18.03.2008 / Kampanie wirusowe / Komentarze

Eksperyment sieciowy

  • Facebook Polub
  • LinkedIn Opublikuj
  • Twitter Udostępnij
Nowicki Zbigniew
Managing Director
 

Kilka lat temu dostałem pocztą dowcipny rysunek przedstawiający dwa psy przy komputerach, stukające w klawiatury. W ramach puenty jeden z psów mówi do drugiego: „W Internecie nikt nie wie, że jesteś psem”. Wariacji na ten temat namnożyło się sporo, a wszystkie pokazują to samo – nie każda informacja w sieci jest wiarygodna oraz mając pomysł można w przeciągu bardzo krótkiego czasu stworzyć coś z niczego. Poniżej, ponad kwartał od rozstrzygnięcia Webstarów 2007, kiedy emocje zdecydowanie opadły i przestały królować nad merytoryką, na zimno opisuję eksperyment mamwdupiebanery i co z tego wyniknęło.

Kiedy na początku października 2007 siedząc wieczorem w sieci przyszedł mi do głowy kontrowersyjny pomysł eksperymentu, z wyraźnym hasłem w postaci adresu WWW, nie przewidywałem, jakim rezultatem się zakończy. Decyzja o uruchomieniu strony widma, opartej wyłącznie o manifest „Mam w dupie banery” zapadła w jednej chwil i po kilku minutach byłem już właścicielem domeny wraz z wyłącznie tekstową stroną, rozwijającą motto domeny w formie: „Internet to nie banery – Web is not about banners”. Muszę przyznać, że stwierdzenie dość przewrotne, jak na kogoś kto po części właśnie z owych banerów żyje ;] Ale właśnie takie miało być. Jeśli miało zadziać się dalej to musiało budzić emocje i stwarzać kontrowersje, a nie posiadać cukierkowo-romantyczną formę z magazynu dla nastolatek. Kolejnym krokiem było zgłoszenie strony na Webstar Festival 2007. Wystartowałem w kategorii prywatnej, otwartej, ponieważ nikt z branży nie podpisałby się pod takim pomysłem. Zarówno po stronie agencji interaktywnych, jak i Internautów nie mówi się otwarcie o niechęci do banerów. Pierwsi po cichutku chcieliby robić ciekawsze [czytaj: bardziej kreatywne i rentowne] projekty, drudzy, molestowani dzienną dawka banerologii, bez wpływu na ich obecność, zdążyli już do nich przywyknąć, jak kierowcy do dziur na ulicach.

Następnie październik był miesiącem oczekiwania czy strona trafi na krótką listę stron wybranych do publicznego głosowania. Statystyki serwera w tym czasie ograniczały się do kilkudziesięciu wyświetleń dziennie, zapewne pochodzących od kapituły Stowarzyszenia Internetu oraz ich znajomych. W końcu października opublikowano listę stron do głosowania dla Internautów i ku mojemu zdziwieniu strona trafiła na krotką listę, a cyferki odwiedzin serwera mozolnie zaczęły piąć się w górę. O głosowaniu publicznym wiele już powiedziano, że to klikologia, że znajomi, że niesprawiedliwe. W tym roku wprowadzenie przez OS3 mechanizmu wyświetlanego tokena znaków w ramach sesji, poprawiło prawdziwość oddawania pojedynczych głosów. Ponadto w kategorii prywatnej przyszło konkurować mi o przychylność publiczności z portalem –agregatorem darmowego oprogramowania SOFTMANIA [pozdrowienia i ukłony dla Bartka Michalskiego]. Można powiedzieć, że poprzeczka była postawiona konkretnie i wysoko, ponieważ softmania.pl posiadała wtedy ponad 120.000 zarejestrowanych użytkowników i jeden mailing, z zachęceniem do głosowania mocno zwiększał przewagę w kategorii. Okazało się jednak, że inni użytkownicy nie pozostawali dłużni, do końca konkursu strony szły łeb w łeb. Ostatecznie zwyciężyła www.mamwdupiebanery.pl, ale ja nie o tym. Otóż w skutek szeroko zakrojonej akcji komunikacyjnej Webstarów z początkiem listopada eksplodowała odwiedzalność strony, każdy wchodzący do strefy głosowania chciał zobaczyć, co kryje się pod manifestem domeny i klikał w link. Internauci utożsamiali się z domeną dodając w myślach „Internet dla Internautów” i oddawali głos. To wystarczyło, żeby w listopadzie serwis osiągnął całkowita liczbę unikalnych wizyt ponad 18.000, ale najlepsze było dopiero przed nami.

