedażą książek, nie mają zwykle o tym wszystkim zielonego pojęcia.

1 | 2 | następna
Podziel się! |
Twoja firma w internecie
wizytówki firm
szukasz klientów dla firmy?
Komentarze (5)
Katarzyna Przewuska
1. Katarzyna Przewuska 19.02.2010 / 17:57
Pojęcie „ePR” jest tak archaiczne, że nie warto go nawet próbować definiować ;))) 10 lat temu można było debatować nad nowymi kanałami komunikacji i próbować wyróżniać literką „e” nowe narzędzia pracy. Ale dziś? Mówienie o komunikacji online i offline może nas doprowadzić do rozważań na temat Facebook PR lub Mobile PR. A przecież nie o to chodzi :)))

Public relations się zmienia, bo zmienia się świat komunikacji wokół nas.
Cele stojące przed PR są jednak same, tylko (lub aż :) trzeba się nauczyć nowych narzędzi.

Rok temu na ten temat pisałam też na naszym blogu :)) http://blog.sensors.pl/2009/03/22/poczatek-czy-koniec-digital-public-relations/

Polecam też case study: http://eu.techcrunch.com/2009/12/19/as-hundreds-of-eurostar-passengers-languish-eurostar-ignores-twitter/ - daje do myślenia, czy w dzisiejszych czasach można np. zarządzać sytuacją kryzysową tylko online lub tylko offline.
Adam Brzozowski
2. Adam Brzozowski 22.02.2010 / 08:07
Nad Wisłą nie ma prawdziwego PR, więc co tu mówić o e-PR... Ciekawe kto przeznacza wspomniane 50 proc. budżetu na Internet. Wiele znanych marek nie ma konta w żadnym serwisie społecznościowym, a jeśli mają to są to zwykle działania low cost, czyli pani sekretarka wrzuca "newsa" raz na tydzień.
Michał Hoszowski
3. Michał Hoszowski 22.02.2010 / 09:08
Wiele znanych marek nie ma konta w żadnym serwisie społecznościowym


Jestem przekonany, że zdecydowana większość jednak ma ;].
Anita Wojtaś-Jakubowska
4. Anita Wojtaś-Jakubowska 22.02.2010 / 09:59
Czy więc działania public relations online można przeprowadzić w przypadku każdego klienta? Tutaj zdania są podzielone. Część PR-owców stwierdza, że absolutnie nie jest to możliwe.


A to ciekawe. Każdy klient i tak już jest w sieci - wystarczy wpisać nazwę dowolnej marki w Google. Jest, bo ludzie o niej rozmawiają. A skoro rozmawiają, to powinny być automatycznie "na celowniku" działań PR. Zgadzam się w pełni z Kasią Przewuską - przedrostek "e-" to tylko wskazanie narzędzia, przekaz PR-owy pozostaje ten sam. Mówienie, że są firmy/marki, w przypadku których "nie da się" przeprowadzić działań e-PR, to niezrozumienie narzędzia jakim jest Internet albo... niezrozumienie, czym jest PR.

Nie jestem zresztą przekonana, czy tematem tego tekstu jest e-PR. To sztuczne wydzielanie pojęcia, którego - jak widać - definicje są b. różne. Mowa raczej o mieszance womm/buzz marketingu/PR - Internet zaciera tu granice.
Mirek Połyniak
5. Mirek Połyniak 24.02.2010 / 14:31
@ Michał:
ja niestety też obstawię tezę, że większość marek nie istnieje jeszcze sensownie w SM, bo np. Avon@Twitter trudno jest nazwać efektywną komunikacją
oczywiście, że o każdej marce trwają dyskusje w Sieci i tylko naiwny może wierzyć, że jedynie pozytywne - warto monitorować buzz
co do wpisywania danej marki w Gugl - akurat nt. SERM ostatnio popełniłem wpis na blogu Jacka Gadzinowskiego i dobrze byłoby gdyby branża sobie ujednoliciła nomenklaturę bo widziałem już takie kfiatki jak "SEO wizerunkowe", "SEO PR"
i chciałbym zwrócić uwagę, że PijaR to część marketingu, czyli PROCESU KOMUNIKACJI - pojawiają się tylko nowe narzędzia
a wszytkim PijaRowcom polecam zapoznanie się z poniższym linkiem:
http://olgierd.bblog.pl/wpis,ach;czyli;to;nazywa;sie;serm;;-,40977.html
dbanie o dobrą reputację online nie polega na kneblowaniu niewygodnych opinii
 
Trwa zapisywanie komentarza
Dodaj komentarz
Nie bądź anonimowy. Zarejestruj się! Otrzymasz profil dzięki, któremu Twoje komentarze będą bardziej wiarygodne. Będziesz miał również dostęp do newslettera, ofert pracy, forum dyskusyjnego oraz kontaktu do innych zarejestrowanych osób.
wymagane
 
 
wymagane,niepublikowane
 
obrazek nieczytelny
 
 
Po dodaniu komentarza, Twój adres IP będzie widoczny obok nicka.
wyślij
Arrow
newsletter
 
Arrow
Loader
ostatnie komentarze
więcej
 

Dołącz do społeczności interaktywnie.com
 
 
 
© 2012 interaktywnie.com. All rights reserved.