Według szacunków eMarketera, ten rok jest ostatnim, kiedy to USA były hegemonem w wydawaniu pieniędzy na "społecznościową" reklamę. Co prawda firmy zza Oceanu nadal będą dostarczycielem największych sum, jednak "reszta świata" po raz pierwszy wyda więcej.
Czy to znaczy, że Amerykanie łapią społecznościową zadyszkę, albo przykręcą kurek z pieniędzmi? Niekoniecznie. Kwoty nadal mają iść w górę. Tyle, że poza Ameryką - zdecydowanie szybciej.

Błyskawicznie będzie też rosnąć reklamowy tort w branży społecznościowych gier online. O ile w USA do 2011 roku wydatki powinny wzrosnąć o jedną trzecią w porównaniu z ubiegłym rokiem, to na pozostałych rynkach łącznie już w tym roku kwota się podwoi, a w przyszłym roku przekroczy równowartość 100 milionów dolarów, co oznacza wzrost na poziomie 160 procent w ciągu dwóch lat. Wciąż jednak bezkonkurencyjny będzie rynek amerykański, pompujący w tę branżę dwa razy więcej niż reszta świata razem wzięta.

Polskie społeczności na tak ogromne kwoty liczyć rzecz jasna nie mogą. Przede wszystkim ze względu na znacznie mniejszy potencjał, choć i u nas korzystają z tej formy rozrywki rzesze liczone w milionach użytkowników.
Dodaj komentarz
Podobne tematy