Nagrody rozdano 5 grudnia, Internet zawrzał 7. Po szybkim monitoringu wpisów na forach i artykułów okazało się, że wsadziłem przysłowiowy kij w mrowisko. Jedni byli oburzeni nazywając stronę enfant terrible polskiego Internetu, mnie zaś zdrajcą i prowokatorem :-P. Inni natomiast bijąc brawa gratulowali pomysłu, wykonania i swego rodzaju sukcesu, mistrzowskiej kampanii marketingowej. Faktyczny sukces miał jednak odmienną postać od pożądanych w branży nagród: statuetki publiczności i wyróżnienia kapituły WS2007, i nie był nieznany nikomu w tamtym czasie. Otóż wg statystyk serwera miesiąc grudzień osiągnął wartość odwiedzin przekraczającą 20.000 unikalnych użytkowników. W sumie w 2 miesiące udało się skierować na stronę widmo, prawie 40.000 unikalnych użytkowników i zapoznać z „manifestem”. W graficznej formie statystyk wyglądało to jak dwa drapacze chmur, postawione w osiedlu domków jednorodzinnych. Z doświadczenia wiem, że to całkiem dobry wynik, jak na zainwestowany czas i środki. Cel został osiągnięty w krótkim czasie, powstało coś z niczego, poparte dobrą statystyką. Oczywiście kwartał później statystyki wróciły do znikomego poziomu.

I na koniec słowo wyjaśnienia dla malkontentów, mających ochotę napisać, że bez reklamy w sieci nie byłoby całego dobrodziejstwa treści i funkcjonalności w portalach. To prawda, tylko, że mój eksperyment dotyczył stworzenia wysokiej odwiedzalności z niczego, a nie protestowaniu przeciw reklamie online. Choć stare przysłowie mówi: „uderz w stół a nożyce się odezwą”.

  • Facebook Polub
  • LinkedIn Opublikuj
  • Twitter Udostępnij
Tag arrow
Chmura tagów

Tagi: webstar festival banery


Komentarze (9)
 1 / 1 
Maciej Gałecki
1. Maciej Gałecki 18.03.2008 / 13:53
A zapytanie 'mamwdupebanery' zwraca prawie 1 500 wyników w google. Większość to dyskusje na forach. Całkiem nieźle (na pewno więcej było kilka miesięcy temu).
Dominik Kaznowski
2. Dominik Kaznowski 18.03.2008 / 15:23
Zarówno po stronie agencji interaktywnych, jak i Internautów nie mówi się otwarcie o niechęci do banerów.
- ja nie lubię banerów i mogę się po tym podpisać, co więcej nie lubię głupich reklam, ani im nie wierzę - bez względu na to czy są w internecie czy gdzie indziej. Coraz częściej także - jako szef marketingu - mam wątpliwości czy reklama jest wymarzonym sposobem komunikowania się z konsumentem...

Są reklamy które da się lubić, ale można je spotkać na festiwalach i to nie wszystkich.

Wydaje mi się, że posługując się tak zwanym "zdrowym rozsądkiem", bez kosztownych badań można powiedzieć, że polskie "banery' są kiepskie.

Pytanie tylko czyja to wina: klientów, którzy mają niskie wymagania i akceptują crap (jak widać nie zależy im na marce?), agencji, które powyższy crap dostarczają (liczy się kasa?), portali i sieci które emitują to "coś" (liczy się kasax2?) czy samych konsumentów, którzy z założenia będą narzekać na wszystko co dostaną.

Nie ma dobrej odpowiedzi. Wszyscy, w zależności od sytuacji, występujemy w rożnych rolach (klient, producent, emitent, odbiorca), niestety ta konkluzja niewiele zmienia.

Pytanie tylko czy branża np. telewizyjna miałaby tyle jaj aby do swojego konkursu dopuścić spot "mamwdupiereklamęwtelewizji".

I chyba tym się różnimy ;)
Trol
3. Trol 18.03.2008 / 15:47
"Zarówno po stronie agencji interaktywnych, jak i Internautów nie mówi się otwarcie o niechęci do banerów. "

łoj to chyba tą akcję robiłeś w innym wieku.
Paweł Stempniak
4. Paweł Stempniak 19.03.2008 / 10:45
Cóż, zgadzam się z wyżej podpisanymi. Reklama sucks. I wcale nie jest to równe z tym, że marketing sucks :)

Znalazłem w sieci takie małe badanie, które pokazuje, że zwykli ludzie też mają w dupie banery.
Maciek Gontarz
5. Maciek Gontarz 19.03.2008 / 12:11
Fajnie jest poczytać takie opinie. Szczególnie jeśli dyrektor marketingu wypowiada się jasno co do swojego stanowiska w kwestii bannerów.

Niemniej jednak myślę, że nasze wypowiedzi na interaktywnie.com nie są miarodajne. Wielu, wieeelu marketerów nie jest tak dojrzałych i świadomych możliwości, potencjału, ale i też ograniczeń internetu.

W związku z brakiem edukacji (co wynika z wielu rzeczy, od braku chęci, strachu związanego z niezrozumieniem technologii, po brak czasu) niestety, Klienci często decydują się na rozwiązanie w stylu "zróbmy kampanię by była widoczna". Na końcu w 30kB chcą zmieścić ogromny logotyp, do tego dwa packshooty, i jeszcze wizerunek modelki lub jakiegoś obrazka wykorzystwanego w ATLu. Oczywiście wszystko jest ważne tak samo, więc nic się nie da wyrzucić. Na końcu trzeba zjechać z jakością każdego z elementów i jak już wspominał Dominik wychodzi coś co jest głupie i przez to mało wiarygodne.

Ostatnio uczestniczyłem w briefingu u jednego z większych polskich marketerów, który powiedział, że on nie ma czasu na internet, chce z tego zrobić samograj. Żadne argumenty nie skutkowały. Więc na końcu stwierdzono "ok. zróbmy zasięgową kampanię bannerową". Pomyślałem sobie... mam w dupie bannery;(
Krzysztof Adamus
6. Krzysztof Adamus 19.03.2008 / 16:02
Nie znam nikogo, kto by lubił banery. A brandmarki i top layery powinny zostać ustawowo zakazane:)

Wydaje mi się, że posługując się tak zwanym "zdrowym rozsądkiem", bez kosztownych badań można powiedzieć, że polskie "banery' są kiepskie.
Niektórzy twierdzą, że brzydkie reklamy są po prostu skuteczniejsze od ładnych. Wprawdzie nieco spłyciłem przekaz całego artykułu, ale... Tak naprawdę lepszą kreacją możemy podnieść współczynnik CTR o 100-500%. Zysk tak uzyskany jest jednak niewielki w porównaniu do tego, ile pieniędzy marnowanych jest przez błędy powstałe we wcześniejszych etapach planowania kampanii.

A to serwery nie są przygotowane na ruch przekierowany z GaduGadu. A to mediaplan został przygotowany jeszcze przed powstaniem koncepcji kampanii i jest już nie do ruszenia, a ewidentnie można by lepiej wykorzystać pieniądze na media. A to cała kampania kierowana jest do strony-zaślepki z informacją, że tu powstanie strona. Na razie jej nie ma bo ktoś za późno przypomniał sobie o tym, że trzeba ją przygotować... Wiem, że jak się ma na głowie miesięcznie kilka kampani to się wpada w rutynę i nie zwraca uwagi na takie "drobiazgi". Mnie jednak boli takie marnotrawstwo.

Coraz częściej także - jako szef marketingu - mam wątpliwości czy reklama jest wymarzonym sposobem komunikowania się z konsumentem...
Reklama reklamie nie równa. Wystarczy spojrzeć na działania marketingowe Google, aby przekonać się, że reklamę można polubić.
Dominik Kaznowski
7. Dominik Kaznowski 20.03.2008 / 11:10
Wydaje mi się, że to wszystko jest zbyt "przemyślane" - przetworzone przez zbyt wielu ludzi, na koniec dnia z pierwotnej intencji marketera wychodzi "ładna, kolorowa, kreatywna" kampania, której nie można się powstydzić (nikt cię nie zwolni ;) - tylko jakoś ci źli konsumenci niczego nie rozumieją i nie potrafią dostrzec geniuszu naszej reklamy...

A może komunikować się z nimi zwykłymi środkami i metodami, a to tego mówić o tym co ICH interesuje a nie firmę?
Jacek Gadzinowski
8. Jacek Gadzinowski 21.03.2008 / 18:59
Powiem przekornie - MAM W DUPIE REKLAMY ! - trawersujac znaną stronę www :) Takie reklamy, które są nieskuteczne, wymemłane, są kompromisem kilku szczebli zarzadzania, są zapchajdziurą i nie budują wizerunku, sprzedazy. Lub też są przeintelektualizowaną przenośnią, niedopowiedzeniem, abstrakcją marketerów lub wizją "szalonego" art directora zaślepionego swoją wizją "zbawiania nieświadomych klientów". :)

Moją IDEE FIX jest wyjść poza clutter "spamoreklamy" którą codzień mam w tivi, gazetach a w necie... miliony bzdurnych form reklamowych, coraz bardziej drażniących konsumentów. Z autopsji - są inne formy komunikacji marketingowej i PR , na nie chciałbym stawiać. Sponsoring bloga Mediafun, może być przykładem - że można, jeśli tylko się chce.

BTW. Kto karze kupować wagony obrzyganych bannerów o skuteczności kliku 0,1-0,2 :)? Lepiej wziąć kilka kilkogramów dolców i spalić w ognisku. Efekt będzie podobny, ale fun 1000 razu lepszy.
Leszek Łuczyn
9. Leszek Łuczyn 25.03.2008 / 15:28
drudzy, molestowani dzienną dawka banerologii, bez wpływu na ich obecność, zdążyli już do nich przywyknąć, jak kierowcy do dziur na ulicach.


http://mozillapl.org/baza_rozszerzen/inne/adblock_plus

z tym "brakiem wpływu" to jednak przesada ;)

na swoim domowym komputerze rzadko widuję banery... może dzięki temu w pracy mogę spojrzeć na nie świeżym okiem? ba! nawet regularnie klikam w te bardziej interesujące! a czasem też w te kompletnie drewniane, z ciekawości... :D

banery same w sobie nie są złe, jeśli nie przekraczają 15% objętości strony, bo przy większej ilości robi się męcząca oko choinka

dzięki banerom jestem na bieżąco z hitami kinowymi :) wiem też, co jest w promocji, choć niestety ta wiedza nie jest dość szeroka

moim zdaniem przecenia się rolę banera jako zachęty do przekierowania na stronę - ja wiem, że to przekierowanie jest takie fajnie mierzalne, a marketing ma takie skrzywienie, że lubi sobie pomierzyć, ale... baner bywa też sposobem na przekazanie krótkiej, praktycznej informacji, nawet paskudny baner, bylebym się z niego dowiedział, że np. do końca miesiąca cośtam jest tańsze itp. - i nie muszę w niego klikać! i cieszy mnie jego widok, bo mi daje info, które mogę wykorzystać

rozwój reklamy kontekstowej zapewne zdejmie z banerów sporo niechęci
 1 / 1 
Trwa zapisywanie komentarza
Dodaj komentarz
Zaloguj się
Jeśli nie masz jeszcze konta w Interaktywnie.com - możesz się zarejestrować albo
wymagane
 
obrazek nieczytelny
 
 
wyślij
wizytówki firm
szukasz klientów dla firmy?
NuOrder
 
Arrow
newsletter
Arrow
Loader
Up Down
ostatnie komentarze
 
Dołącz do społeczności interaktywnie.com
 
 
 
 
© 2019 interaktywnie.com. All rights reserved.